September issue, czyli numer wrześniowy, najważniejszy w całym cyklu wydawniczym magazynów o modzie. Najbardziej wyczekiwany i traktowany jak wyrocznia, bo to on rozpoczynał nowy sezon i był pierwszym źródłem wiedzy na temat nadchodzących trendów. Pamiętam, z jaką niecierpliwością wypatrywałam go, kiedy byłam nastolatką, marzącą o pracy w branży, ale i po prostu planującą, co kupić sobie na jesień. Teraz zastanawiam się, jak to się stało, że dziś, już jako redaktorka mody, pisząc o nim, używam czasu przeszłego. I chyba wiem, dlaczego, nieco stracił swą magię. Blame TikTok, Instagram i inne SoMe. To one sprawiły, że wiedza o trendach, dotychczas zarezerwowana dla wąskiego grona specjalistów, stała się powszechna (nie trzeba już należeć do elity, by obejrzeć pokaz mody, wystarczy wejść na profil domu mody i włączyć streaming). I to im zawdzięczamy wysyp domorosłych ekspertów z zasięgami nabijanymi przez bezkrytycznych odbiorców. – Nie każda osoba z mikrofonem przy twarzy i atrakcyjnymi obrazkami w tle jest godna zaufania – mówi Harel, która swój blog o modzie konsekwentnie prowadzi od 2006 roku. – Umiejętność montażu atrakcyjnej i angażującej rolki lub wygenerowanie w AI listy ubrań, które w danym sezonie noszą wszystkie „cool girls”, nie zrobi z nas drugiej Li Edelkoort (światowej sławy prognostyczki trendów – przyp. red.) – dodaje. Stopniowo straciliśmy zaufanie do osób, które dyktują, co jest modne, a co nie. Tym bardziej że zmienia się to w tempie… fast fashion.
WIDEO…
Syndrom stylowego wypalenia, czyli czy trendy mają jeszcze znaczenie?
Podtrzymuje je TikTok, który cykl życia trendu skrócił do kilku tygodni. Tomato girl, mob wife, desert aunt, balletcore, tenniscore, farmcore… Mikrotrendy stają się passé, zanim zdążymy rozszyfrować, co kryje się za ich clickbaitowymi nazwami. Wszystko po to, by napędzać sprzedaż, jakiej oczekują sieciówki, które dawno już porzuciły tworzone co sezon kolekcje na rzecz dropów pojawiających się w sklepach kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt!) razy w roku. – A przecież nie da się ciągle kupować – przypomina Harel i tłumaczy, że to właśnie dlatego, że szybkie trendy nastawione są przede wszystkim na sprzedaż, internet zarzuca nas informacjami o nich. Zaznacza też: – Jeśli tylko algorytm odpowiednio cię sprofiluje, nic innego na TikToku czy Instagramie nie zobaczysz. Kto siedzi w modzie na co dzień, ten się frustruje płytkością i zmiennością przekazu. Kto nie siedzi, ale chciałby się czegoś dowiedzieć, frustruje się również, bo gubi się w tym, co ma nosić.

Na czym polega zjawisko trend fatigue?
Tak narodził się trend fatigue, czyli zjawisko zmęczenia trendami, którego negatywne konsekwencje porównuje się do syndromu wypalenia zawodowego. To niechęć do podążania za modą wynikająca z tego, że w dobie internetu trudno za nią nadążyć. Do tego dochodzi presja cięgłego kupowania, która prowadzi do emocjonalnego wyczerpania. Szczególnie odczuwają to milenialsi i zetki. Pierwsi frustrują się, że ich budżet nie pozwala na kupienie tego wszystkiego, u drugich pojawia się dysonans poznawczy: nie można tyle kupować i jednocześnie być eko.
Szafa kapsułowa lekiem na całe zło
Remedium? Szafa kapsułowa. Minimalistyczna i ponadczasowa. Wysokogatunkowe ubrania i dodatki dobrane tak, by do siebie pasować i stworzyć niezliczoną ilość stylizacji na różne okazje. Niejednokrotnie z drugiego obiegu. Ale jest jeszcze lepszy sposób, by odpędzić zmęczenie trendami. Trzeba wsłuchać się w siebie i odnaleźć własny styl. Bo skoro wszystko jest modne (i nic nie jest), spokojnie można nosić to, w czym czujemy się najlepiej i co budzi w nas prawdziwe emocje. To ich poszukują agencje, takie jak Trend Union czy WGSN, które doskonale wiedza, jak trafnie trendy potrafią oddać ducha czasów.
Tekst pochodzi z wrześniowego numeru GLAMOUR, który możesz kupić z dodatkiem:



















