Cieszę się, że to właśnie mnie w udziale przypadło wybranie 10. najlepszych ról w dorobku Ryana Goslinga, gdyż chyba jako jedyna osoba z całej redakcji mogę zagwarantować, że będzie to obiektywy ranking. Nie jestem bowiem wielką fanką jego aparycji, co w innym przypadku mogłoby znacznie utrudnić świadomy wybór kreacji, w których Ryan wypadł naprawdę nieźle (bo są niestety takie, w których wypadł naprawdę źle). Szkoda, że zestawienie to publikujemy jeszcze zanim światło dzienne ujrzy First Man, czyli nowy obraz Damiena Chazelle, w którym Gosling wcieli się w słynnego amerykańskiego astronautę Neila Armstrong - to spore aktorskie wyzwanie. Póki co pozostaje nam czekać na premierę zaplanowaną na koniec przyszłego roku. A w międzyczasie warto przypomnieć sobie inne produkcje z Goslingiem w obsadzie, których być może nie widzieliście, a powinniście!
WIDEO…
PS Kolejność zupełnie przypadkowa! No dobra, prawie...

Czasem warto sięgnąć do początku kariery danego aktora, żeby przypomnieć sobie, jakimi rolami utorował sobie drogę do miana jednego z najpopularniejszych w branży. Ryan, jako młody antysemita Danny, stworzył jedną z najbardziej wyrazistych kreacji w swojej karierze. Choć nie jest to może Edward Norton w Więźniu nienawiści, ale nas przekonuje.

Dla jednych najbardziej wyczekiwany sequel tego roku, dla innych (zwłaszcza tych, którzy widzieli oryginalna wersję z 1982 roku) największe filmowe rozczarowanie. Naszym zdaniem zawsze mogłoby być gorzej, a wybór Ryana na nowego Łowcę Androidów jest całkiem trafiony.

Wcale nie dziwimy się bohaterce granej przez Carey Mulligan, że uległa urokowi małomównego, enigmatycznego kierowcy w fancy kurtce. My w sumie też moglibyśmy jeździć z nim godzinami, bez zamienienia słowa.

Czy Ryan Gosling chce, czy nie, to właśnie Pamiętnik przyniósł mu największą popularność. I co więcej, do końca życia musi egzystować ze świadomością, że doprowadza do łez miliony kobiet na całym świecie. Nawet kilka razy w tygodniu!

To właśnie rola Deana wywołuje w naszej redakcji prawdziwe ochy i achy. To jednak tylko potwierdza tezę, że kobiety naprawdę kochają drani. A już na pewno, jeśli wyglądają, jak Ryan Gosling.

Mimo, że ostatecznie z duetu Stone-Gosling to ostatecznie żeńska jego część zasłużyła na Oscara, tanecznie i wokalnie Ryan wcale nie wypadł o wiele gorzej od swojej koleżanki. Cieszymy się, że Ryan w końcu mógł na legalu pośpiewać sobie w pracy, bo wcześniej robił to głównie po godzinach.

Ten film to naprawdę fajna alternatywa dla wszystkich hollywoodzkich blockbusterów z udziałem Goslinga, choć na pewno nie do każdego trafi. Jedno jest jednak pewne - w żadnym innym obrazie nie uda Wam się spojrzeć na Ryana nie z perspektywy ciacha, ale aktora, który dostał do zagrania niełatwą rolę.


























