Wiele osób uważa, że relacje, które zawarliśmy na wczesnym etapie życia, np. w liceum czy na studiach, są trwalsze. W końcu łączą nas wspólne wspomnienia z zupełnie beztroskiego okresu. Później przychodzi dorosłość i weryfikuje nasze znajomości. Spotykamy się na drinka, wychodzimy na miasto, umawiamy się na wieczorne oglądanie filmu – to wciąż dosyć bezproblemowy, świetny wspólny rytuał, podczas którego można pożalić się na pracę, czy obgadać perypetie związkowe. Gdy na horyzoncie pojawia się perspektywa ślubu, traktujemy ją, jako radosne wydarzenie. W przypadku kobiecej przyjaźni, którą chcę opisać, wybieranie sukienek, kwiatów i winietek nabiera przedziwnego doniosłego charakteru. I do tej pory wszystko idzie w miarę gładko. Aż do momentu, gdy u jednej ze stron pojawia się ONO, prawdziwy game changer – czyli dziecko. Przyjaźń dzietnej i bezdzietnej wkracza na wyboistą ścieżkę i ma zupełnie nieprzewidywalny scenariusz.

WIDEO

player placeholder
Zostań swoją przyjaciółką! Te rzeczy dzieją się, gdy jesteś w dobrej relacji z samą sobą

Podniesione poczucie własnej wartości, wiara we własne siły i moc do działania. Lepszy nastrój, pozytywne nastawienie do świata. Lepsze relacje z innymi ludźmi. To tylko niektóre pozytywne skutki pracy nad tym, by się ze sobą zaprzyjaźnić, zrozumieć siebie, wsłuchać w swoje potrzeby i na nie odpowiedzieć.

Dzika Droga 2014 r.

Przyjaźnie z beztroskich lat młodości

Jestem wielką fanką serialu „Seks w wielkim mieście”, natomiast zupełną antyfanką „Just like that”. W SATC pojawił się wątek próby przyjaźni. Miranda zaszła w ciąże, podczas gdy jej dwie przyjaciółki zupełnie tego nie planowały, a dzieci wręcz unikały. Wtedy szczerze współczułam Mirandzie, samodzielnej mamie, która nie mogła liczyć na zrozumienie. Carrie wciąż oczekiwała od niej wysłuchiwania kolejnych zawirowań z kolejnym toksykiem w jej życiu. Gdy Miranda w końcu rzuciła słuchawką, pomyślałam: Brawo, tak właśnie powinno się spławiać egocentryczne kumpele. Kilka lat później, to ja zostałam postawiona w takiej sytuacji: bezdzietno-dzietna przyjaźń.

Wiadomość o ciąży przyjaciółki przyjęłam z radością. Nasz 10-letni staż przyzwyczaił mnie do statusu: niezniszczalne. Byłam zaangażowana, wspierająca i gotowa na rolę cioci. Z czasem jednak, coraz bardziej okazywało się, że nasze wartości i priorytety, to nie jest jakieś tam niezrozumienie i chwilowo trudniejszy okres. Ją naturalnie ciągnęło do koleżanek mających dzieci, a tym bardziej ciężarnych. Ja próbowałam forsować rozmowę o swoich problemach, a gdy tylko je wypowiedziałam, czułam się wręcz dziecinna. Bo czymże one są, w kontekście narodzin nowego życia? Niewidzialna, ale odczuwalna ściana rosła. Tak, jak i mój bunt. Potem czekał mnie jeszcze większy zimny prysznic.

Zobacz także:

Armagedon zdjęć był jeszcze do przyjęcia, ale brak czasu na spotkania, ze względu na nieprzewidywalny tryb życia niemowlaka, krok po kroku tworzył dystans. Ciągle jednak myślałam, że przetrwamy i to. Bezwzględnym „zerwaniem” było półgodzinne czekanie pod jej blokiem, ponieważ przez usypianie dziecka zapomniała, że się umówiłyśmy. Nie słyszała telefonu, a jedyne, co miałam wtedy w głowie to: masz zaawansowane odpieluszkowe zapalenie mózgu i przestałaś mnie szanować! Koniec. I rzeczywiście się skończyło. Było poczucie straty, a nawet żałoba. Maksymalne wkurzenie i tęsknota. Miesiące mijały, ale żadna z nas ręki już nie wyciągnęła. Dzisiaj minęły już 4 lata i wciąż czasami zastanawiam się, czy może jednak zawiniłam. Czy może wzorem Carrie Bradshaw, powinnam przeczekać i walczyć, czy może okazałam brak empatii?

6 oznak, że twój przyjaciel/przyjaciółka cię wykorzystuje. Są jak red flagi w związku

Masz wrażenie, że twój przyjaciel/przyjaciółka cię wykorzystuje? Być może właśnie tak jest, tylko brakuje ci odwagi, by naprawdę chcieć to dostrzec...

friends

Bezdzietno-dzietna nieprzewidywalna układanka

Z całej tej sytuacji wyszłam z przekonaniem, że przyjaźń bezdzietnej z dzietną jest trudna. A od przyjaźni oczekuję zupełnie czego innego, niż poczucie niezrozumienia. Los jednak postanowił sobie ze mnie zakpić. W nowym miejscu pracy, tuż po trzydziestce, poznałam dziewczynę, z którą z miejsca dogadałyśmy się. Pewien wspólny flow, to klej i siła napędowa relacji, nawet przy różnicy poglądów. A spędzając 8 godzin w biurze, można omówić spory kawałek życia. Jednak, gdy tylko usłyszałam, że stara się o dziecko, już przewidziałam scenariusz: Okej, nie przyzwyczajaj się do niej, za chwilę zniknie za pieluszkowym horyzontem. Ku mojemu zaskoczeniu, nawet gdy urodziła dziecko, a ja zmieniłam miejsce pracy, relacja z koleżeńskiej przerodziła się w przyjaźń. Ona potrzebowała oderwania się od domowych pieleszy i rzeczywiście interesowało ją moje życie, a ja szczerze polubiłam jej dzieci i pasuje mi rola cioci. Cała moja teoria pod tytułem: „Dziecko niszczy przyjaźń” okazała się bzdurą.

Nie niszczy, ale zmienia. Często diametralnie. Wymaga otwartości, wyrozumiałości, ale i cierpliwości. Obopólnej chęci, ale i odpuszczania. Jeśli bezdzietna i dzietna przejdą ten test przyjaźni, to te dwa światy mogą świetnie się uzupełniać. Jeśli nie, to trzeba uśmiechnąć się do przeszłości i zamknąć ten rozdział. Bywa boleśnie, ale i uwalniająco.