W tym roku już po raz 72. oczy wszystkich pasjonatów kina zwrócone będą w kierunku Cannes. Festiwal filmowy na Lazurowym Wybrzeżu potrwa od 14 do 25 maja, a swoje najnowsze najnowsze filmy pokażą tam m.in. Quentin Tarantino (Once Upon A Time In Hollywood), Jim Jarmusch (The Dead Don’t Die), ulubieniec Cannes Xavier Dolan (Matthias & Maxime), Pedro Almodóvar (Pain and Glory) czy Terrence Malick (A Hidden Life). Przewodniczącym jury, które zadecyduje o tym, komu przyznać Złotą Palmę, jest meksykański reżyser Alejandro González Iñárritu. A zwycięzców wybierać będzie wspólnie z Pawłem Pawlikowskim, zeszłorocznym laureatem Złotej Palmy za najlepszą reżyserię (Zimna Wojna), Yorgosem Lanthimosem (Faworyta) czy aktorką Elle Fanning. I choć tym razem nie mamy niestety powtórki z Cannes 2018 i w jury festiwalu nie zasiadło więcej kobiet niż mężczyzn, nie oznacza to, że ich głos będzie mniej ważny. Będzie ważny i to bardzo, bo przewodniczącą jury sekcji Un Certain Regard została libańska reżyserka Nadine Labaki (laureatka Nagrody Jury Ekumenicznego festiwalu w Cannes z zeszłego roku za filmKafarnaum), jury sekcji krótkometrażowej szefuje Claire Denis,a w konkursie głównym o statuetkę walczyć będzie Mati Diop (Atlantique), pierwsza w ponad siedemdziesięcioletniej historii festiwalu canneńskiego czarnoskóra kobieta.

Bo kobiety w Cannes obecne są od zawsze, o czym świadczy również 22-letnie partnerstwo Cannes i marki L’Oréal Paris - Oficjalnego Kreatora Makijażu To ona odpowiada za looki gwiazd pojawiających się na czerwonym dywanie. Jego stałą bywalczynią jest też Grażyna Torbicka, dziennikarka, a od 2016 roku także jedna z polskich ambasadorek L’Oréal Paris. Na kilka dni przed startem Festiwalu Filmowego w Cannes mieliśmy okazję spotkać się z Panią Grażyną i porozmawiać o tym jednym z najważniejszych wydarzeń w świecie kina oraz inspirujących kobietach, do grona których również nasza bohaterka bez wątpienia się zalicza. 

Zobacz także: „Sex Education”: O seksie i nie tylko rozmawiamy z Gillian Anderson oraz pozostałą obsadą nowego serialu Netflixa [WIDEO]

Wywiad z Grażyną Torbicką - stałą bywalczynią festiwalu w Cannes oraz jedną z ambasadorek L’Oréal Paris - oficjalnego partnera canneńskiego wydarzenia

Kinga Nowicka, Glamour.pl: Na konferencji pod hasłem „Kobiety w roli głównej”, inaugurującej ponowne partnerstwo marki L’Oréal Paris i Festiwalu Filmowego w Cannes, powiedziała Pani, że „Cannes jest kobietą” i podała Pani kilka przykładów, jak choćby plakat tegorocznej edycji w hołdzie niedawno zmarłej reżyserki, Agnes Vardy. W zeszłym roku mieliśmy na przykład historyczny moment, gdy w jury znalazło się więcej kobiet niż mężczyzn, co wydarzyło się w momencie, kiedy branża filmowa ciągle żyła wydarzeniami, pokłosiem których jest ruch #metoo. Czy jako stała bywalczyni odczuwa Pani, że rola kobiet w Cannes wzrosła, czy kiedyś po prostu mniej się o tym mówiło, a one od zawsze były obecne i budowały ten festiwal? 

Grażyna Torbicka: Kobiety zawsze były obecne i budowały ten festiwal, ale teraz są bardziej świadome i solidarne. To, że ta solidarność jest szalenie ważna pokazał też zeszłoroczny protest na czerwonych schodach (na schodach canneńskiego Palais des Festivals et des Congrès stanęły i trzymały się za ręce 82 kobiety, a liczba ta symbolizowała sumę reżyserek, które w ciągu ponad 70 lat istnienia festiwalu miały możliwość pojawić się na czerwonym dywanie. Dla porównania tego zaszczytu dostąpiło 1866 reżyserów - przyp.red). Są uzdolnione reżyserki, scenarzystki, producentki, ale ich siła przebicia jest niestety słabsza, ponieważ są w branży wciąż zdominowanej przez mężczyzn. I właśnie to wzajemne wspieranie się kobiet może spowodować, że ich szanse na przebicie się wzrosną. Nie chciałabym jednak, żeby dyrektorzy festiwali zmierzali do tego, by gremia jurorskie były 50/50 tylko pod wpływem takich akcji jak #metoo czy protestów, jak ten z zeszłego roku. I by nie było to chwilowym trendem, a miało permanentny charakter. Czy tak będzie, czas pokaże. Gwarancją jest tutaj właśnie kobieca solidarność, jednakowoż nie rozumiana jako solidarność w kontrze do mężczyzn - to partnerstwo jest tutaj clue całej sprawy. Dlatego fajnie by było, gdyby w tym roku znowu 80 kobiet stanęło na czerwonym schodach w Cannes, a obok nich stanęło też 80 mężczyzn. 

A Pani zdaniem jest szansa na takie partnerstwo?

