Reklama

Prawdziwa przyjaźń rzadko pęka w kryzysie. Częściej kruszy się po cichu, wtedy gdy jednej z was zaczyna się wyjątkowo dobrze układać. O tym, czy wasza relacja jest naprawdę bezpieczna, decyduje dziś jedno mało znane pojęcie: freudenfreude. Przyjaźń zwykle mierzymy liczbą rozmów „po wszystkim”: po rozstaniu, po zwolnieniu z pracy, po kolejnym rodzinnym dramacie. Łatwo wtedy poczuć, że skoro ktoś potrafi siedzieć z nami do późna i słuchać, to mamy obok siebie kogoś naprawdę bliskiego. Ten obraz jest prawdziwy, ale niepełny. Dużo więcej o relacji mówi to, co wydarza się wtedy, gdy jedna z was zaczyna naprawdę wygrywać. Awans, pierwsze mieszkanie, wymarzona ciąża, przyjęty projekt, o który długo walczyła. Takie wiadomości na ekranie telefonu uruchamiają w głowie całą lawinę myśli. Na zewnątrz pojawia się „wow, gratulacje”, w środku bywa różnie. Właśnie ten rozdźwięk opisuje freudenfreude, rzadko nazywana, ale bardzo ważna umiejętność cieszenia się czyimś szczęściem.

Freudenfreude

Schadenfreude, czyli satysfakcja z cudzego potknięcia, zadomowiło się już w języku. Freudenfreude stanowi jego jasną odwrotność. Określa stan, w którym czyjś sukces wywołuje w nas autentyczną radość, nawet jeśli nie przekłada się bezpośrednio na naszą sytuację. To moment, gdy myśl „ale super, że właśnie jej się udało” jest silniejsza niż impuls do porównywania. Socjologowie używają tego terminu, opisując osoby, które potrafią zobaczyć w cudzym osiągnięciu coś więcej niż zagrożenie dla własnego ego. To rodzaj przychylności, która nie potrzebuje dowodu, że „coś z tego będę mieć”. W freudenfreude chodzi o uznanie drugiego człowieka i jego historii, a nie o własny wynik w niewidzialnym wyścigu.

Dlaczego sukces przyjaciółki tak boli?

Najtrudniejsze są sytuacje, w których jesteście na podobnym etapie życia. Dwie osoby po tych samych studiach, działające w tej samej branży, mające podobne marzenia. Wtedy sukces jednej automatycznie staje się dla drugiej lustrem. W badaniach nad relacjami widać wyraźnie, że to właśnie w takich parach najczęściej pojawia się cicha zazdrość. Wyobraź sobie dziewczynę po dziennikarstwie, która od lat marzy o redakcji modowej. Wysyła CV, pisze teksty na próbę, ciągle czeka na swój moment. Gdy przyjaciółka, która od dawna starała się o dziecko, informuje o ciąży, radość przychodzi jej naturalnie. Gdy ta sama przyjaciółka kilka tygodni po obronie dyplomu ląduje w upragnionej redakcji modowej, sytuacja jest zupełnie inna. Obok radości włącza się ukłucie: „dlaczego nie ja?”.

Girlboss, siostrzeństwo i wewnętrzna siła

Z freudenfreude łatwiej radzą sobie osoby, które nie budują swojej wartości wyłącznie na tle innych. Współczesne określenie girlboss to nie tylko metka zawodowa. To sposób funkcjonowania, w którym sukcesy innych kobiet nie zagrażają, ale inspirują. Taka kobieta częściej myśli „skoro ona mogła, ja też znajdę swoją drogę”, zamiast „już po mnie, ktoś zajął moje miejsce”. Girlboss szuka siostrzeństwa, a nie przeciwniczek. Umie łączyć niezależność z lojalnością. Osoba, która ma w sobie choć podstawową pewność, że jest „wystarczająca” tu i teraz, łatwiej przyjmuje cudze awanse czy przeprowadzki do wymarzonego miasta bez wrażenia, że właśnie traci szansę na własne spełnienie. Kto żyje w stałym napięciu i karmiących się latami kompleksach, szybciej odczyta czyjś sukces jako osobisty akt oskarżenia.

Kapitalizacja emocji

W psychologii relacji funkcjonuje pojęcie kapitalizacji emocji. Opisuje ono sytuację, w której dzielimy się z kimś dobrą wiadomością, a reakcja tej osoby może tę radość spotęgować albo zgasić. Marisa G. Franco, terapeutka zajmująca się przyjaźniami, podkreśla, że ludzie szczególnie mocno zapamiętują właśnie to, jak bliscy reagowali na ich sukcesy. Pocieszenie po bolesnym wydarzeniu jest niezwykle ważne. Jednak w dłuższej perspektywie często bardziej w pamięci zostaje to, kto naprawdę szczerze cieszył się z naszego awansu, publikacji, wygranej sprawy czy spełnionego marzenia. Jeśli w tamtym momencie zamiast zainteresowania zobaczyliśmy obojętność, zmianę tematu albo wyścig na „kto ma lepiej”, w relacji pojawia się niewidoczna rysa.

Ta jedna wiadomość, która zmienia wszystko

„Dostałam awans”. „Przyjęli mnie na te studia”. „Udało się, jestem w ciąży”. Takie zdania potrafią mieć ogromny ciężar. Osoba, która je wysyła, zwykle jest w emocjach. Rozhuśtana, podekscytowana, może trochę niepewna, czy ma prawo aż tak się cieszyć. Wysyła więc do ciebie coś więcej niż informację. To zaproszenie: „bądź przez chwilę w tej radości razem ze mną”. Odpowiedź typu „super, a ja właśnie…” szybko przesuwa reflektor. Z zewnątrz wygląda to jak entuzjazm, ale wewnętrznie wysyła komunikat: „twoja radość zajmuje za dużo miejsca, więc dołóżmy od razu moją”. Zupełnie inaczej działa zatrzymanie się tylko przy jej historii. Dopytanie, jak się z tym czuje, co ją najbardziej zaskoczyło, co zamierza zrobić dalej. Tak wygląda freudenfreude w praktyce: nie w wielkich deklaracjach, lecz w zwykłych rozmowach.

