Nowy toksyczny trend w randkowaniu. „Cookie jarring” to brutalna manipulacja uczuciami
„Cookie jarring” brzmi niewinnie, jak sięganie po ciastko ze słoika. W praktyce oznacza traktowanie drugiej osoby jak partnera awaryjnego, trzymanego „na wszelki wypadek”. To zjawisko coraz częściej pojawia się w świecie randek i aplikacji, choć emocjonalnie kosztuje bardzo dużo.

Obraz jest bardzo prosty. W kuchni stoi słoik z ciastkami. Kiedy pojawia się ochota na coś słodkiego, ręka automatycznie sięga po jedno z nich. Nie jest to pełny posiłek, tylko szybka przekąska „na teraz”. Cookie jarring przenosi ten schemat do świata relacji. Jedna osoba trzyma drugą blisko siebie, by w razie potrzeby móc po nią sięgnąć. Nie po to, by budować związek, lecz żeby nie czuć się samotną. Psycholożka Catalina Lawsin używa metafory cookie jarringu, opisując osoby, które są w trakcie obiecującego związku albo już w stabilnej relacji, a mimo to utrzymują przy sobie kogoś jeszcze. Ten „ktoś” ma pełnić funkcję opcji zapasowej. Wchodzi na scenę, gdy główny związek się rozpadnie albo okaże się rozczarowaniem. Emocjonalnie to bardzo wygodne dla osoby „sięgającej po ciasteczko”, dla drugiej strony oznacza życie w roli niewidzialnej rezerwy.
Partner zapasowy, „zakładka”, ławka rezerwowych
Cookie jarring ma swoje kulturowe odpowiedniki dużo bliżej niż mogłoby się wydawać. W polszczyźnie funkcjonują określenia: „alternatywa”, „ławka rezerwowych”, „druga opcja”, „plaster na złamane serce”, „zakładka”. Wszystkie opisują podobny mechanizm: jedna osoba pozwala drugiej zaangażować się bardziej, niż sama jest gotowa, i zatrzymuje ją przy sobie, nie oferując realnego miejsca w swoim życiu. Takie „ciasteczko w słoiku” daje poczucie bezpieczeństwa. Jest ktoś, kto się odezwie, odpowie na wiadomość, spotka się na kawę, zareaguje na kryzys. Jego uczucia stanowią rodzaj emocjonalnego zapasu. W tle często trwa równolegle inny związek: oficjalny partner, ktoś, z kim tworzy się „docelową” relację, albo obiekt niespełnionej miłości, w którego inwestuje się prawdziwe emocje. Zdarza się też odwrócona wersja tego scenariusza. Osoba głęboko zakochana w kimś niedostępnym, na przykład w kimś, kto jest w innym związku albo jasno zakomunikował brak chęci na relację, sięga po „ciasteczko” po to, żeby zagłuszyć własny ból. W listopadowe wieczory, kiedy szczególnie doskwiera samotność, łatwo zadzwonić do kogoś, kto od dawna jest na wyciągnięcie ręki. To jednak nie zamienia tej osoby w pełnowartościowego partnera. W praktyce zostaje wykorzystana do wypełnienia emocjonalnej luki.
Samotność i strach przed odrzuceniem: co stoi za cookie jarringiem?
U podstaw cookie jarringu leży lęk przed byciem samemu. Dla części osób perspektywa okresu bez partnera jest tak trudna do przyjęcia, że robią wszystko, by go uniknąć. Zamiast przeżyć czas po rozstaniu, poukładać własne emocje i przekonania, wolą mieć przy sobie kogoś „na stałe w tle”. Taka relacja nie jest równa, ale daje złudne poczucie, że „nie zostaną kompletnie sami”. Psycholog Darcie Czajkowski zwraca uwagę, że często w tle pojawiają się wcześniejsze zranienia. Zdrada w poprzednim związku, obserwowanie niewierności w małżeństwie rodziców, rozstania przeżywane bez wsparcia. Wszystkie te doświadczenia potrafią wytworzyć przekonania: „nie jestem wystarczająco dobry”, „nie zasługuję na to, żeby ktoś mnie wybrał naprawdę”. Z takim bagażem pojawia się obawa, że jeśli zostanie się w relacji jeden na jeden, prawda o własnej „niewystarczalności” wyjdzie na jaw. Cookie jarring staje się wtedy mechanizmem obronnym. Osoba otacza się kilkoma potencjalnymi partnerami, bo ich zainteresowanie chwilowo koi lęk przed odrzuceniem. Ciepłe wiadomości, komplementy i gotowość drugiej strony, by się spotkać, działają jak doraźny środek przeciwbólowy na niską samoocenę. Jednocześnie żadna z tych relacji nie dostaje szansy, by stać się czymś trwałym. Współczesny krajobraz randkowy sprzyja takiemu funkcjonowaniu. Aplikacje umożliwiają niemal nieograniczony dostęp do nowych osób. Łatwiej jest codziennie przesuwać palcem po ekranie niż zaryzykować prawdziwą bliskość. Po jednej stronie rośnie pokusa, by randkować „na ilość”, po drugiej lęk, że znalezienie kogoś wartościowego „na stałe” jest bardzo trudne. Cookie jarring wyrasta na skrzyżowaniu tych dwóch tendencji.
