Paulina Klepacz poleca: Filorga Time Filler i Beauty Drops Hemp Juice

Filorga Time Filler

W tym kremie zachwyciła mnie jego konsystencja – lekka, ale otulająca skórę, natychmiast przywracająca jej sprężystość, energię. Używam go na dzień i na noc. Widzę szybką poprawę stanu cery. Nie mam jeszcze zbyt wielu zmarszczek, ale doceniam, że ten krem przywraca skórze komfort, poprawia kompleksowo jej wygląd i jakość. Producent zapewnia, że stymuluje on produkcję kolagenu, łagodzi napięcia i pęknięcia. W jego składzie jest kwas hialuronowy – a według mnie ta substancja czynna naprawdę świetnie działa, jeśli chodzi o moją skórę, i jest on podstawą mojej pielęgnacji, zawsze go szukam w kosmetykach, których używam.

Beauty Drops Hemp Juice

To serum towarzyszy mi rano i wieczorem. Świetnie sprawdza się jako baza dla masażu twarzy, który wykonuję dwa razy dziennie rękami lub gua sha. Bardzo lubię cukierkowy zapach tego kosmetyku, jego bogatą konsystencję (ale spokojnie – nie obciąża i dobrze oraz szybko się wchłania) i to, co robi z moją skórą – koi, uelastycznia, wygładza, odżywia. Moja skóra jest gładka, promienna i zrelaksowana. Idealnie nadaje się, by je wetrzeć w skórki wokół paznokci czy ujarzmić jego odrobiną włosy. Zabieram ten kosmetyk w podróż, bo zdecydowanie ma jak dla mnie wielozadaniowy potencjał.  

Ewa Stępień poleca: Dr jart, ceramidin cream i Oio lab, lunula night

Dr jart, ceramidin cream

Ten krem mnie ratował podczas mroźnej zimy, jak i słonecznego lata. Produkt od koreańskiej marki dogłębnie nawilża, szybko rozprawia się z przesuszoną cerą, skórkami czy zaczerwienieniem, a to za sprawą ceramidów, które odbudowują barierę hydrolipidową skóry. W składzie znajdziemy też masło shea, kwas hialuronowy, probiotyki, ekstrakt z liści eclipty, czy ekstrakt z alg. Polecany do każdego typu cery, nawet tej wrażliwej. Na dodatek, można go aplikować pod makijaż. Wracam do niego zawsze i to nie tylko, gdy pojawiają się (chwilowe) problemy ze skórą.

Oio lab, lunula night

Nawilżenie to podstawa, ale jestem już w takim wieku, gdy muszę pamiętać o produktach przeciwstarzeniowych. Moim prywatnym hitem jest wegański olejek od polskiej marki Oio Lab. To idealne połączenie retinolu z naturalnymi składnikami. Dowód? Mogę położyć się bardzo późno spać, ale jeśli go nałożę podczas wieczornej pielęgnacji, rano nie widać w ogóle zmęczenia. Wręcz przeciwnie, moja skóra na twarzy wygląda jakbym przespała przysłowiowe 8 godzin. Kolejne zalety to nawilżenie, wygładzenie, ujędrnienie oraz wyrównany koloryt. Oprócz wspomnianego retinolu serum zawiera też organiczne ekstrakty z pestek granatu i owoców rokitnika, olej z wiesiołka, baobabu, nasion żurawiny, skwalan czy olej Sacha Inchi.

Asia Twaróg poleca: spray łagodzący przeciążenia Alba 1913 i Drunk Elephant Protini Polypeptide Cream

Spray łagodzący przeciążenia Alba 1913

Spray łagodzący przeciążenia od polskiej marki Alba 1913 to prawdziwy game changer, który ratuje moje plecy zarówno po długich podróżach, jak i po godzinach spędzonych przy komputerze. Przydaje się także po intensywnym treningu. Na początku nie wierzyłam, że ten produkt działa naprawdę. Musiałam się o tym przekonać na własnej skórze. I to dosłownie. Body repair tension relief spray to kompozycja naturalnych składników, na czele z olejkami eterycznymi, które przynoszą natychmiastową ulgę i zapewniają głębokie odprężenie. Jest bardzo wydajny, do tego dostępny w całkiem korzystnej cenie. Niestety czasem pojawiają się problemy z dostępnością tego produktu.  

