Boisz się, że twój makijaż spłynie w tropikalnym upale? Makijażystka zdradza triki na „bulletproof make-up” na gorące dni
Makijaż na upały nie musi kończyć się rolującym podkładem, błyszczącą strefą T i tuszem odbitym pod oczami. Jako makijażystka mam kilka sprawdzonych trików, dzięki którym make-up wygląda świeżo nawet wtedy, gdy temperatura przypomina wakacje w tropikach. Najważniejsze są cienkie warstwy, dobre przygotowanie skóry i utrwalanie wykonane z głową.

W pracy makijażystki bardzo szybko nauczyłam się, że trwały makijaż na lato nie polega na nałożeniu większej ilości kosmetyków. Wręcz przeciwnie, im więcej warstw, tym większe ryzyko, że skóra zacznie wyglądać ciężko i nieświeżo. Bulletproof makeup, czyli makijaż odporny na upał, pot i wilgoć, opiera się na mądrej kolejności, lekkich formułach i punktowym utrwalaniu. To nie jest makijaż, który ma zamrozić twarz. Ma pracować razem ze skórą, ale nie znikać po pierwszym wyjściu na słońce.
Makijaż na upały zaczyna się od pielęgnacji
Najczęstszy błąd, jaki widzę przed wykonaniem makijażu na gorące dni, to zbyt bogata pielęgnacja. Krem odżywczy, olejek, ciężki filtr, baza rozświetlająca i dopiero na to podkład, to dla wielu cer za dużo. W upale skóra szybciej się poci, produkuje więcej sebum, a kosmetyki zaczynają się przesuwać. Dlatego przed makijażem wybieram lekką pielęgnację, która dobrze się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy.
Rano najlepiej sprawdza się prosty zestaw, lekki krem nawilżający lub serum, krem z filtrem SPF i kilka minut przerwy przed kolejnym krokiem. To bardzo ważne. Jeśli od razu nałożymy podkład na świeżo zaaplikowany filtr, wszystko może zacząć się rolować. Daję skórze chwilę, żeby kosmetyki dobrze osiadły. Dopiero potem delikatnie przykładam do twarzy chusteczkę, ale nie pocieram. Chodzi tylko o zdjęcie nadmiaru produktu z miejsc, które szybko się świecą, czyli nosa, czoła i brody.
Przy makijażu na upały nie rezygnuję z SPF. To podstawa, zwłaszcza latem. Warto jednak dobrać filtr, który dobrze współpracuje z makijażem. Lekkie, żelowe, fluidowe albo matujące formuły zwykle lepiej sprawdzają się pod make-up niż ciężkie kremy plażowe. Jeśli skóra jest sucha, można wybrać filtr bardziej nawilżający, ale wtedy zrezygnowałabym już z bogatej bazy pod makijaż.
Primer, czyli baza pod makijaż, która naprawdę ma znaczenie w gorące dni
Baza pod makijaż na lato nie jest obowiązkowa dla każdego, ale w upały potrafi zrobić ogromną różnicę. Najważniejsze jest to, żeby dobrać ją do potrzeb skóry, a nie do obietnicy na opakowaniu. Przy cerze tłustej i mieszanej lubię primery wygładzające i matujące, które nakładam tylko tam, gdzie makijaż najszybciej się rozpuszcza. Najczęściej jest to strefa T, okolice nosa i środek brody.
Nie nakładam matującej bazy na całą twarz, jeśli nie ma takiej potrzeby. Na policzkach skóra często wygląda lepiej, gdy pozostaje bardziej elastyczna i świeża. Przy cerze suchej wybieram raczej lekką bazę nawilżającą, ale bez tłustego filmu. Przy ważnych wyjściach, takich jak wesele, sesja zdjęciowa albo całodniowe wydarzenie, dobrym wyborem będzie też baza lekko lepka w dotyku. Tego typu produkt działa jak cienka przyczepna warstwa, do której podkład lepiej przylega.
Cienkie warstwy to sekret bulletproof makeup na upały
Jeśli chcesz wiedzieć, jak utrwalić makijaż na upały, zacznij od zmiany sposobu nakładania podkładu. W gorące dni mniej naprawdę znaczy więcej. Zamiast jednej grubej warstwy wybieram cienką, rozprowadzoną gąbeczką lub pędzlem, a krycie buduję tylko tam, gdzie jest potrzebne. Najczęściej dokładam produkt na środek twarzy, przy nosie, na brodę i w miejsca z zaczerwienieniem. Resztę skóry zostawiam lżejszą.
