Reklama

Na TikToku od kilku lat krąży pojęcie „bare minimum” – w polskich wersjach najczęściej tłumaczone jako „absolutne minimum”. Chodzi o zestaw zachowań i cech, które, zdaniem części kobiet, powinien spełniać każdy partner. Zjawisko wyszło już daleko poza jednorazowy trend, stało się osobnym gatunkiem treści: od nagrań z listami wymagań, przez filmiki z podpisami „nigdy więcej nie zgodzę się na absolutne minimum”, po relacje z rozstań, w których głównym zarzutem jest właśnie to, że partner „nie dorósł” do listy.

Co kobiety wrzucają do worka z napisem „absolutne minimum”?

Definicji jest tyle, ile autorek, ale z czasem zaczęły się powtarzać pewne punkty. W wielu wersjach „bare minimum” przewijają się zachowania bardzo klasyczne: lojalność, słowność, umiejętność komunikacji, gotowość do rozmawiania o uczuciach. Obok tego pojawia się już cała sfera gestów i rytuałów: kwiaty (czasem z dokładnością co do częstotliwości), regularne randki, płacenie rachunku w restauracji, przytrzymywanie drzwi, wiadomości „dzień dobry” i „dobranoc”, publikowanie wspólnych zdjęć w social mediach, niespodzianki. Listy idą jednak dalej. Niektóre tiktokerki uznają za „absolutne minimum” opłacanie wszystkich rachunków przez mężczyznę, posiadanie określonego wzrostu, konkretnych ambicji zawodowych, umiejętności gotowania, określonego stylu ubierania się czy wręcz sposób korzystania z Instagrama (brak obserwowanych kont półnagich kobiet, zero prywatnych wiadomości do innych dziewczyn). W wielu treściach pojawia się też oczekiwanie, że partner będzie potrafił bezbłędnie odczytywać nastroje i „domyślać się”, czego partnerka potrzebuje, bez konieczności mówienia tego wprost.

Reakcje pod tymi materiałami są bardzo różne. Część kobiet reaguje entuzjastycznie: kibicuje sobie nawzajem, powtarza, by „nie zgadzać się na mniej” i traktować takie zachowania jako oczywisty standard. Inne porównują TikTokowe ideały z własną relacją i piszą ze smutkiem, że ich partner nie robi… właściwie niczego z listy. Są też głosy znacznie bardziej przyziemne, dla których „absolutne minimum” to po prostu brak przemocy, szczerość, wzajemny szacunek. Mężczyźni w komentarzach najczęściej wyśmiewają te nagrania albo pytają, co kobiety „dają w zamian”. Niektórzy, ci, którzy deklarują, że takie gesty wykonują, piszą z goryczą, że wtedy słyszą, iż są „za mili” i lądują w szufladce przyjaciela. Co ciekawe, część męskich głosów wcale nie neguje potrzeby dobrego traktowania partnerek, ale zwraca uwagę na skalę oczekiwań: to, co na TikToku nazywa się „minimum”, dla wielu osób jest raczej górną półką relacyjną, a nie punktem wyjścia.

Gdzie kończy się zdrowe oczekiwanie, a zaczyna lista życzeń z romansu?

Patrząc na te wszystkie wymogi, dość łatwo wyłowić elementy, które większość osób uzna za rozsądne: lojalność, umiejętność komunikacji, troskę, spójność słów i czynów. Pytanie zaczyna się tam, gdzie w grę wchodzą oczekiwania mocno osadzone w estetyce romansów i instagramowych związków: cotygodniowe kwiaty, regularne wyjścia do drogich restauracji, perfekcyjna galanteria, nieustanne deklaracje uczuć, wysoki standard finansowy bez względu na realne możliwości. Każdy ma prawo mieć swój „typ” – zarówno w kwestii wyglądu, jak i zestawu cech charakteru. Problem pojawia się wtedy, gdy bardzo specyficzna lista wymagań zostaje nazwana uniwersalnym „absolutnym minimum”, które rzekomo musi spełniać „każdy normalny facet”. To już nie osobista preferencja, ale norma narzucona innym. Łatwo wtedy przeoczyć, że sama postawa „odhaczania” kolejnych punktów bardziej przypomina traktowanie ludzi przedmiotowo niż partnersko.

