Russell Crowe, Kevin Spacey i Guy Pearce w jednym kadrze. Ta produkcja wciąż uchodzi za wzorzec gatunku
„Tajemnice Los Angeles” wróciły do Prime Video po długiej nieobecności w polskim streamingu. To produkcja, w której Russell Crowe, Kevin Spacey i Guy Pearce grają trzech zupełnie różnych policjantów wciągniętych w jedno śledztwo. Mimo upływu lat ten kryminał wciąż uchodzi za wzorzec nowoczesnego noir. Powrót w sam raz na weekendowy wieczór.

Przez ostatnie miesiące fani szukali tego tytułu po platformach i nie mogli go znaleźć. Teraz „Tajemnice Los Angeles” znów są w Prime Video. Klasyk Curtisa Hansona z 1997 roku to adaptacja powieści Jamesa Ellroya, która zgarnęła dwa Oscary, w tym dla Kim Basinger. Po latach ogląda się go równie dobrze, a może nawet lepiej, niż w dniu premiery.
O czym są „Tajemnice Los Angeles”? Historia, która szybko wymyka się policji spod kontroli
Akcja toczy się w Los Angeles początku lat pięćdziesiątych. Miasto udaje hollywoodzki raj, choć w tle szumią codzienna korupcja, ustawki w policji i medialny szantaż. Mickey Cohen, lokalny gangster trzymający w garści całą przestępczość w mieście, trafia do więzienia za niepłacenie podatków. Po jego odejściu pojawia się próżnia, którą każda strona próbuje zająć dla siebie. Policja stara się temu zapobiec, choć nie zawsze legalnymi środkami. Sytuacja wymyka się spod kontroli po nocnej masakrze w jednym z barów. Wśród ofiar jest były policjant, więc sprawą zajmuje się cały wydział. Z tego punktu narracja prowadzi widza za trzema bohaterami. Bud White (Russell Crowe) działa pięściami, brzydzi się przemocą wobec kobiet i nie zadaje pytań, gdy wynik jest po jego myśli. Ed Exley (Guy Pearce) wierzy w przepisy i właśnie przez to nikt w komendzie nie chce z nim pracować. Jack Vincennes (Kevin Spacey) sprzedaje informacje brukowcowi „Hush-Hush”, a jednocześnie konsultuje hollywoodzki serial policyjny. Każdy z tej trójki ciągnie własną nitkę. I właśnie wtedy okazuje się, że granica między policjantami a przestępcami w Los Angeles przebiega zupełnie inaczej, niż chciałyby to widzieć służby.
Kto gra w „Tajemnicach Los Angeles”? Każdy zapadł w pamięć
Film wyreżyserował Curtis Hanson, który wspólnie z Brianem Helgelandem napisał scenariusz na podstawie powieści Jamesa Ellroya. To właśnie scenariusz przyniósł produkcji pierwszego Oscara, a drugą statuetkę otrzymała Kim Basinger za rolę Lynn Bracken, prostytutki stylizowanej na Veronikę Lake. W głównych rolach występują Russell Crowe jako Bud White, Guy Pearce jako Ed Exley oraz Kevin Spacey jako Jack Vincennes. Na równie wysokim poziomie stoi drugi plan. James Cromwell w roli kapitana Dudleya Smitha zapada w pamięć na długo po zakończeniu seansu. Danny DeVito wciela się w Sida Hudgensa, redaktora naczelnego brukowca „Hush-Hush”, żyjącego z hollywoodzkich skandali. Z kolei David Strathairn gra Pierce’a Patchetta, biznesmena prowadzącego jedną z najbardziej dyskretnych agencji towarzyskich w mieście. Autorem zdjęć jest Dante Spinotti, a muzykę skomponował Jerry Goldsmith. Film zdobył dziewięć nominacji do Oscara, w tym za najlepszy film, reżyserię, montaż, zdjęcia i muzykę.
Dlaczego „Tajemnice Los Angeles” wciąż wygrywają z większością nowych kryminałów?
Premiera odbyła się we wrześniu 1997 roku, czyli w sezonie zdominowanym przez „Titanica”. Nikt nie zakładał, że klasyczny noir z trzema policjantami w rolach głównych obroni się komercyjnie. Zrobił to w sposób spektakularny. Kasa kinowa zatrzymała się na 126 milionach dolarów, a krytyka oszalała. Po latach widać dlaczego. Po pierwsze, scenariusz. Hanson i Helgeland zachowali wielowątkową konstrukcję powieści Ellroya, ale doprowadzili ją do takiej formy, w której widz nigdy nie traci orientacji. Roger Ebert pisał kiedyś, że ten film to „labirynt, w którym nigdy się nie gubimy”. Trudno to ująć lepiej. Każda scena niesie konkretną informację, każdy dialog pogłębia którąś z postaci. Po drugie, warstwa wizualna. Spinotti operuje światłem w duchu klasycznego noir, ale unika prostej nostalgii. Kompozycja kadru i kolorystyka są wyraźnie współczesne, oczywiście jak na realia końcówki lat 90. Dzięki temu Los Angeles z czarnobiałych zdjęć dostaje na ekranie ciało, kolor i ciężar. Po trzecie, portret miasta. Ekipa pokazuje Hollywood złotej ery bez taryfy ulgowej. Studia, brukowce, policja i mafia funkcjonują w jednym ekosystemie, w którym przemoc i informacja są walutą wymienialną. I to bez fetyszyzowania brutalności, bez romantyzowania zbrodni.
Czy warto obejrzeć „Tajemnice Los Angeles” w Prime Video? Dla kogo jest ten kryminał?
To pozycja dla widzów, którzy lubią precyzyjnie napisane kryminały, sięgają po klasyki noir i nie mają nic przeciwko fabule wymagającej uwagi. „Tajemnice Los Angeles” mają sporo postaci, równolegle prowadzonych wątków i kilka zwrotów akcji, które zaskakują dopiero w finale. Wszystko to składa się w spójną całość. Dla fanów Russella Crowe’a to film z okresu, w którym zaczynał wchodzić na pierwszy plan w Hollywood, jeszcze przed „Gladiatorem”. Dla fanów Guya Pearce’a, oprócz „Memento”, to najlepszy dowód jego talentu. Dla widzów, którzy znają kino noir z lat 40. i 50., to dobrze przeprowadzony hołd, a nie kostiumowy pastisz.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

