Kiedy powstawał serial, nie trzeba było długo szukać inspiracji. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej Wielka Brytania stała się jednym z najważniejszych kierunków emigracji, a historie o życiu „na Wyspach” krążyły niemal w każdej rodzinie. Jedni opowiadali o zarobkach nieosiągalnych w kraju, inni o pracy znacznie poniżej swoich kwalifikacji i pokojach dzielonych z obcymi ludźmi. „Londyńczycy” nie próbują rozstrzygać, która z tych wersji była prawdziwa. Pokazują obie.
WIDEO…
O czym są „Londyńczycy”?
„Londyńczycy” opowiadają o grupie Polaków próbujących ułożyć sobie życie w Wielkiej Brytanii. Każdy przyjeżdża z innym planem: jedni chcą szybko zarobić i wrócić do kraju, inni marzą o karierze, jeszcze inni traktują wyjazd jako okazję do rozpoczęcia wszystkiego od początku. Londyn szybko sprawdza, ile warte są te plany. Bohaterowie mierzą się z problemami w pracy, wysokimi kosztami życia, trudnymi warunkami mieszkaniowymi, tęsknotą i poczuciem zawieszenia pomiędzy dwoma krajami. Równie ważne są ich związki – jedne nie wytrzymują rozłąki, inne zaczynają się już w Londynie, a kolejne komplikują się właśnie dlatego, że emigracja zmienia ludzi szybciej, niż sami się spodziewają. Scenariusz Ewy Popiołek i Marka Kreutza wyrósł z rozmów z Polakami mieszkającymi w brytyjskiej stolicy, dlatego wiele sytuacji ma w sobie znajomy konkret zamiast telewizyjnego wyobrażenia o emigracji.
Żurek, Bosak i Więckiewicz. Obsada „Londyńczyków” robi wrażenie
Po latach szczególnie ciekawie wygląda obsada, bo w jednym serialu spotkali się Natalia Rybicka, Lesław Żurek, Marcin Bosak, Rafał Maćkowiak, Robert Więckiewicz, Gabriela Muskała, Przemysław Sadowski i Grażyna Barszczewska, a na ekranie pojawia się również Maja Bohosiewicz. Każda z postaci reprezentuje trochę inne doświadczenie życia poza Polską, dzięki czemu serial nie sprowadza emigracji do jednej historii o sukcesie albo porażce. Jedni zaczynają sobie radzić, inni boleśnie przekonują się, że zmiana kraju nie rozwiązuje automatycznie problemów. Istotnym bohaterem pozostaje również sam Londyn. Zdjęcia realizowano między innymi w Soho, Canary Wharf i na West Endzie, więc zamiast kilku pocztówkowych ujęć dostajemy miasto, w którym bohaterowie naprawdę próbują żyć. Brytyjska stolica potrafi wyglądać imponująco, ale chwilę później staje się miejscem anonimowym, drogim i kompletnie obojętnym na problemy kolejnego człowieka, który właśnie wysiadł z samolotu z nadzieją na lepszą przyszłość.
Dziś „Londyńczycy” są kapsułą czasu
Serial doczekał się dwóch sezonów i łącznie 29 odcinków emitowanych w latach 2008–2009. W chwili premiery opowiadał o zjawisku, które działo się właściwie na oczach widzów, ale po kilkunastu latach nabrał dodatkowego znaczenia. Telefony, mieszkania, miejsca pracy, sposób kontaktowania się z bliskimi i samo podejście bohaterów do wyjazdu przypominają, jak wyglądała pierwsza duża fala emigracji po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Dla wielu osób Londyn był wtedy niemal synonimem możliwości: można było zarobić więcej, nauczyć się języka i spróbować życia, które w Polsce wydawało się poza zasięgiem. Tyle że za sukcesami kryły się również praca poniżej kwalifikacji, tęsknota, samotność i pytanie, czy wyjazd na kilka miesięcy nie zamieni się przypadkiem w życie na stałe. Właśnie ten rozdźwięk „Londyńczycy” uchwycili najlepiej.
Serial nie robi z emigracji bajki o sukcesie
Największą zaletą „Londyńczyków” jest to, że emigracja nie zostaje pokazana ani jako wielka tragedia, ani jako prosty sposób na poprawienie sobie życia. Wyjazd tylko zmienia okoliczności, w których bohaterowie muszą radzić sobie z pracą, pieniędzmi, rodziną, miłością i własnymi ambicjami. Ktoś zaczyna zarabiać więcej, ale płaci za to samotnością. Ktoś inny przekonuje się, że dyplom i doświadczenie zawodowe nie gwarantują w Londynie pozycji, do której przywykł w Polsce. Związki rozpadają się pod wpływem odległości, a ludzie, którzy mieli wrócić po kilku miesiącach, zaczynają budować życie w Wielkiej Brytanii. Serial dobrze pokazuje też charakterystyczne emigracyjne zawieszenie: w Polsce człowiek zaczyna czuć się jak gość, ale w Londynie nadal nie zawsze czuje się u siebie. I właśnie ten element sprawia, że historia nie sprowadza się do konkretnego momentu po 2004 roku.
Dlaczego warto zobaczyć „Londyńczyków” po latach?
Dzisiaj największą ciekawość budzi zderzenie dwóch perspektyw. Można oglądać „Londyńczyków” jak zwykły serial obyczajowy, ale trudno nie patrzeć na niego również jak na zapis Polski sprzed kilkunastu lat. Wyjazd do Wielkiej Brytanii był wtedy jednym z najważniejszych tematów społecznych, a dla wielu rodzin oznaczał wieloletnią rozłąkę i całkowitą zmianę planów na przyszłość. Serial powstał wystarczająco blisko tych wydarzeń, żeby nie patrzeć na nie z wygodnego dystansu. Jego bohaterowie nie wiedzą jeszcze, czy emigracja okaże się najlepszą decyzją w ich życiu, czy największym błędem. Nie wiedzą, czy zostaną w Londynie, czy wrócą do Polski. Dzięki temu ich wybory nie wyglądają jak ilustracja gotowej tezy – są chaotyczne, czasem błędne i bardzo ludzkie.
Gdzie obejrzeć „Londyńczyków”?
Oba sezony „Londyńczyków” są dostępne w TVP VOD. Łącznie to 29 odcinków, więc można obejrzeć historię od początku do końca albo wrócić do konkretnych bohaterów pamiętanych jeszcze z telewizyjnej emisji. Dla osób, które same wyjeżdżały w tamtym okresie do Wielkiej Brytanii, seans może uruchomić sporo wspomnień. Dla młodszych widzów będzie z kolei okazją do zobaczenia, jak wyglądała emigracja w czasach, gdy Londyn był dla wielu Polaków symbolem nowego początku. I chyba właśnie dlatego „Londyńczycy” nadal dobrze się bronią – opowiadają nie tylko o wyjeździe do innego kraju, ale o momencie, w którym człowiek odkrywa, że zmiana adresu nie zawsze oznacza zmianę życia.




















