Reklama

„Obsesja”: fabuła

Oto Bear, główny bohater „Obsesji”. Pracuje w sklepie z płytami ze swoimi przyjaciółmi, mieszka z kotem, nie wie, co chce robić w życiu i podkochuje się w Nikki, która należy do ich paczki. Gdy Bear szuka w sklepie wisiorka dla Nikki, niespodziewanie jego uwagę przykuwa „One Wish Willow”. Jak głosi napis, zabawka spełnia życzenia. Jest trochę sceptyczny, ale kupuje gadżet i pod wpływem impulsu, wypowiada życzenie na głos. „Chcę, żeby Nikki kochała mnie bardziej, niż cokolwiek innego na świecie”. No i rzeczywiście, Nikki zaczyna zachowywać się inaczej. Wysyła sprzeczne sygnały, zupełnie jakby były w niej dwie różne osoby. Ale życzenie działa i Nikki wyznaje mu swoje „uczucia”. Następuje tzw. Honeymoon phase i Bear nie mógłby być szczęśliwszy. A przynajmniej do czasu, aż nie zaczyna rozumieć, co wiąże się ze staniem w centrum czyjegoś wszechświata. No bo kochać kogoś najbardziej na świecie to znaczy kochać go bardziej niż rodzinę, przyjaciół, niż samego siebie. Życzenia nie są jednak od tego, żeby kwestionować wolę życzącego i Bear dostaje dokładnie to, o co poprosił. „Obsesja” wykorzystuje prosty punkt wyjścia, by postawić pytania dotyczące autonomii, kontroli, samotności oraz współczesnych relacji damsko-męskich. Dlaczego mężczyznom wydaje się, że coś im się od kobiet należy?

„Obsesja”: koszmary współczesnego randkowania

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że Bear nie poprosił o nic strasznego. W końcu chciał tylko, aby przyjaciółka odwzajemniła jego uczucia. Pierwszy problem pojawia się jednak już na poziomie sformułowania życzenia. Bear wypowiedział życzenie, które miało zmienić Nikki, a nie jego samego. Mógł poprosić o odwagę, żeby wyznać jej swoje uczucia. Ba, mógł poprosić, aby Nikki pokochała go tak mocno, jak on ją. Lecz nie, zamiast tego zażyczył sobie, aby Nikki „pokochała go bardziej, niż cokolwiek innego na świecie”. To jest szczegół, jeden z wielu, który czyni tę historię tak tragiczną i wstrząsającą. Bo Bear jest miłym gościem, nie miał przecież na myśli nic złego. I czasem coś robi, bez namysłu. Albo czasem czegoś nie robi, bo jest nieśmiały, bo się wstydzi. Albo dlatego, że nie chce wziąć za coś odpowiedzialności. Każdy z nas zna takiego faceta jak Bear i na tym polega ogromna siła „Obsesji”. Oczywiście, „Obsesja” jest horrorem i nie brakuje tutaj strasznych scen, ale w gruncie rzeczy jest to potwornie smutna historia. O dziewczynie, która zostaje odarta z własnej decyzji i autonomii. I to przez kogoś, kto nazywał się jej kolegą czy przyjacielem. „Niektórzy chłopcy zabierają ładne dziewczyny i ukrywają je przed resztą świata” – śpiewa Cyndi Lauper w piosence „Girls just wanna have fun”. To także historia o roszczeniowości, samotności, odpowiedzialności i wyobrażeniach, która ma w sobie wiele niewygodnej prawdy o relacjach damsko-męskich. A zakończenie? Wbija w fotel i zostawia z poczuciem ogromnej grozy.

Niespodziewany fenomen. Hit, którego nikt nie przewidział

„Obsesja” powstała w miesiąc za 750 tysięcy dolarów. Reżyserem jest youtuber Curry Barker, który nakręcił wcześniej horror „Milk & Serial”. Gdy nie udało mu się sprzedać praw do „Milk & Serial”, wrzucił film za darmo na YouTube’a. W „Obsesji” nie grają znani aktorzy, choć film miał świetną kampanię promocyjną, w ramach której wypuszczono m.in. pomysłowe, czerwone billboardy. Każdy kolejny billboard był coraz bardziej zapełniony wiadomościami, odzwierciedlając nasilenie poziomu obsesji Nikki. Można było również zadzwonić pod podany numer i odsłuchać głosówkę od Nikki. Inną formą promocji była reklama „One Wish Willow”, czyli zabawki spełniającej życzenia. Pomysłowa promocja, viralowe klipy z filmu i marketing szeptany sprawił, że „Obsesja” stała się jednym z najgorętszych tytułów w sieci. Jest absolutną sensacją na TikToku i… równie dobrze radzi sobie w box office, czego nie spodziewał się nikt. Po dwóch tygodniach produkcja zarobiła już prawie 80 mln w międzynarodowym box office, a wybicie setki jest tylko kwestią czasu. Zasłożone zachwyty budzi też Inde Navarrette („13 powodów”, „Superman i Lois”, grająca Nikki.

mat. pras.
mat. pras.
mat. pras.
mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...