Tak. Dużo dzieje się w kontekście zwrócenia uwagi na to, jak ważny i wzbogacający jest głos kobiet. Co też pokazał ubiegłoroczny festiwal, gdzie te kilka filmów zrobionych przez kobiety wniosło zupełnie inny obraz świata, bo my kobiety mamy inną wrażliwość. Producenci już nie mają wątpliwości , że skoro to kobieta-reżyserka, to nie wiadomo, czy podoła zadaniu, czy przyciągnie wystarczająco dużo widzów. Podejrzewam jednak, że producenci mają też świadomość, że współpraca z kobietami reżyserkami jest o tyle inna, że nie tak łatwo jest je przekonać do zmian w scenariuszu , które nie są zgodne z ich wizją. Nie mam na to żadnych dowodów, ale znając własny charakter, kiedy jestem naciskana żeby zmienić coś, do czego nie jestem przekonana, to jednak o to walczę , przekonuję.  A jeśli widzę, że nie mam szans,  to czekam na lepszy moment, który prędzej czy później przychodzi. 

W historii festiwalu Cannes można znaleźć wiele tak ważnych i głośnych momentów, jak choćby wspomniany protest. A co dla Pani do tej pory było największym przeżyciem? Co najbardziej zapadło Pani w pamięć jako uczestniczce jednego z najważniejszych wydarzeń w świecie kina?

Na pewno takim momentem był mój pierwszy festiwal w Cannes. Przyjechałam tam, nie mając pojęcia, w jaki sposób i jak szybko trzeba działać, jak wiele punktów ma dzień pracy dziennikarza podczas tego wydarzenia. Musiałam przez to wszystko przejść sama. Realizowałam wtedy godzinny dokument z festiwalu, miałam francuską ekipę. To był zupełnie inny świat, Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej… Ale musiałam sobie poradzić, otworzyć wiele zamkniętych drzwi. I tak się stało. Wróciłam z materiałem, z którego mogłam zmontować, nieskromnie powiem, naprawdę dobry film z udziałem obecnych na tym festiwalu gości z całego świata. 

Zobacz także: Gwiazda „The Umbrella Academy” Ellen Page w wywiadzie dla Glamour.pl: „W Hollywood jest miejsce dla różnych superbohaterów”

Jako ambasadorka marki L’Oréal Paris jest Pani z pewnością inspiracją dla wielu kobiet. A jakie kobiety, zwłaszcza te ze świata kina, inspirują Panią? 

Tych inspiracji jest bardzo dużo, więc będzie mi trudno wymienić wszystkie. Jeśli chodzi o świat aktorski, to na pewno życie i postawa Krystyny Jandy, a także role jakie wybierała, począwszy od Agnieszki w Człowieku z marmuru Andrzeja Wajdy. Pamiętam, że kiedy zaczynałam studia, wszystkie chciałyśmy być jak ona - niezależne, mające swoje zdanie, wierzące, że to co chcemy robić ma sens. I to w pewien sposób ustawiło mnie na życie, na moją pracę i na dążenie do spełniania marzeń i celów, do których ma się przekonanie. Inne inspiracje? Niewątpliwie taką kobietą, która jest dla mnie autorytetem i której poglądy szanuję jest Agnieszka Holland . Z młodszego pokolenia   Małgorzata Szumowska. Jest bezkompromisowa, czasami działa bardzo intuicyjnie, co też mi się w niej podoba. Małgośka cały czas nad sobą pracuje, rozpoznaje siebie. Mając już takie sukcesy, jako kobieta reżyserka, myśli o tym, jak budować dalej swoją drogę, jakie nowe wyzwania podejmować, które mogą być dla niej ciekawe i inspirujące i  wie też, kiedy powiedzieć „nie”. Z kolei jeśli chodzi o kino światowe, to z wielką ciekawością obserwuję  Nadine Labaki, libańską reżyserkę. Jej film Kafarnaum, w którym pokazała dzieci żyjące na ulicach Bejrutu był wstrząsający i znakomicie zrealizowany. 

Mówiąc o Nadine Labaki, odpowiedziała Pani w dużej mierze na moje kolejne pytanie o to, jaki film zrealizowany właśnie przez kobietę, ostatnio najbardziej Panią poruszył. Mnie film Kafarnaum poruszył do tego stopnia, że pierwszy raz od dawna płakałam w kinie. Płakał też mężczyzna koło mnie, kobieta koło mnie i pewnie większość sali. Dla mnie obraz Labaki to był emocjonalny nokaut. 

A przecież jej celem wcale nie jest to, by było ckliwie. I nie wykorzystuje tych dzieci do tego, by nas do  płaczu zmusić. Labaki pokazuje je w kontekście obojętności świata dorosłych. Myślę, że w wielu wypadkach ludzie rozpłakują się na tym filmie, bo widzą, jak ułomny jest świat dorosłych. Jesteśmy ślepi i nie dostrzegamy tego, co dzieje się wokół. 

Jestem bardzo ciekawa, historię której znanej kobiety, jakiej do tej pory nie przeniesiono na ekran, chciałaby Pani kiedyś zobaczyć? I kto mógłby zagrać w tym filmie główną rolę?

Ograniczając się tylko do Polski, myślę, że taką postacią, która by mnie zainteresowała, byłaby Wisława Szymborska. To była bardzo ciekawa kobieta. A kto mógłby ją zagrać…? Myślę, że Joasia Kulig jest w stanie zagrać wszystko, więc mogłaby też zagrać Wisławę Szymborską. Już sobie ją wyobrażam, zanurzoną w swoich myślach, z papierosem, gdzieś w Zakopanem, które Szymborska tak bardzo lubiła. Tak, to by było coś! 

W takim razie, jeżeli ktoś planuje taki film zrealizować, to już wie, kogo powinien obsadzić w roli Wisławy Szymborskiej! Dziękuję za rozmowę, Pani Grażyno.

Bardzo dziękuję.