Po „Dramie” i „Odysei”, a przed grudniową odsłoną „Diuny: Części trzeciej”, Robert Pattinson dokłada do 2026 roku jeszcze jeden głośny tytuł. A24 wypuściło właśnie zwiastun filmu inspirowanego kontrowersyjnym programem „To Catch a Predator”. Stylizowane, intensywne i chwilami wręcz surrealistyczne fragmenty sugerują, że jesienią czeka nas jedna z najbardziej dyskutowanych premier sezonu.
WIDEO…
Nowy film z Robertem Pattinsonem – pierwszy zwiastun i festiwalowa premiera
Na film trafiłam zupełnie przez przypadek, przeglądając w trakcie porannej kawy, co nowego pojawiło się na portalach filmowyc i zwiastun od razu przyciągnął moją uwagę. Robert Pattinson pojawia się w nim w mocno zmienionej wersji – jako charyzmatyczny, ale coraz bardziej zagubiony dziennikarz telewizyjny, który jest twarzą kontrowersyjnego programu. Materiał zapowiada kino, które wizualnie gra na najwyższym poziomie, a tematycznie wchodzi na bardzo grząski grunt: media, władza kamery, publiczne „polowania” w imię ochrony najsłabszych. Film w reżyserii Lance’a Oppenheima ma zostać pokazany po raz pierwszy we wrześniu na festiwalu w Wenecji, a pod koniec miesiąca trafić do kin w regularnej dystrybucji.
O czym opowiada ten film z Pattinsonem? Kulisy głośnego programu telewizyjnego
Fabuła osadzona jest w 2006 roku i koncentruje się na kulisach programu przypominającego słynne „To Catch a Predator”. Pattinson gra prowadzącego, który stał się twarzą formatu opartego na policyjnych prowokacjach, ukrytych kamerach i publicznych konfrontacjach osób podejrzewanych o próby kontaktu z nieletnimi. Widzowie w studiu i przed telewizorami dostają emocjonujący spektakl, w którym „złoczyńca” zostaje przyłapany na gorącym uczynku, ale film interesuje się przede wszystkim tym, jak ten spektakl powstaje od środka.
Śledzimy więc pracę zespołu producenckiego, rozmowy z prawnikami, napięcia między ekipą programu a policją oraz rosnącą presję ze strony stacji, która chce coraz mocniejszych materiałów. Okazuje się, że każda kolejna odsłona show musi być bardziej „efektowna” od poprzedniej, bo inaczej widz po prostu przełączy kanał. W tym wszystkim prowadzący, grany przez Pattinsona, lawiruje między rolą dociekliwego dziennikarza a gwiazdy prime time’u, która wie, że od jego nazwiska i twarzy zależy przyszłość całego formatu. Na tle tej historii pojawia się jedno szczególne śledztwo – takie, które ma być największym sukcesem programu, a zamiast tego kończy się tragedią i zmusza wszystkich zaangażowanych do spojrzenia na swoją pracę z zupełnie innej perspektywy.
Robert Pattinson w kolejnym mocnym wcieleniu
Nie lubię, kiedy nazwisko aktora jest jedynym magnesem filmu, ale tutaj Pattinson naprawdę wygląda jak ktoś, kto pociągnie tę historię od pierwszej do ostatniej minuty. Po latach od „Zmierzchu” aktor konsekwentnie buduje karierę na nieoczywistych wyborach – od „Good Time”, przez „The Lighthouse” i „High Life”, po „The Batman”. W 2026 roku jest na ekranie praktycznie non stop, a mimo to każdy z jego projektów reprezentuje zupełnie inny gatunek. Nowy film dokłada do tej układanki kolejną, bardzo wyrazistą część: gwiazdora telewizji, który staje na czele programu balansującego na granicy etyki.
W zwiastunie Pattinson nie tylko przypomina z wyglądu realnego prowadzącego tego typu formatu, ale też przejmuje jego sposób poruszania się, mówienia i te wszystkie drobne chwile, gdy „telewizyjna” twarz na ułamek sekundy pęka. Widać po nim równocześnie pewność siebie człowieka, który czuje się królem anteny, i napięcie kogoś, kto podejrzewa, że cała konstrukcja może się w każdej chwili zawalić. To rola zbudowana na niuansach, nie tylko na podniesionym głosie czy dramatycznych monologach, i mam wrażenie, że będzie się o niej sporo mówiło przy podsumowaniach roku.
Merritt Wever, Skyler Gisondo i Phoebe Bridgers u boku Pattinsona
Obsada filmu jest przy tym skrojona bardzo precyzyjnie. Merritt Wever, znana z seriali „Unbelievable” i „Godless” czy z „Marriage Story”, pojawia się po stronie produkcji programu, jako osoba, która zna wszystkie brudne szczegóły mechanizmu, ale musi codziennie udawać, że wciąż panuje nad sytuacją. To dokładnie taki typ roli, w którym Wever czuje się świetnie – twarda, inteligentna, zderzona z systemem, którego nie da się już zatrzymać jednym ruchem. Skyler Gisondo wnosi perspektywę młodszego pokolenia w ekipie, kogoś, kto szedł do telewizji z idealistycznym podejściem do dziennikarstwa, a zamiast tego wylądował w środku medialnego polowania.
