Reklama

Szczerze? Byłam już totalnie zmęczona. Każda kolejna premiera perfum brzmiała jak marna kopia czegoś, co już dobrze znam. Moja wieloletnia miłość do linii Miss Dior powoli umierała przez nudne, powtarzalne i do bólu przewidywalne kwiatowe schematy. I wtedy w moje urodziny pojawił się on… flakon Miss Dior Essence, który dostałam od mojego chłopaka. Nie nastawiałam się na cuda. Myślałam, że to kolejny „zwyklak”, a dostałam coś absolutnie kosmicznego! Ta kompozycja jest tak magnetyczna, głęboka i totalnie inna od wszystkiego, co marka robiła do tej pory, że przepadłam. Mogłabym się w nią ubierać dosłownie do końca życia! Dziewczyny, jeśli szukacie zapachu z charakterem, który nie wieje nudą, to jest to. Mój facet trafił w dziesiątkę!

​Niespodziewany powrót do Miss Diora...

Przez lata wiernie używałam różnych perfum od Miss Diora, ale z czasem te ich klasyczne, typowo kwiatowe zapachy po prostu mi się znudziły. Wszystkie te grzeczne, przewidywalne bukiety, które kiedyś uwielbiałam, zaczęły mi się zlewać w jedno. Miałam wrażenie, że marka cały czas kręci się w kółko wokół tego samego tematu. ​Ale to, co odkryłam w środku tego flakonu, to było totalne zaskoczenie i moje nowe odkrycie życia. Mowa o Miss Dior Essence, czymś tak świeżym, nowym i kompletnie innym od tego, co Dior robił do tej pory, że z miejsca schowałam całą resztę moich perfum głęboko do szafy. Tego jednego zapachu mogłabym używać do końca życia i wiem, że to lato (i każde kolejne) będzie należeć do niego!

Miss Dior Essence, czyli zapach jeżynowej konfitury

Samo opakowanie to małe dzieło sztuki, które wygląda na toaletce obłędnie. Flakon jest niezwykle dziewczęcy, wykonany z matowego szkła ozdobionego w ikoniczny wzór pepitki oraz tłoczenie w jodełkę. Ta wyjątkowa szata bezpośrednio nawiązuje do kultowego projektu stworzonego przez samego Christiana Diora w 1948 roku. To, co totalnie mnie w nim urzekło, to elegancka czarna kokarda wykonana we Francji, znana jako „poignard” lub „jaskółczy ogon”. Zawiązana wokół szyjki symbolizuje couture'owy charakter marki i od razu podkreśla luksusowy wymiar zapachu. Ale najważniejsze jest to, jak to pachnie.

Bez nazwy – kopia – kopia (77)
Fot. Sandra Marchel/archiwum prywatne

To, co się dzieje po psiknięciu, to jakiś kosmos i absolutny rollercoaster dla zmysłów. Totalnie się tego nie spodziewałam po Diorze! Nie czujemy już klasycznych kwiatów, a najpyszniejszy, gęsty, domowy dżemik jeżynowy. Zapach jest niesamowicie soczysty, owocowy i całkowicie pozbawiony chemicznych nut, to czysty fotorealizm. Owocowa głębia została idealnie zmiksowana ze świeżością kwiatu czarnego bzu i zmysłowym jaśminem. Nie ma tu mowy o żadnej nudzie czy ulepnej, męczącej słodyczy. Na skórze rozwija się po prostu genialnie, zwłaszcza teraz, kiedy jest ciepło. Ma w sobie mnóstwo elegancji, ale też takiego nowoczesnego, luźnego klimatu.

Trwałość, która przetrwa nawet upalny spacer

To jest ten typ zapachu, który nie znika na świeżym powietrzu. Nawet gdy wyjdę na dwór, cały czas go czuję. Zarówno ja, jak i dosłownie każda osoba obok. W ciągu dnia nie muszę robić żadnych poprawek! Zapach ciągnie się za mną pięknym, uwodzicielskim ogonem i zbiera masę komplementów. Daje mi niesamowitego kopa świeżości. Sprawia, że nawet w zwykłej, zwiewnej letniej sukience czuję się superpewnie, z klasą i po prostu bosko! Jeśli tak jak ja miałyście już dość nudnych, przewidywalnych kwiatów i szukacie czegoś zupełnie nowego, co kusi owocową słodyczą, to jest to absolutny strzał w dziesiątkę!

Jeśli te perfumy nie przypadły ci do gustu, zerknij też na poniższe propozycje. Na pewno znajdziesz coś dla siebie:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...