Jeśli wakacje Emily Cooper poza Paryżem wyglądały jak zapisany folder na Pintereście, to nie była zasługa scenografii. Hotel, basen nad Morzem Śródziemnym, stacja kolejowa i plaża z serialu istnieją naprawdę. Co więcej, większość z nich leży blisko Nicei, więc można połączyć je podczas jednego wyjazdu na Lazurowe Wybrzeże. Potrzebne są tylko okulary przeciwsłoneczne, kostium kąpielowy i – jeśli plan zakłada nocleg dokładnie tam, gdzie spała Emily – odpowiednio duży budżet.
WIDEO…
„Emily in Paris” od początku sprzedaje pewną fantazję o Francji. Croissanty je się z widokiem na idealną uliczkę, spotkania biznesowe odbywają się w pałacach, a weekendowy wyjazd kończy w miejscu wyglądającym jak kampania luksusowej marki. Kiedy więc w drugim sezonie Emily rusza do Saint-Tropez, poprzeczka zostaje podniesiona jeszcze wyżej. Tyle że prawdziwa mapa tego wyjazdu jest trochę bardziej skomplikowana. Oficjalny serwis turystyczny Lazurowego Wybrzeża potwierdza, że girls trip przedstawiony jako weekend w Saint-Tropez kręcono głównie w Saint-Jean-Cap-Ferrat i Villefranche-sur-Mer. I właśnie dlatego zamiast odtwarzać trasę bohaterki dosłownie, warto ruszyć śladami miejsc, które naprawdę widzimy na ekranie.
Villefranche-sur-Mer. Tutaj naprawdę wysiada Emily
Pierwszą wskazówkę dostajemy właściwie od razu. Emily przyjeżdża pociągiem i wysiada na stacji w Villefranche-sur-Mer. To prawdziwa nadmorska miejscowość położona tuż obok Nicei, znacznie bliżej Monako niż Saint-Tropez. Netflix wskazuje Villefranche-sur-Mer jako pierwszy punkt serialowej podróży Emily, a francuskie źródła turystyczne potwierdzają, że to właśnie tam rozpoczyna się odcinek. I trudno się dziwić, że produkcja wybrała właśnie to miejsce. Villefranche-sur-Mer ma niewielki port, kolorowe fasady, strome uliczki schodzące w stronę wody i jedną z najbardziej charakterystycznych zatok na Lazurowym Wybrzeżu. Zamiast szerokich bulwarów Nicei dostajemy bardziej kameralny klimat starego śródziemnomorskiego miasteczka. Oficjalny francuski przewodnik turystyczny podkreśla też, że miejscowość jest dobrym punktem wypadowym do Nicei, Monako i innych miejsc na wybrzeżu.
Hotel Emily naprawdę istnieje
Później robi się jeszcze bardziej „Emily in Paris”. Bohaterka zatrzymuje się w Grand-Hôtel du Cap-Ferrat na półwyspie Saint-Jean-Cap-Ferrat, pomiędzy Niceą a Monako. To nie wymyślony hotel ani wnętrze stworzone na potrzeby produkcji. Grand-Hôtel du Cap-Ferrat jest jednym z legendarnych luksusowych adresów Lazurowego Wybrzeża. Netflix wymienia go wprost jako hotel, w którym Emily zatrzymuje się podczas swojego wyjazdu. Miejsce ma historię sięgającą początku XX wieku. Francuski serwis turystyczny podaje, że hotel powstał w 1908 roku, a na przestrzeni lat zatrzymywali się tutaj m.in. Charlie Chaplin i Elizabeth Taylor. Dzisiaj działa jako Grand-Hôtel du Cap-Ferrat, A Four Seasons Hotel. Jeśli więc ktoś chce odtworzyć wyjazd Emily bez kompromisów, może naprawdę zarezerwować tutaj nocleg. To jednak zdecydowanie ta część podróży, przy której budżet zaczyna przypominać bardziej ten z serialu niż klasyczny weekend w Nicei.
Ten basen też nie był scenografią
Jedną z najbardziej wakacyjnych scen nakręcono przy charakterystycznym basenie z widokiem na Morze Śródziemne. To Club Dauphin należący do Grand-Hôtel du Cap-Ferrat. Znajduje się niżej niż główny budynek hotelu i wychodzi bezpośrednio w stronę morza. W serialu właśnie tutaj Mindy i Camille odnajdują Emily. Historia miejsca jest starsza niż Instagram i Netflix. Basen oraz klub powstały w 1939 roku, a według francuskiego serwisu turystycznego z obiektem związana była również Brigitte Bardot. To jeden z tych przypadków, w których lokalizacja wygląda w serialu niemal przesadnie idealnie, a później okazuje się, że produkcja niewiele musiała poprawiać.
Laurent G też istnieje. Tylko pod inną nazwą
W serialu ważnym miejscem staje się klub Laurent G należący do Laurenta. W rzeczywistości sceny powstawały w Paloma Beach na Saint-Jean-Cap-Ferrat. Oficjalny przewodnik France.fr wskazuje właśnie tę plażę jako prawdziwą lokalizację serialowego klubu. To kolejny adres z historią znacznie dłuższą niż „Emily in Paris”. Nazwa Paloma pochodzi od Palomy Picasso, córki Pabla Picassa, który przyjeżdżał z rodziną w te okolice. Na miejscu można spędzić dzień nad wodą i zjeść w restauracji, a widok obejmuje zatokę i położone na wzgórzach Èze. Serialowa nazwa jest więc fikcyjna, ale sceneria, przy której Emily i jej przyjaciółki piją drinki, jak najbardziej istnieje.