Największym zaskoczeniem jest jednak pojawienie się Phoebe Bridgers. Wokalistka, która dotychczas kojarzyła się raczej z melancholijnymi albumami niż planem filmowym, już w zwiastunie zwraca uwagę. Jej obecność jest ściśle powiązana z wątkiem internetu i nowej kultury medialnej, która w połowie lat 2000 zaczynała nieśmiało podgryzać tradycyjne telewizje. Ta mieszkanka jest bardzo intrygująca: klasyczny, „ciężki” format telewizyjny kontra świat, który wkrótce przeniesie podobne historie do sieci, podcastów i true crime’owych seriali. Casting łączy osoby z zupełnie różnych światów, a jednak w tym konkretnym projekcie to wszystko ma sporo sensu.
Reżyser-dokumentalista za kamerą. Co wnosi Lance Oppenheim?
Lance Oppenheim do tej pory był kojarzony głównie z dokumentami, które podglądają ludzi w momentach, gdy ich codzienność zaczyna przypominać spektakl. „Some Kind of Heaven”, w którym zaglądał do największej emeryckiej społeczności w USA, i „Ren Faire”, pokazujące świat festiwali stylizowanych na średniowieczne jarmarki, udowodniły, że ma świetne wyczucie tego, kiedy człowiek „gra” swoje życie, a kiedy jest naprawdę sobą. W nowym filmie ten motyw wraca, tylko w znacznie mroczniejszej i bardziej ryzykownej odsłonie.
Oppenheim przenosi dokumentalne oko do fabuły i widać to już po zwiastunie. Kamera często zatrzymuje się na twarzach, kiedy „oficjalne” nagranie powinno się już skończyć, jakby najważniejsze rzeczy działy się właśnie wtedy, gdy ktoś myśli, że jest poza anteną. To świetnie pasuje do historii o programie, który żyje z tego, że łapie ludzi w najmniej kontrolowanych momentach, i jednocześnie kompletnie nie jest przygotowany na to, że podobne światło może nagle paść na jego własnych twórców. Całość jest mocno stylizowana – dużo neonowego światła, klaustrofobiczne wnętrza, estetyka połowy lat 2000 – ale pod tą warstwą widać reżysera, który zadaje bardzo konkretne pytania o granice, zamiast tylko odtwarzać głośny skandal.
Rok 2026 w karierze Roberta Pattinsona
Ten film idealnie wpisuje się w to, jak wygląda dla Pattinsona rok 2026. Aktor już ma na koncie „The Drama”, potem „Odyseję”, jesienią wejdzie do kin ten projekt, a na koniec roku zobaczymy go jeszcze w „Diunie: Części trzeciej”. Na horyzoncie majaczy thriller „Here Comes the Flood”, więc tempo jest naprawdę imponujące. I to nie jest sytuacja, w której jedna gwiazda gra w pięciu podobnych produkcjach z rzędu – tu każdy tytuł reprezentuje inny gatunek i inny typ bohatera.
Po latach od sagi „Zmierzch” Pattinson konsekwentnie udowadnia, że nie interesuje go droga „bezpiecznego leading mana”. Wchodzi w role neurotycznych przestępców („Good Time”), enigmatycznych strażników („The Lighthouse”), księcia z koszmaru przyszłości („Tenet”) czy mrocznego superbohatera w „The Batman”. Nowy film dorzuca do tego wizerunek człowieka, który publicznie staje w roli moralnego autorytetu, a prywatnie funkcjonuje w systemie, w którym wszystko jest na sprzedaż – łącznie z cudzym upokorzeniem. To naprawdę ciekawy etap kariery, zwłaszcza że aktor łączy duże franczyzy z projektami od bardziej autorskich wytwórni.
Gdzie obejrzeć nowy film z Robertem Pattinsonem?
Film ma mieć światową premierę na festiwalu w Wenecji we wrześniu 2026 roku, a według zapowiedzi trafi do kin 25 września tego samego roku, z dystrybucją studia A24. Na ten moment nie podano jeszcze konkretnej daty polskiej premiery ani listy platform streamingowych, na których produkcja pojawi się po zakończeniu dystrybucji kinowej. Szczegóły dotyczące polskiego dystrybutora i ewentualnych pokazów przedpremierowych powinny się pojawić bliżej festiwalu, a informacje o VOD zazwyczaj ogłaszane są dopiero po wejściu filmu do kin. Warto mieć z tyłu głowy, że zarówno daty, jak i dostępność na platformach mogą się zmieniać, więc przed seansem dobrze jest sprawdzić aktualną ofertę serwisów streamingowych i repertuary kin



