Na lato świetnie sprawdzają się tinty, kremy tonujące, lekkie podkłady long lasting i formuły water resistant. Jeśli zależy mi na większym kryciu, nie sięgam od razu po ciężki podkład. Wolę cienką bazę na całej twarzy i punktowy korektor. Dzięki temu makijaż wygląda naturalnie, a jednocześnie nie rozpływa się tak łatwo. Ważne jest też, żeby nie rozcierać produktu zbyt długo. W upale skóra szybciej się nagrzewa, a kosmetyk pod wpływem dłoni i ciepła może tracić świeżość już podczas aplikacji. Dlatego pracuję cienkimi warstwami i raczej wklepuję, niż przesuwam.
Korektor pod oczy, mniej produktu, więcej precyzji
Korektor to kosmetyk, który w upały potrafi zdradzić nas najszybciej. Zbiera się w zmarszczkach, ściera przy noskach okularów przeciwsłonecznych, ciemnieje albo wygląda sucho. Mój sposób jest bardzo prosty. Nakładam go tylko tam, gdzie naprawdę jest cień, czyli najczęściej przy wewnętrznym kąciku oka i delikatnie pod linią dolnej powieki. Nie maluję dużego trójkąta pod okiem, bo w wysokiej temperaturze taka ilość produktu rzadko wygląda dobrze po kilku godzinach.
Po aplikacji czekam kilkanaście sekund, żeby korektor lekko zastygł, a potem wklepuję go opuszką palca lub małą gąbeczką. Na koniec utrwalam minimalną ilością drobno zmielonego pudru. Tu też liczy się umiar. Zbyt dużo pudru pod oczami może wyglądać ciężko, zwłaszcza w ostrym słońcu.
Puder w upały nakładaj punktowo
Wiele osób myśli, że makijaż odporny na pot wymaga mocnego przypudrowania całej twarzy. Ja robię to inaczej. Puder traktuję jak zabezpieczenie strategicznych miejsc, a nie jak maskę. Najpierw utrwalam okolice nosa, brodę, środek czoła i miejsce pod oczami. Jeśli skóra jest bardzo tłusta, dokładam odrobinę pudru na policzki przy nosie.
Najlepiej sprawdza się puder transparentny, lekki, drobno zmielony. Nakładam go puszkiem albo małą gąbeczką, delikatnie dociskając do skóry. Pędzel daje bardziej miękki efekt, ale przy bardzo wysokich temperaturach dociskanie pudru zwykle lepiej utrwala makijaż. Po kilku minutach można omieść nadmiar czystym pędzlem. Jeśli lubisz efekt glow, nie pudruj całej twarzy. Zostaw szczyty kości policzkowych bardziej świeże, a zmatów tylko te miejsca, w których blask szybko zmienia się w niekontrolowane świecenie.
Róż, bronzer i rozświetlacz, wybierz formuły, które przetrwają dzień
W upalne dni dobrze działa technika cienkich warstw także przy produktach do policzków. Bardzo lubię łączyć kosmetyki kremowe z odrobiną pudrowych. Najpierw nakładam niewielką ilość kremowego różu albo bronzera, wklepuję go w skórę, a potem utrwalam podobnym odcieniem w pudrze. To daje efekt dłuższej trwałości, ale nadal wygląda lekko.
Jeśli masz cerę tłustą albo planujesz wiele godzin na zewnątrz, możesz od razu wybrać produkty prasowane. Róż w kamieniu, bronzer i delikatny rozświetlacz są bezpieczniejsze, gdy twarz mocno się poci. Warto jednak pamiętać, żeby nie nakładać ich zbyt dużo. W mocnym słońcu nadmiar błysku może podkreślać teksturę skóry. Rozświetlacz w upały stosuję bardzo oszczędnie. Wybieram szczyty kości policzkowych i łuk kupidyna, ale omijam nos, środek czoła i brodę. Te miejsca i tak naturalnie zaczną się świecić w ciągu dnia.