A gdzie w takim razie jest Saint-Tropez?
Saint-Tropez też pojawia się w serialu, ale w znacznie mniejszym stopniu, niż może sugerować fabuła. Część ujęć rzeczywiście powstała w miasteczku, natomiast najbardziej charakterystyczne miejsca całego wyjazdu rozsiane są po innych częściach Lazurowego Wybrzeża. Oficjalny regionalny serwis turystyczny opisuje odcinek wprost jako girls weekend w Saint-Tropez, który w rzeczywistości był kręcony przede wszystkim w Saint-Jean-Cap-Ferrat i Villefranche-sur-Mer. To akurat dobra wiadomość dla osób planujących podróż. Villefranche-sur-Mer i Saint-Jean-Cap-Ferrat leżą blisko Nicei, więc serialowe lokalizacje można połączyć bez organizowania wielkiego road tripu przez południe Francji. Saint-Tropez znajduje się znacznie dalej na zachód.
Jak zaplanować weekend jak z „Emily in Paris”?
Najłatwiejszą bazą będzie Nicea. Stamtąd można ruszyć do Villefranche-sur-Mer, przejść po kolorowych uliczkach starego miasta i zobaczyć zatokę znaną z serialu, a następnie połączyć wyjazd z Saint-Jean-Cap-Ferrat. France.fr proponuje podobną trasę przez Cap Ferrat i Villefranche-sur-Mer, zwracając uwagę również na Promenade des Fossettes i Pointe du Colombier. Nie trzeba przy tym nocować w luksusowym hotelu Emily. Najdroższe miejsca można potraktować jako inspirację, a wyjazd oprzeć na Nicei lub Villefranche-sur-Mer. To zresztą ciekawszy sposób oglądania Lazurowego Wybrzeża niż próba kopiowania serialu scena po scenie. Jednego dnia można mieć kolorowe uliczki i plażę, drugiego Niceę, a kolejnego wyskoczyć do Èze albo Monako.
To nie jedyna podróż Emily poza Paryż
Jeśli Lazurowe Wybrzeże jest wakacyjną wersją świata Emily, Prowansja wygląda jak jego beauty campaign. W trzecim sezonie bohaterka trafia do Luberonu, gdzie zdjęcia powstawały m.in. w okolicach Gordes, Buoux i Apt. W serialu pojawiają się pola lawendy oraz destylarnia Les Agnels, związana w fabule z marką perfumeryjną Maison Lavaux. Szczególnie efektownie wypada Gordes. W serialu Emily i Gabriel jedzą w restauracji L'Esprit de Luberon. Prawdziwą lokalizacją był Clover Gordes związany z Airelles Gordes, La Bastide – luksusowym hotelem zawieszonym nad jednym z najbardziej pocztówkowych miasteczek Prowansji. To właściwie materiał na osobny wyjazd śladami serialu: lawenda, perfumy, kamienne miasteczka i hotel wyglądający jak francuski wakacyjny moodboard.
Kiedy najlepiej pojechać?
Lazurowe Wybrzeże najbardziej kojarzy się z pełnią lata, ale jeśli celem jest spacerowanie po Villefranche-sur-Mer, Cap Ferrat i okolicznych miejscowościach, ciekawą opcją może być również późna wiosna albo wczesna jesień. W szczycie sezonu trzeba liczyć się z większym ruchem i tłumami w najpopularniejszych miejscach. Prowansja wymaga natomiast trochę dokładniejszego planowania, jeśli zależy nam na efekcie znanym z serialu. Pola lawendy są sezonowe, więc nie będą wyglądały tak samo przez cały rok. Sam regionalny serwis turystyczny poleca Gordes również wiosną i jesienią ze względu na kolory, łagodniejszą aurę i spokojniejszą atmosferę.
Wakacyjny moodboard, który naprawdę istnieje
„Emily in Paris” oczywiście pokazuje Francję przez mocno podkręcony filtr: pogoda współpracuje, stylizacja zawsze pasuje do miejsca, a przypadkowy weekend prowadzi do jednego z najbardziej luksusowych hoteli na wybrzeżu. Tym razem jednak lokalizacje nie są fikcją. Villefranche-sur-Mer naprawdę ma pastelowe kamienice schodzące w stronę zatoki, Grand-Hôtel du Cap-Ferrat stoi nad Morzem Śródziemnym, a Paloma Beach można znaleźć na mapie. Największym serialowym trikiem okazuje się więc nie wygląd tych miejsc, ale geografia. Wyjazd, który oglądamy jako Saint-Tropez, jest w dużej mierze podróżą po okolicach Nicei. I właśnie tam warto pojechać, jeśli chcemy zobaczyć Lazurowe Wybrzeże dokładnie z tej strony, którą pokochała kamera „Emily in Paris”.





