Z drugiej strony nie da się zignorować faktu, że wiele kobiet rzeczywiście doświadcza bycia traktowanymi byle jak: z brakiem szacunku, lekceważeniem granic, emocjonalnym chłodem. Popularność romansów, w których mężczyźni są troskliwi, obecni, zaangażowani, pokazuje, jak silna jest potrzeba bycia dobrze traktowaną, ale też jak bardzo trudno o to w codzienności. Stąd mieszanka: z jednej strony przesadzone listy życzeń, z drugiej – bardzo realne poczucie, że „coś jest nie tak” z tym, jak kobiety bywają traktowane w relacjach.

Czy „bare minimum” naprawdę działa w interesie kobiet?

Zanim potraktujemy TikTokowe listy jak objawienie, warto zobaczyć ich możliwe konsekwencje. Po pierwsze, im dłuższa i bardziej szczegółowa lista, tym większe ryzyko, że nikt się w nią zwyczajnie nie zmieści. Nie chodzi o to, by „łapać byle kogo”, ale o świadomość, że człowiek z krwi i kości zawsze będzie mieszaniną zalet, wad i rzeczy, które wymagają dogadania. Odrzucenie kogoś tylko dlatego, że nie stoi pod drzwiami z bukietem za każdym razem, gdy wychodzicie, może być zwyczajnie strzelaniem sobie w stopę. Po drugie, takie treści potrafią namieszać także w głowach kobiet, które były dotąd w zdrowych, stabilnych relacjach. Konfrontacja realnego partnera z TikTokowym ideałem może budzić niepotrzebny niepokój: „skoro dzielimy rachunki, może nie jest wystarczająco rycerski?”, „skoro nie wrzuca naszych zdjęć codziennie, może nie traktuje mnie poważnie?”. Skupienie się na tym, czego nie ma, łatwo przesłania to, co jest: obecność, odpowiedzialność, gotowość do pracy nad sobą. Po trzecie, część przekazów o „absolutnym minimum” opiera się na bardzo starych, ludowych przekonaniach: że mężczyzna ma się domyślać, że kobieta nie powinna niczego mówić wprost, że jej rolą jest oczekiwanie i sprawdzanie, czy on „zgadnie”. Jeśli nie zgadnie – do kosza. To prosta droga do rozczarowań, bo żaden człowiek, nawet najbardziej kochający, nie czyta myśli.

Niebezpieczne jest też to, że w wielu filmikach przemycane są stereotypy płciowe w wersji „księżniczka i rycerz”: ona pasywna, on aktywny, zarabiający, planujący, zabiegający. Część twórczyń jednocześnie nazywa siebie feministkami, ale oczekuje relacji rodem z lat 50., w której on wszystko finansuje i organizuje, a ona przede wszystkim „jest traktowana jak królowa”. Z perspektywy idei równości to mocny zgrzyt.

Gdzie znaleźć złoty środek?

Czy zatem „absolutne minimum” to zły konstrukt? Nie zawsze. Dla wielu kobiet zetknięcie się z takimi treściami bywa momentem przebudzenia: dostrzeżenia, że to, co dotąd uznawały za normę, jest tak naprawdę akceptowaniem braku szacunku czy wręcz przemocy. Uświadomienie sobie, że ma się prawo oczekiwać elementarnej uczciwości, lojalności, troski, bywa pierwszym krokiem do wyjścia z bardzo kiepskich relacji. Klucz tkwi w tym, by odróżnić fundamenty od fanaberii. Fundamenty to brak przemocy (fizycznej, psychicznej, ekonomicznej), szczerość, wzajemny szacunek, gotowość do rozmowy i brania odpowiedzialności za swoje działania. Cała reszta, sposób okazywania uczuć, styl randkowania, gesty, prezenty, jest dodatkiem, o którym można rozmawiać, negocjować, uczyć się siebie nawzajem.

Zamiast traktować cudze listy z TikToka jak świecki dekalog, lepiej usiąść ze sobą i uczciwie odpowiedzieć na kilka pytań: czego naprawdę potrzebuję, żeby czuć się w relacji bezpiecznie i ważnie? Co jest dla mnie miłym bonusem, a bez czego jestem w stanie żyć? Gdzie kończy się moje prawo do granic, a zaczyna traktowanie innych jak checklisty do odhaczenia? „Bare minimum” może być użytecznym narzędziem, jeśli pomoże nazwać to, poniżej czego na pewno nie chcemy schodzić. Jeśli jednak zamienia się w skomplikowaną instrukcję obsługi idealnego partnera, łatwo staje się kolejną iluzją i to taką, która zamiast wzmacniać kobiety, zamyka je w pułapce nierealnych oczekiwań.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...