Zazdrość, która nie musi niszczyć

Wiele osób przeraża to, że w chwili cudzego sukcesu czują ukłucie w środku. Zazdrość łatwo nazwać czymś „brzydkim”, co psuje obraz dobrej przyjaciółki. W rzeczywistości to raczej sygnał alarmowy niż wyrok charakterologiczny. Pokazuje, że dana sfera życia jest dla ciebie szczególnie ważna, a twoje własne potrzeby są tam niedopełnione. Freudenfreude nie oznacza braku jakichkolwiek trudnych emocji. Kluczowe jest to, co robisz dalej. Możesz zauważyć w sobie zazdrość i nie pozwolić, by ona kierowała twoim zachowaniem. Możesz przyznać przed sobą: „to dla mnie trudne”, a jednocześnie zdecydować, że chcesz dla przyjaciółki dobrze. Zaplanować z nią świętowanie, naprawdę wysłuchać jej opowieści. Ten wewnętrzny wybor często stopniowo osłabia zazdrość i wzmacnia więź.

Trening freudenfreude

Umiejętność przeżywania freudenfreude nie pojawia się znikąd. Da się ją ćwiczyć jak język obcy. Pierwszym krokiem jest uważność na moment, w którym ktoś dzieli się dobrymi wiadomościami. W codziennym biegu łatwo potraktować je jak kolejną pozycję do odhaczenia na liście rozmów. Tymczasem to są kluczowe punkty w historii relacji. Zatrzymanie na kilkanaście sekund robi różnicę. Przeczytaj jeszcze raz to, co napisała przyjaciółka. Wyobraź sobie jej twarz, gdy to pisała. Zadaj chociaż jedno dodatkowe pytanie, zamiast od razu przerzucać się na siebie. Kiedy tak stopniowo „podświetlasz” cudze dobre chwile, twój układ nerwowy przyzwyczaja się do tego, że radość bliskiej osoby nie jest zagrożeniem, tylko czymś, z czym można być w kontakcie.

Gest zamiast słów

Nie każdy jest mistrzynią wyrażania emocji. Jeśli trudno ci znaleźć odpowiednie słowa, możesz przełożyć freudenfreude na małe, konkretne gesty. Zaproszenie na obiad po obronie pracy magisterskiej. Wspólna kawa, gdy przyjaciółka podpisze umowę na nowe mieszkanie. Mały kosmetyk, książka albo kwiat kupiony „bo chciałam z tobą uczcić ten moment”. Takie rytuały nie muszą być wyszukane ani kosztowne. Najczęściej liczy się to, że w ogóle je tworzysz. Dzięki nim w relacji pojawia się ciągłość: wiecie, że po ważnych wydarzeniach spotykacie się, żeby choć przez chwilę to razem poczuć. Te drobne obyczaje z czasem układają się w opowieść o przyjaźni, w której sukces jednej nie jest ciężarem dla drugiej.

Gdy już przegapiłaś ważny moment

Zdarza się, że w ważnej chwili reagujemy inaczej, niż byśmy chciały. Odczytujemy wiadomość w biegu, odpowiadamy półsłówkiem, bo akurat jesteśmy przytłoczone swoimi sprawami. To normalne. Ważne, żeby nie zostawiać tego bez refleksji. Do cudzego sukcesu można wrócić, nawet jeśli minęło już trochę czasu. Krótki SMS: „myślę o twoim awansie, to naprawdę duża rzecz, jestem z ciebie dumna” potrafi bardzo dużo zmienić. Taki powrót pokazuje, że wzięłaś ten temat jeszcze raz do serca, że nie przeminął dla ciebie jak zwykła ciekawostka. W świecie natychmiastowych reakcji pamięć o czyjejś dobrej wiadomości po tygodniu czy miesiącu ma niezwykłą moc.

Nauka radości od samej siebie

Freudenfreude ma też swój intymny wymiar. Trudno cieszyć się cudzym szczęściem, jeśli własnym nigdy nie wolno ci było się chwalić. Jeśli za każdym razem, gdy próbowałaś opowiedzieć o swoim osiągnięciu, słyszałaś „nie przesadzaj” albo „inni mają lepiej”, twój system nerwowy nauczył się, że radość jest czymś podejrzanym. Odwracanie tego schematu zaczyna się od prostych kroków. Zauważasz swoje drobne sukcesy i pozwalasz im zaistnieć. Nagradzając się po dobrze wykonanej pracy, celebrując zdany egzamin, zapraszając bliskich do świętowania razem z tobą, wysyłasz do siebie sygnał: „moje szczęście ma znaczenie”. Im bardziej oswajasz się z tym stanem u siebie, tym łatwiej przychodzi ci go znosić, a potem współtworzyć u innych. Z tej perspektywy freudenfreude przestaje być tylko ciekawym niemieckim słówkiem. Staje się codzienną praktyką, która odsłania prawdziwe oblicze relacji. Pokazuje, czy naprawdę wierzysz w siostrzeństwo i wzajemne wspieranie się, czy raczej w cichy wyścig na punkty. To, co czujesz, gdy przyjaciółka wygrywa, często mówi o was więcej niż wszystkie nocne rozmowy po porażkach.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...