Reklama

To jeden z tych polskich filmów, o których po premierze mówiło się naprawdę dużo. „Hiacynt” sięga po prawdziwą akcję milicji z czasów PRL-u i opowiada ją językiem napiętego thrillera. Tomasz Ziętek i Hubert Miłkowski grają dwóch mężczyzn, których łączy coraz więcej, choć dzieli ich niemal wszystko. Efekt zostaje w głowie na długo po napisach końcowych.

O czym właściwie jest „Hiacynt”? Śledztwo, które szybko wymyka się spod kontroli

Akcja rozgrywa się w Warszawie w połowie lat 80. Robert Mrozowski (Tomasz Ziętek) to młody, ambitny milicjant, który chce udowodnić, że nadaje się do poważnych spraw. Kiedy w mieście giną kolejni mężczyźni, trafia na trop prowadzący go do środowiska gejowskiego, w tamtym czasie spychanego do podziemia i pilnie obserwowanego przez władzę. Żeby dotrzeć do prawdy, Robert wykorzystuje poznanego Arka (Hubert Miłkowski) jako informatora. Z każdym kolejnym tropem sprawa robi się bardziej osobista. Robert ma narzeczoną, ma ojca wysoko postawionego w strukturach milicji i ma własne wyobrażenie o tym, kim jest. Śledztwo rozbija te pewniki jeden po drugim. Reszty lepiej nie zdradzać przed seansem, bo „Hiacynt” gra właśnie tym, czego bohater do końca nie jest pewien.

Kto gra w „Hiacyncie”? Obsada, która ciągnie ten film

Główną rolę gra Tomasz Ziętek, jeden z najczęściej obsadzanych aktorów swojego pokolenia. Jako Robert jest powściągliwy, zamknięty, trzyma emocje pod skórą. U jego boku występuje Hubert Miłkowski w roli Arka, młodego mężczyzny, który wciąga bohatera w świat oficjalnie przez niego zwalczany. W obsadzie są też Marek Kalita jako pułkownik Edward Mrozowski, ojciec Roberta, Adrianna Chlebicka jako Halinka, narzeczona głównego bohatera, oraz Tomasz Schuchardt i Sebastian Stankiewicz. Za kamerą stanął Piotr Domalewski, reżyser nagradzanej „Cichej nocy”, a scenariusz napisał Marcin Ciastoń. Za zdjęcia, w których czuć szarość i wilgoć tamtych lat, odpowiada Piotr Sobociński jr., a muzykę skomponował Wojciech Urbański.

Prawdziwa „Akcja Hiacynt”. Mroczny rozdział PRL-u, o którym milczano latami

Tytuł nie jest przypadkowy. W latach 1985–1987 milicja i SB prowadziły akcję o kryptonimie „Hiacynt”, w ramach której funkcjonariusze zatrzymywali, przesłuchiwali i rejestrowali mężczyzn podejrzewanych o homoseksualizm. Powstały tak zwane różowe teczki, a w kartotekach znalazło się około 11 tysięcy osób. Przez lata mówiło się o tym niewiele, a część dokumentów do dziś budzi pytania. Twórcy osadzili fikcyjną intrygę kryminalną w tych realiach. Dzięki temu widz dostaje thriller, który równocześnie przypomina o czymś, co wydarzyło się naprawdę. To rzadki temat w polskim kinie, i był jednym z powodów, dla których o „Hiacyncie” zrobiło się głośno jeszcze przed premierą na Netfliksie. Tytuł pokazywano wcześniej na festiwalach, między innymi na Nowych Horyzontach.

Dlaczego „Hiacynt” dzielił widzów? Opinie

Po premierze na Netfliksie „Hiacynt” wywołał sporo rozmów, i to po obu stronach. Część widzów chwaliła klimat, zdjęcia i rolę Ziętka, inni narzekali na przewidywalną intrygę i tempo. W komentarzach często wracało wrażenie, że to kino, które wciąga mimo potknięć scenariusza: „Nie zmienia to jednak faktu, że Hiacynt jest filmem, który ogląda się bardzo dobrze”. O atmosferze pisano krótko: „Fascynuje i przeraża, ale też pochłania bez reszty”. Nie brakowało opinii bardziej wyważonych: „Jeśli jednak przymkniemy oko na drobne mankamenty i dłużyzny okaże się, że mamy do czynienia z solidnym kryminałem, w którym narzucony schemat ma być tylko pretekstem”. Inni kwitowali rzecz jednym zdaniem: „Ot, po prostu są tu emocje”.

Czy warto obejrzeć „Hiacynta”?

„Hiacynt” to propozycja dla widzów, którzy lubią powolne, gęste kryminały z mocnym tłem społecznym i nie potrzebują efektownych zwrotów akcji co pięć minut. Jeśli szukacie kina, które łączy śledztwo z portretem konkretnego czasu i miejsca, traficie tu na swoje. Osoby, które wolą szybkie, czysto rozrywkowe thrillery, mogą poczuć, że miejscami robi się zbyt kameralnie. Nie jest to film, który zrewolucjonizuje gatunek kryminalny. Daje za to rzadką w polskim kinie okazję, żeby spotkać się z tematem przez lata spychanym na margines, i robi to w formie wciągającego thrillera. „Hiacynt” obejrzycie na Netfliksie, gdzie jest dostępny w ramach abonamentu, a co jakiś czas pojawia się też w telewizji, na kanałach takich jak Kino Polska czy Stopklatka.

Zwiastun „Hiacyntu” zobaczycie tutaj:

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...