Reklama

Co byś zrobił, gdyby okazało się, że dziecko, które opłakujesz od lat, może wciąż żyć? Z takim pytaniem mierzy się bohater „Za wszelką cenę” grany przez Sama Worthingtona. Zapowiada się jedna z najgłośniejszych premier kryminalnych tego lata.

O czym jest „Za wszelką cenę”? Historia ojca, którego nikt nie chciał słuchać

David Burroughs prowadził poukładane życie, dopóki jednej nocy nie znalazł się w środku tragedii. Jego mały syn Matthew ginie, a wszystkie poszlaki wskazują na ojca. David trafia za kratki z wyrokiem dożywocia, choć sam nie umie odtworzyć przebiegu tamtej nocy. Po latach w więzieniu jego dawna szwagierka pokazuje mu fotografię chłopca z wycieczki szkolnej. David rozpoznaje w nim swojego syna. Od tej chwili przestaje się dla niego liczyć cokolwiek poza jednym, czyli ustaleniem, czy Matthew naprawdę żyje, i oczyszczeniem własnego nazwiska. Żeby do tego dojść, David musi wyjść poza mury więzienia i wejść w świat, w którym nikt nie mówi mu prawdy. Coben prowadzi tę historię tak, żeby do końca nie było jasne, komu można zaufać.

Kto gra w „Za wszelką cenę”? Obsada z gwiazdą „Avatara” i twarzą „Severance”

W głównej roli Davida Burroughsa występuje Sam Worthington, dla wielu widzów wciąż przede wszystkim Jake Sully z „Avatara”. Tutaj dostaje rolę zupełnie innego kalibru, bez efektów i błękitnej skóry, za to z ciężarem ojca, który stracił dziecko. U jego boku Britt Lower, znana z roli Helly w „Severance”, wciela się w Rachel Mills, byłą szwagierkę Davida i dawną dziennikarkę, która jako pierwsza zaczyna drążyć sprawę. Milo Ventimiglia, gwiazda „This Is Us”, gra Haydena, byłego partnera Rachel. Za pościgiem za zbiegiem stoi dwójka agentów FBI, Sarah Greer (Logan Browning) i Max Williams (Chi McBride). W obsadzie znaleźli się również Madeleine Stowe jako zamożna Gertrude Payne, Clancy Brown w roli byłego gangstera Nicky'ego Fishera oraz Jonathan Tucker i Erin Richards. Showrunnerem i scenarzystą serialu jest Robert Hull, który wcześniej pracował przy „Quantum Leap” i „Alcatraz”. Projekt współtworzył sam Harlan Coben, firmujący swoim nazwiskiem kolejne netfliksowe adaptacje.

Pierwszy amerykański serial Cobena dla Netfliksa

Coben i Netflix współpracują od lat, a ich wspólne tytuły, od „Nieznajomego” przez „Zachowaj spokój” po polskie „W głębi lasu”, regularnie lądują w czołówkach oglądalności. Dotąd większość tych adaptacji rozgrywała się w Europie. „Za wszelką cenę” łamie ten schemat, bo akcja po raz pierwszy przenosi się do Stanów Zjednoczonych, a zdjęcia powstawały za oceanem. To także druga w 2026 roku premiera Netfliksa oparta na prozie pisarza, co dobrze pokazuje, jak mocno platforma postawiła na jego nazwisko. Do tego dochodzi format skrojony pod jeden seans, czyli osiem odcinków, które łatwo obejrzeć w weekend. Swoje robi też obsada, bo Britt Lower trafia tu prosto po głośnym sezonie „Severance”, a Sam Worthington wraca do telewizji w roli dalekiej od kina akcji.

Zwiastun „Za wszelką cenę”. Zobacz, zanim włączysz serial

Netflix udostępnił oficjalny zwiastun na kilka tygodni przed premierą. W niespełna dwóch minutach widać Davida za kratami, moment, w którym dostaje zdjęcie syna, oraz pierwsze sceny pościgu. Zwiastun nie zdradza, co naprawdę stało się tamtej nocy, ale dobrze oddaje tempo, w jakim poprowadzona jest cała historia.

Czy warto obejrzeć „Za wszelką cenę”?

Jeśli należysz do osób, które połknęły wcześniejsze adaptacje Cobena w jeden wieczór, „Za wszelką cenę” trafia w sam środek twojego gustu. To propozycja dla widzów, którzy lubią kryminały z szybką akcją, zwrotami co odcinek i bohaterem, któremu trudno do końca zaufać. Sięgną po nią też fani prostych, mocno wciągających thrillerów więziennych, w których liczy się pościg i odliczanie do prawdy. Nie jest to serial, który na nowo zdefiniuje gatunek kryminalny. Bez problemu wciągnie cię jednak na cały weekend, jeśli szukasz historii z jasnym pytaniem i napięciem, które nie odpuszcza aż do finału. Premiera serialu „Za wszelką cenę” zaplanowana została na 18 czerwca.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...