Makijaż oczu odporny na pot i wilgoć
Makijaż oczu na lato powinien być prosty i dobrze utrwalony. Jeśli zależy mi na trwałości, zaczynam od bazy pod cienie albo cienkiej warstwy korektora, którą dokładnie przypudrowuję. Dopiero potem nakładam cienie. W bardzo upalne dni najlepiej sprawdzają się neutralne odcienie, satynowe beże, brązy, delikatne złoto albo brzoskwinia. Im bardziej skomplikowany makijaż oka, tym większe ryzyko, że po kilku godzinach będzie wymagał poprawek.
Kreskę robię produktem wodoodpornym lub długotrwałym, ale nie zawsze musi to być klasyczny eyeliner. Często wybieram kredkę, rozcieram ją przy linii rzęs, a potem zabezpieczam cieniem w podobnym kolorze. To jeden z moich ulubionych trików, bo taka kreska nie musi być idealna, a nawet jeśli lekko zmięknie, nadal wygląda dobrze.
Tusz do rzęs w upały powinien być odporny na rozmazywanie. Nie każda osoba lubi klasyczne wodoodporne maskary, bo bywają trudniejsze do zmycia. Dobrą alternatywą są tusze tubingowe, które tworzą wokół rzęs elastyczne osłonki i mniej się odbijają. Na dolne rzęsy nakładam bardzo mało produktu albo pomijam je całkowicie, jeśli wiem, że dzień będzie naprawdę gorący.
Usta, które nie znikają po pierwszej kawie z lodem
Trwały makijaż na lato nie kończy się na cerze. Usta także potrzebują sprytnego podejścia. Najpierw zdejmuję nadmiar balsamu chusteczką, potem obrysowuję kontur kredką i wypełniam nią całe usta. Dopiero na to nakładam cienką warstwę pomadki, tintu albo błyszczyka. Jeśli zależy mi na maksymalnej trwałości, wybieram tint lub matową pomadkę, a błysk dokładam tylko na środek ust.
Na co dzień wolę jednak komfort. W upały dobrze sprawdzają się lekkie tinty, balsamy koloryzujące i pomadki o kremowej, ale nieśliskiej formule. Warto mieć produkt przy sobie, bo usta najłatwiej poprawić bez lustra i bez ryzyka, że naruszymy resztę makijażu.
Setting spray, ostatni krok, który scala makijaż
Setting spray to jeden z najważniejszych kosmetyków, jeśli zależy nam na bulletproof makeup. Nie traktuję go jednak jako magicznego rozwiązania, które naprawi zbyt ciężki podkład albo za dużo pudru. Spray utrwalający najlepiej działa wtedy, gdy cały makijaż jest wykonany cienkimi warstwami.
Po zakończeniu make upu rozpylam mgiełkę z odległości około 20, 30 centymetrów, tak aby delikatnie osiadła na twarzy. Nie przesadzam z ilością. Dwie lub trzy pompki zwykle wystarczą. Przy bardzo długim dniu stosuję też trik z pędzlem. Spryskuję setting sprayem pędzel do podkładu lub gąbeczkę i delikatnie dociskam nią makijaż w miejscach, które najszybciej się ścierają. To pomaga scalić warstwy i zdjąć pudrowość. Warto mieć osobny spray do utrwalania i osobną mgiełkę odświeżającą. Nie każda mgiełka nawilżająca przedłuża trwałość makijażu. Niektóre dają piękny efekt, ale mogą też rozmiękczać warstwy, jeśli użyjemy ich zbyt dużo.
Jak poprawiać makijaż w ciągu dnia, żeby go nie zepsuć?
Najważniejsza zasada brzmi, nie dokładaj pudru na mokrą od potu albo sebum skórę. Najpierw przykładam bibułkę matującą, chusteczkę albo cienką warstwę papieru, żeby zebrać nadmiar wilgoci. Dopiero potem dokładam minimalną ilość pudru. Jeśli od razu pudrujemy błyszczącą skórę, makijaż może stać się ciężki, nierówny i ciastkowy.
W kosmetyczce na upały warto mieć bibułki matujące, mały puder, mini setting spray, kredkę do ust i filtr SPF do reaplikacji. Dobrym rozwiązaniem są też pudry lub spraye z SPF, ale traktuję je jako wygodną poprawkę w ciągu dnia, a nie zamiennik porannej aplikacji kremu z filtrem.