Reklama

Submarining to jedna z tych randkowych taktyk, które pojawiły się wraz z kulturą „znikam, kiedy chcę”. Na pierwszy rzut oka przypomina ghosting, bo też opiera się na nagłym urwaniu kontaktu. Różnica zaczyna się w momencie, gdy uznasz sprawę za zamkniętą. Wtedy druga osoba wraca. Czasem po kilku tygodniach, czasem po miesiącach. Pisze, dzwoni, reaguje na stories. Zachowuje się tak, jakby poprzednie milczenie było tylko krótką przerwą w rozmowie, a nie bolesnym przecięciem więzi. To właśnie nazywa się submariningiem.

Submarining: „duch”, który wynurza się bez ostrzeżenia

Samo określenie pochodzi od angielskiego „submarine”, czyli łodzi podwodnej. Ktoś zapada się pod powierzchnię twojego życia. Przestaje odpisywać, nie odbiera telefonów, znika z komunikatorów. Nie pada żadne „potrzebuję przerwy”, nie ma informacji o tym, co się dzieje. Pojawia się cisza, którą twój umysł próbuje jakoś zrozumieć. W ghostingu to zniknięcie bywa definitywne. W submariningu milczenie jest tylko etapem. Po czasie ekran znów rozświetla się znajomym imieniem. Wiadomość brzmi zwyczajnie, jakby poprzednia rozmowa zakończyła się wczoraj. „Co u ciebie?”, „Widziałem coś, co mnie o tobie przypomniało”, „Musimy się spotkać”. Zero odniesienia do tego, że zostawił cię w połowie historii. Brak refleksji staje się tutaj kluczowym elementem wzorca. Osoba powracająca nie nawiązuje do przerwy, nie inicjuje rozmowy o tym, co się wydarzyło. Zachowuje się tak, jakby czas zawiesił się w miejscu, a twoje przeżycia w ogóle nie istniały.

Dlaczego ktoś znika, a potem wraca jak gdyby nigdy nic?

Za takim zachowaniem często stoją trudności z wzięciem odpowiedzialności za własne decyzje. Łatwiej odciąć kontakt niż powiedzieć wprost, że coś się zmieniło. Zamiast rozmowy pojawia się ucieczka, która chwilowo daje ulgę osobie znikającej. Problem tylko w tym, że ciężar poczucia odrzucenia przechodzi wtedy na drugą stronę. Dochodzi do tego lęk przed bliskością i zobowiązaniem. Ktoś potrzebuje ciepła, flirtu, poczucia, że jest ważny, ale boi się wejść w coś, co wymaga konsekwencji. Gdy relacja zaczyna nabierać głębi, naciska „pauzę”. Kiedy napięcie opada, a ty zdążysz się trochę zdystansować, znów pojawia się w twoim życiu, gotów po raz kolejny skorzystać z tego, co emocjonalnie oferujesz. W relacjach bez jasnych zasad submarining bywa sposobem na podtrzymywanie „sieci kontaktów”. To sytuacje, w których ktoś traktuje ludzi jak otwarte zakładki w przeglądarce. Nie zamyka ich, tylko raz na jakiś czas do nich wraca. Chce mieć pewność, że zawsze będzie miał się do kogo odezwać, kiedy poczuje się samotnie, znudzony albo będzie potrzebował potwierdzenia własnej atrakcyjności.

Jak zachowuje się „submariner” w praktyce?

Submarining trudno uchwycić przy pierwszym razie. Zdarza się, że pierwsze zniknięcie tłumaczysz sobie czyimś natłokiem obowiązków, problemami, gorszym momentem. Układasz w głowie scenariusze, które mają sens. Tym bardziej, że gdy osoba wraca, często jest miła, czuła, czasem wręcz bardziej zaangażowana niż wcześniej. Charakterystyczne staje się dopiero powtarzanie tego schematu. Przerwy w kontakcie pojawiają się bez zapowiedzi i nie są osadzone w żadnym sensownym kontekście. Po kilku tygodniach milczenia dostajesz wiadomość, która kompletnie ignoruje ten fragment historii. Brak choćby krótkiego: „Wiem, że zniknąłem, chciałbym o tym pogadać”. Powroty zwykle zbiegają się z momentem, w którym zaczynasz czuć się lepiej. Może wróciłaś do randkowania, skupiłaś się na pracy, zaczęłaś mniej o tej osobie myśleć. Nagle pojawia się od niej komunikat, który otwiera stare emocje. Pytania typu „jak się trzymasz?” czy „tęskniłem” potrafią rozmyć w pamięci to, co działo się w fazie ciszy.