Drunk Elephant Protini Polypeptide Cream

W 2021 roku marka Drunk Elephant dołączyła do moich ulubionych. Testowałam wiele produktów zamkniętych w opakowaniach z logo w kształcie słonika. Jednak najlepiej sprawdzi się u mnie krem na bazie protein. Drunk Elephant Protini Polypeptide Cream, bo właśnie o nim mowa, intensywnie nawilża, odżywia, a poza tym poprawia jędrność, kondycję i koloryt skóry. To wszystko dzięki kompleksowi dziewięciu peptydów sygnałowych oraz aminokwasom. Jest dostępny online, jak również stacjonarnie, np. w perfumeriach Sephora. 

Magdalena Matuszek poleca: krem nawilżający Koi

Krem nawilżający Koi

Moje tegoroczne kosmetyczne odkrycie? Krem nawilżający polskiej marki Koi –  z retinolem roślinnym (bakuchiolem), niacynamidem i skwalanem – idealny dla cery trądzikowej (ale nie tylko). Jego odżywcza, stosunkowo gęsta, ale nieobciążająca skory formuła, świetnie sprawdza się zwłaszcza jesienią i zimą, bo skutecznie chroni naskórek przed „ucieczką” wody. A do tego: reguluję gospodarkę sebum, rozjaśnia przebarwienia, spłyca drobne zmarszczki i delikatnie złuszcza naskórek, co – przy regularnym stosowaniu – widocznie poprawia wygląd cery. Tym bardziej, że dzięki zawartości bakuchiolu poprawia sprężystość skóry i pobudza ją do regeneracji. Dodatkowy plus należy się za naturalny skład. I przyjemny zapach.

Zobacz także:

Robert Choiński poleca: Ultra Facial Moisturizer Kiehl's

Ultra Facial Moisturizer - Intensywnie nawilżająca emulsja do twarzy

Markę Kiehl’s znam i lubię już od dłuższego czasu. Swoją pielęgnacyjną przygodę z produktami tego amerykańskiego brandu zaczynałem od kultowego już chyba „masełkowatego” kremu pod oczy z awokado oraz kremu nawilżającego do twarzy o nazwie Ultra Facial Cream. Oba świetnie się u mnie sprawdziły, dlatego gdy w ręce wpadła mi próbka nawilżającej emulsji do twarzy, nie wahałem się długo, by ją przetestować. Nie zawiodłem się. Ten kosmetyk, jak sama nazwa wskazuje, ma bardzo lekką konsystencję, a ja lubię produkty, które bardzo szybko się wchłaniają oraz dają ekspresowe poczucie wygładzenia i odżywienia napiętej, przesuszonej cery. Emulsja Kiehl’s jak najbardziej nadaje się do codziennego stosowania, nie uczula mnie (hura!), a moja cera po niej wygląda bardziej promiennie. Na pewno będę do niej wracał.

fot. materiały prasowe Kiehl's

Anna Jastrzębska poleca: Granactive Retinoid 5% in Squalane od The Ordinady

The Ordinary - Granactive Retinoid 5% in Squalane

Miał być cudownym środkiem na trądzik, okazał się cudownym specyfikiem na zmarszczki. Retinol. Chyba każda dziewczyna, która skończyła 30. rok życia i tak jak ja – po mamie odziedziczyła niezbyt jędrną skórę, ale z jakiegoś powodu boi się stosowania wypełniaczy  - wie, że z pochodną witaminy A trzeba się zaprzyjaźnić. 

Niestety w moim przypadku początki znajomości z retinolem nie należały do udanych. Każda próba nawiązania ciepłej relacji z tą substancją kończyła się dramatem. Poddawałam się za każdym razem, gdy na twarzy pojawiała mi się skóra jaszczurki, której nie dało się obłaskawić nawet najbardziej odżywczymi olejami. 