Jak rozpoznać, że ktoś trzyma cię „w słoiku”?
Osoba, która stosuje cookie jarring, ma interes w tym, aby druga strona jak najdłużej nie zorientowała się w swojej roli. Sygnalizuje zainteresowanie i tworzy wrażenie potencjalnego związku, ale jednocześnie pilnuje, by nic nie stało się zbyt konkretne. W praktyce pojawia się kilka powtarzalnych sygnałów. Jednym z nich jest niechęć do planowania. Spotkania odbywają się spontanicznie, często z bardzo krótkim wyprzedzeniem. Ktoś pisze w piątek wieczorem, pyta o „coś na szybko”, potrafi „wpadać” do ciebie bez wcześniejszych ustaleń. Jednocześnie unika umawiania się z wyprzedzeniem na konkretną datę, wspólne wyjście czy weekendowy wyjazd. Potrzebuje zachować pełną elastyczność, bo liczy, że w tym samym terminie uda się zorganizować coś z osobą, którą traktuje jako priorytet. Drugim, bardzo czytelnym znakiem jest brak chęci do nazwania relacji. Unikanie określeń typu „związek”, „partner”, „partnerka”, a także wyraźna niechęć do wprowadzania w swoje środowisko. Nie pojawia się przedstawienie rodzinie, znajomym, współpracownikom w roli osoby bliskiej. Z zewnątrz wszystko wygląda tak, jakby życie towarzyskie i rodzinne było zupełnie oddzielone od tych spotkań. Trzecim sygnałem jest stan emocjonalny, w którym trzyma cię ta relacja. Jeśli regularnie pojawia się poczucie niepewności, brak bezpieczeństwa i wrażenie, że „nie jesteś priorytetem”, to ważny komunikat. Szczególnie gdy druga strona bagatelizuje te odczucia, nie reaguje na prośby o większą jasność sytuacji albo przerzuca odpowiedzialność za wszystko na twoje „przesadzone oczekiwania”. W cookie jarringu kluczowy jest układ sił: jednej osobie zależy wyraźnie bardziej, druga korzysta z tej przewagi. Rzadko chodzi o otwarty, uczciwy układ „casualowej” relacji, w której obie strony mają podobny poziom zaangażowania. Bardziej o sytuację, w której jedna strona trzyma w ręku dostęp do relacji i sięga po nią tylko wtedy, kiedy nie ma nic innego.
Dlaczego cookie jarring krzywdzi obie strony?
W krótkiej perspektywie wydaje się, że korzyści czerpie tylko „właściciel słoika”. Ma wsparcie, uwagę i poczucie bycia pożądanym, nie rezygnując z innych opcji. Z czasem jednak taki sposób funkcjonowania odbija się na obu osobach. Osoba trzymana „na rezerwie” nie ma realnej szansy na zbudowanie relacji, w której będzie traktowana jako wybór, a nie zabezpieczenie. Czeka, inwestuje emocje, liczy na „moment, kiedy to się wreszcie rozwinie”. Ten moment zwykle nie nadchodzi albo kończy się gwałtownym odcięciem, gdy cookie jarring przestaje być potrzebny, bo „główny” związek się stabilizuje lub pojawia się nowa fascynacja. Strata bywa wtedy podwójna: czasu i zaufania do innych ludzi. Osoba stosująca cookie jarring również ponosi koszty. Odkłada w czasie konfrontację z własnym lękiem przed samotnością i niepewnością co do własnej wartości. Zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje rany i zacząć je leczyć, zasypuje je cudzym uczuciem. To rodzi wewnętrzny konflikt i ryzyko demaskacji. Jeśli oficjalny partner dowie się o istnieniu „ciasteczka na boku”, konsekwencje mogą być dotkliwe. Do tego dochodzi świadomość, że ktoś został użyty jako środek, nie cel sam w sobie. Ostatecznie cookie jarring nie chroni przed samotnością. Tworzy raczej przestrzeń, w której nikt nie czuje się naprawdę widziany i wybrany. Lęk, od którego miało uciec, pozostaje nietknięty, tylko przykryty na chwilę.