Submarining a twoje poczucie własnej wartości

Wejście w ten wzorzec mocno obciąża psychikę. Z jednej strony jest w tobie pamięć o bólu z powodu czyjegoś zniknięcia. Z drugiej pojawia się ulga i przyjemność, że ta osoba jednak wróciła. Mózg dostaje sprzeczne sygnały uczuciowe, a to sprzyja chaosowi i trudnościom z zaufaniem własnym odczuciom. Takie doświadczenia sprzyjają obwinianiu siebie. Pojawiają się myśli, że pewnie oczekiwałaś za dużo, może za często pisałaś, może nie powinnaś była mówić o swoich potrzebach. Tymczasem decyzja o zniknięciu i powrocie bez słowa nie jest reakcją na jedną twoją wiadomość. To raczej stały sposób obchodzenia się z bliskością, który dana osoba stosuje także w innych relacjach. Długofalowo submarining może podcinać przekonanie, że zasługujesz na czyjąś konsekwencję i obecność. Skoro ktoś pozwala sobie wchodzić i wychodzić z twojego życia bez wyjaśnienia, możesz nieświadomie przyjmować, że tak po prostu „bywa”. To grunt, na którym łatwo przejść do kolejnych relacji o podobnej dynamice.

Jak reagować, gdy ktoś wynurza się po długiej ciszy?

Pierwszą ważną rzeczą jest zatrzymanie się. Nie odpowiadanie automatycznie, w trybie „fajnie, że jesteś”. Zanim odpiszesz, warto przypomnieć sobie, jak się czułaś w momencie, kiedy ta osoba zniknęła, co działo się z twoim ciałem, snem, koncentracją. To wraca do realnego doświadczenia, a nie do idealizowanej wersji relacji. Kolejny krok to nazwanie tego, co dla ciebie ważne. Możesz jasno powiedzieć, że przerwa w kontakcie była dla ciebie trudna i potrzebujesz wyjaśnienia, zanim znów wpuścisz tę osobę bliżej. To nie jest „robienie dramy”, tylko stawianie granicy. Ktoś, kto traktuje cię poważnie, będzie w stanie wejść w taką rozmowę, nawet jeśli będzie mu niewygodnie. Masz pełne prawo zakończyć tę historię, jeśli widzisz, że druga strona nie bierze odpowiedzialności za swoje zniknięcia. Nie musisz udowadniać swojej „wyrozumiałości”, przyjmując każdy powrót bez słowa. Odmowa dalszego kontaktu z osobą, która wchodzi w twoje życie tylko wtedy, kiedy jej pasuje, jest formą ochrony siebie, nie karą. Ważne też, by nie szukać przyczyny submariningu w swojej wartości. To, że ktoś wybrał tanią strategię znikania zamiast pełnej zdania rozmowy, mówi o jego dojrzałości i umiejętnościach relacyjnych. Nie jest raportem z twojej atrakcyjności, inteligencji czy „bycia wystarczającą”.

Kiedy relacja przestaje być warta twojej energii

Jeśli zauważasz, że schemat submariningu powtarza się, a między okresami ciszy i powrotów niewiele się zmienia, to sygnał ostrzegawczy. To nie jest „skomplikowana historia miłosna”, tylko wzorzec, w którym ty płacisz emocjonalną cenę za czyjąś niestabilność. Energia, którą wkładasz w czekanie na kolejny kontakt, tłumaczenie czyichś zachowań i łatanie w sobie kolejnych rozczarowań, nie jest darmowa. To zasób, który mogłabyś przeznaczyć na relacje oparte na wzajemności, na własne projekty, odpoczynek, rozwój. Warto zadać sobie bardzo proste pytanie: co realnie dostajesz z tej relacji, a co ci zabiera. Decyzja o odcięciu się od osoby, która wciąż znika i wraca, rzadko bywa lekka. Często wymaga zmierzenia się z własną tęsknotą i fantazją o tym, że „tym razem będzie inaczej”. W praktyce to jednak jedna z najskuteczniejszych form zadbania o siebie. Szczególnie wtedy, gdy widzisz, że ta znajomość sprawia, że kwestionujesz własne potrzeby i uczucia.

Podsumowanie: co naprawdę pokazuje submarining?

Submarining odsłania ważną rzecz: jak dana osoba radzi sobie z bliskością, odpowiedzialnością i cudzymi emocjami. Nagłe znikanie, a potem swobodne wynurzanie się w twoim życiu bez słowa nie jest drobną „dziwnością”, tylko wyraźnym komunikatem o jej granicach i możliwościach. Twoim zadaniem nie jest dostosowywanie się do tego chaotycznego rytmu. Twoim zadaniem jest ochrona własnej stabilności emocjonalnej. Masz prawo oczekiwać obecności, a nie tylko spektakularnych powrotów. Masz też prawo zamknąć drzwi, nawet jeśli ktoś puka z uśmiechem i udaje, że poprzednie zniknięcie nigdy nie miało miejsca.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...