Przez długi czas nie przekonywały mnie więc pozytywne opinie, jakie słyszałam o serum z retinoidem o stężeniu 5 proc. w skwalanie marki The Ordinary.  Produkt ten został okrzyknięty przez urodowe blogerki objawieniem, ale wiadomo, że takie opinie trzeba dzielić przez cztery. Zazwyczaj to płatna, choć nieoznaczona reklama, więc influencerki mówią wszystko, co jest objęte kontraktem. 

Pewnego jednak razu, w ramach kolejnej próby „wzięcia się za siebie”, przełamałam się i w końcu kupiłam to cudo. I powiem tyle: od 3 miesięcy stosuję je regularnie. Choć na początku skóra trochę zeszła, to jednak nie było takiej tragedii jak zawsze. Myślę, że to zasługa skwalanu (który działa podobnie do kwasu hialuronowego) oraz tego, że w serum zastosowano „nową generację” retinoidów. Te ostatnie – jak zapewnia producent – zachowują dobre działanie retinolu, ale nie mają aż tak silnych właściwości podrażniających. Nie wierzyłam, ale się przekonałam. 

Jeśli zaś chodzi o efekty – wygładzenie zmarszczek ma być widoczne po minimum 6 miesiącach stosowania preparatu, zatem pożyjemy, zobaczymy. Na pewno jednak widzę, że serum świetnie rozprawiło się z przebarwieniami – moimi pamiątkami po najlepszych, sierpniowych wakacjach w Grecji. Wydaje mi się też, że (kiedy śpię więcej niż cztery godziny na dobę) cera jest mniej zmęczona.

Agnieszka Oleszek poleca: aloesowy żel Eveline i maseczkę Mary Kay

Aloesowy żel Eveline

Przez dłuższy czas sceptycznie podchodziłam do tańszych kosmetyków. Aloesowy żel Eveline poleciła mi jednak moja kosmetolożka, do której mam pełne zaufanie. Z jej rekomendacji ten kosmetyk miał być idealną odpowiedzią na potrzeby suchej skóry mojej głowy. Z czasem okazało się jednak, że jest dużo bardziej wszechstronny i zaczęłam używać go do wszystkiego. Nawilżam nim ciało, czasami zastępuje krem do twarzy, a także nakładam na bardzo suche włosy. W lecie sprawdził się idealnie na poparzenia słoneczne. Efekty to największy plus, ale dodatkowo cieszy mnie, że jest to produkt cruelty free. Zawsze robię większy zapas na promocji i mam kilka tub w szufladzie.

Maseczka Mary Kay TimeWise

Maseczkę Mary Kay TimeWise dostałam w prezencie i długo nie otwierałam. Całkiem przypadkiem natknęłam się jednak na opinie o tym produkcie. Po lekturze bardzo pozytywnych recenzji od razu przetestowałam ją na własnej skórze. Teraz jest jednym z moich kosmetycznych hitów. Stosują ją przeważnie raz w tygodniu na noc. Nie zmywam jej, bo moja sucha skóra błyskawicznie pochłania nawet grubszą warstwę. Rano mam gładką i dobrze nawilżoną cerę.

Kasandra Zawal poleca: Nudestix, Nudies Bloom All-Over Dewy Color

Nudestix, Nudies Bloom All-Over Dewy Color

Stawiam na kosmetyki, które łączą w sobie kilka właściwości. Świeży look w zaledwie krótką chwilę? Ten produkt to moje odkrycie roku 2021. Jest idealny dla kogoś, kto – podobnie jak ja – na codzienny makijaż poświęca maksymalnie 15 minut. Uwielbiam go, bo pozwolił mi zaoszczędzić sporo czasu. Sztyft do makijażu Nudestix sprawdza się jako kosmetyk do oczu, ust i policzków (odcień rusty rouge totalnie skradł moje serce). Końcówka z pędzelkiem umożliwia niezwykle prostą aplikację koloru, dodatkowo kosmetyk pięknie i, przede wszystkim naturalnie, wtapia się w skórę. Dla wszystkich estetek – jego opakowanie jest minimalistyczne i stylowe. Zdecydowanie warto mieć go w swojej kosmetyczce – mój codzienny rytuał już usprawnił.