Możesz mieć ludzi wokół i czuć się pusta. To zjawisko ma nazwę i występuje częściej, niż się wydaje
Możemy wymieniać setki wiadomości dziennie, ale jeśli nikt nas nie przytula, coś w środku i tak cichnie. Ten stan ma nazwę: skin hunger, czyli głód skóry. To nie metafora, lecz bardzo konkretny defiycyt, który wpływa na nasz nastrój, zdrowie i poczucie sensu.

W świecie zdominowanym przez obrazy i dźwięki łatwo uwierzyć, że najważniejsze dzieje się w oczach i uszach. Inwestujemy w słuchawki, ekrany, perfumy, dobre jedzenie. Dotyk najczęściej traktujemy jak dodatek do seksu albo coś, czym zajmują się fizjoterapeuci. Tymczasem to właśnie on jest pierwszym językiem, którego się uczymy. Noworodek nie rozumie znaczenia zdań, ale czuje, jak jest trzymany, głaskany, przytulany. To przez skórę dostaje podstawową informację: jestem chciany, jestem bezpieczny, ktoś tu jest dla mnie. Ten kanał komunikacji wcale nie znika, gdy dorastamy. Niezależnie od wieku dotyk pozostaje jednym z najważniejszych sposobów wyrażania bliskości, często o wiele bardziej wymownym niż najbardziej wyszukane deklaracje. Każdy zna sytuacje, gdy dotyk zastępuje słowa. Ostrzegawcze uszczypnięcie w ramię, żartobliwy kuksaniec, przytulas na powitanie... To niby drobiazgi, ale mózg zapisuje je jako sygnał: jestem widziany, ktoś reaguje na to, co przeżywam, nie jestem sam.
Skin hunger. Kiedy skóra domaga się uwagi?
Gdy tego rodzaju sygnałów brakuje, pojawia się stan określany mianem skin hunger, czyli głodu skóry. To nie jest medyczna diagnoza, raczej obrazowe określenie doświadczenia, w którym człowiek ma poczucie, że w jego życiu brakuje dotyku. Nie chodzi wyłącznie o seks ani o czułość romantyczną. Mowa o całym spektrum fizycznych kontaktów: przytuleniu, trzymaniu za rękę, przyjaznym klepnięciu po plecach, wtuleniu się w ramię przyjaciela czy przyjaciółki, głaskaniu psa. Pandemia boleśnie pokazała, jak realny jest ten brak. Przez miesiące żyliśmy w świecie, w którym dotyk poza najbliższą rodziną stawał się potencjalnym zagrożeniem. Starsi ludzie tygodniami nie mieli prawa przytulić wnuków, single mieszkający sami potrafili przez długie tygodnie nie doświadczyć żadnego uścisku, a nawet w stałych związkach lęk o zdrowie bywał silniejszy niż odruch bliskości. Dopiero wtedy wiele osób zdało sobie sprawę, jak źle znosi życie „bez dotyku”. Głód skóry objawia się nie tylko smutkiem czy tęsknotą. Długotrwały brak fizycznej bliskości odbija się na całym organizmie. Rosną poziomy hormonów stresu, spada poczucie bezpieczeństwa, trudniej zasnąć i odpocząć. Pojawia się rozdrażnienie, poczucie pustki, osamotnienia, nawet jeśli teoretycznie mamy wokół siebie ludzi – tyle że obecnych jedynie w sieci.
Dotyk jako język emocji
Dobrze pokazały to badania. W jednym z eksperymentów ochotnicy mieli za zadanie „powiedzieć” niewidomej osobie, co czują: złość, obrzydzenie, wdzięczność, miłość. Nie używali słów, jedynym narzędziem był dotyk. Okazało się, że ponad 70 procent prób zakończyło się trafnym rozpoznaniem emocji. To pokazuje, że skóra jest czymś w rodzaju anteny nastawionej na stany uczuciowe innych ludzi. Czuły uścisk ramienia, ścisłe objęcie, szorstkie poklepanie po plecach – każdy z tych gestów niesie inne znaczenie, nawet jeśli nikt niczego nie komentuje. W świecie, w którym tak wiele komunikatów przepływa przez ekrany, ten bezpośredni, cielesny kanał bywa tym cenniejszy. Daje doświadczenie, którego nie zastąpi ani wiadomość, ani emotikon, ani nawet rozmowa wideo. Kiedy dotyk jest nieobecny, nasza „mapa” bliskości robi się coraz uboższa. Możemy mieć wokół siebie wielu ludzi, a mimo to czuć się pozostawieni samym sobie. Właśnie dlatego skin hunger tak mocno wiąże się z poczuciem, że nie jesteśmy naprawdę ważni, kochani, potrzebni, choćby obiektywnie wcale tak nie było.
Dlaczego tak łatwo spychamy dotyk do szuflady z napisem „seks”?
Jednym z powodów, dla których tak mało mówimy o głodzie skóry, jest fakt, że kultura Zachodu przez lata seksualizowała dotyk. Uścisk, przytulenie, bliskość fizyczna automatycznie kojarzyły się z erotyką. Do tego dochodzi lęk przed przekraczaniem granic, oskarżeniami o niestosowność, nieumiejętność pytania o zgodę. W efekcie wiele osób unika dotykania innych nawet tam, gdzie byłoby to naturalne i potrzebne. Tymczasem ludzkie ciało potrzebuje różnych rodzajów kontaktu: innego w relacji romantycznej, innego między przyjaciółmi, innego między rodzicem i dzieckiem, jeszcze innego między człowiekiem a zwierzęciem. Głaskanie psa, przytulenie przyjaciółki, kiedy płacze, usypianie dziecka na rękach – wszystkie te sytuacje karmią nasz zmysł dotyku i pośrednio naszą psychikę. To dlatego w zaleceniach psychologów tak często pojawiają się proste sugestie: przytul się do kogoś zaufanego, jeśli możesz; jeśli nie, przytul chociaż swoją ulubioną poduszkę, otul się kocem, posiedź z kotem lub psem na kolanach. To nie magiczne zaklęcia, ale próba nadrobienia deficytu sygnałów „jestem bezpieczna, jestem w kontakcie”.
Jak sobie radzić z głodem skóry?
Nie każda sytuacja życiowa pozwala na to, byśmy byli fizycznie blisko z innymi tak często, jak byśmy chcieli. Samotne mieszkanie, praca zdalna, emigracja, choroba – to wszystko ogranicza nasze możliwości. Tym bardziej warto świadomie szukać dotyku tam, gdzie jest to możliwe i bezpieczne. Dla jednych będzie to zadbanie o częstsze przytulanie w związku albo w rodzinie, zamiast zakładania, że „samo się domyśli, że tego potrzebuję”. Dla innych – pielęgnowanie czułości z przyjaciółmi : uścisk na przywitanie, poklepanie po plecach, trzymanie się za ręce na spacerze. Jeszcze dla innych – kontakt ze zwierzętami, zabiegi pielęgnacyjne, masaż, świadome otulenie ciała miękkim materiałem. Ważne jest też, by nie bagatelizować własnych potrzeb. Jeśli od dłuższego czasu czujesz, że „brakuje ci dotyku”, to nie wstydliwa fanaberia. To ważna informacja od twojego organizmu, że pewien kluczowy kanał komunikacji z innymi jest niedokarmiony. Nazwanie tego stanu, choćby właśnie jako skin hunger, bywa pierwszym krokiem, by zacząć realnie o siebie dbać.