Marcin Ziółko od lat jest związany z polską modą, choć jego rola w tej branży kilka razy zdążyła się zmienić. Najpierw był modelem - pozował przed obiektywem i jednocześnie sam zaczynał fotografować. Później coraz częściej można było znaleźć jego nazwisko przy sesjach, kampaniach i filmach modowych. Z czasem do fotografii doszły reżyseria i wideo. Dziś ma na koncie realizacje m.in. dla Zary, H&M, MMC Studio czy Gosi Baczyńskiej. Współpracuje również z Anją Rubik. To jednak nie wszystko. Bardzo dużą częścią życia Marcina jest również muzyka. Pod pseudonimem Zigy Iva tworzy własne utwory i buduje kolejny, tym razem dźwiękowy świat. Ale zacznijmy od zdjęć...

WIDEO

player placeholder

Marcin Ziółko zrobił zdjęcia do najnowszego „Glamour”. Na okładce Lila Janowska 

To właśnie Marcin stanął za obiektywem najnowszej okładki „Glamour” z Lilą Janowską (od dziś w sprzedaży). Na planie nie chodziło tylko o to, żeby zrobić dobre zdjęcia. Punktem wyjścia było spotkanie różnych estetyk i osobowości, a sporo pomysłów pojawiało się już podczas samej pracy.

Przede wszystkim cieszyło mnie to, że cały zespół był bardzo zaangażowany i naprawdę dobrze ze sobą współpracował. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami, szybko podejmowaliśmy decyzje i nie baliśmy się testować różnych rzeczy, również takich, które nie były oczywistym i bezpiecznym wyborem - powiedział nam Ziółko.

Marcin Ziółko
Zobacz także:

W efekcie powstała sesja, w klimacie vintage, w której nie brakuje muzycznych akcentów i ducha pokolenia Z, które niekoniecznie ma ochotę trzymać się jednej estetyki.

Dzięki temu powstała świeża historia, która jest czymś więcej niż tylko zdjęciami. Jest w niej trochę o młodym pokoleniu, spotkaniu vintage z muzyką i o tym, jak różne inspiracje mogą się ze sobą połączyć - dodał fotograf. 

Nasza gwiazda okładkowa - Lila - to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich influencerek młodego pokolenia. Ma na tyle charakterystyczny wizerunek, że próba stworzenia z niej na potrzeby zdjęć zupełnie nowej osoby nie miałaby większego sensu. Ziółko poszedł w przeciwnym kierunku. - Lila jest bardzo wyrazistą osobą, ale jednocześnie weszła w tę rolę, pozostając sobą. To dało nam bardzo dużo możliwości, bez poczucia, że musi na siłę wcielać się w kogoś innego - powiedział. Marcin nie jest fanem napięcia na planie i przekonania, że im większa presja, tym lepszy efekt. Wręcz przeciwnie.

Bardzo podobało mi się też to, że na planie było dużo luzu i uśmiechu. To jest dla mnie bardzo ważne, bo kiedy pojawia się napięcie, kreatywność bardzo szybko się zawęża. Tutaj mieliśmy dużą swobodę i jednocześnie bardzo spójną wizję - stwierdził po naszej sesji.

Fotografia to tylko część historii Marcina Ziółki. Jest jeszcze muzyka

Patrząc na karierę Ziółki, łatwo zauważyć, że jedna forma twórczości szybko przestaje mu wystarczać. Z modelingu przeszedł do fotografii, później filmu i reżyserii. Obraz zaczął też łączyć z dźwiękiem. I najlepszym tego przykładem jest jego tegoroczna współpraca z MMC Studio. Ziółko wyreżyserował film do kolekcji „Siren’s”, a jako Zigy Iva razem z Pyotrem Radzio stworzył również jego muzykę. Muzyka nie pojawiła się jednak w jego życiu razem z pierwszym profesjonalnym projektem. Była tam właściwie od początku.

Muzyka towarzyszy mi właściwie od zawsze. Zawsze bardzo interesowało mnie odkrywanie nowych dźwięków, a muzyka ma na mnie ogromny wpływ, potrafi zmienić mój nastrój i właściwie ustawić cały dzień - wyznał artysta.

Jako 10-latek Marcin nagrał własną płytę i nazwał ją „Tuesday on Black”. Dwadzieścia lat później wrócił do płyty i...

Kiedy miałem 10 lat, nagrałem swój pierwszy album, który nazwałem „Tuesday on Black”. Dwadzieścia lat później stworzyłem album „TOB”. To skrót od tytułu tamtej dziecięcej płyty i taki symbol spełnienia marzenia 10-latka, tylko tym razem już na profesjonalnym poziomie - powiedział.

Marcin Ziółko

„TOB”, wydany pod pseudonimem Zigy Iva, ma 14 utworów. Elektronika miesza się na nim z synthpopem, trip-hopem i muzyką filmową, a piosenki zostały ułożone w siedem par. Każda z nich jest ze sobą w jakiś sposób połączona - emocją, historią albo muzycznym rozwiązaniem. Sam Ziółko mówi o muzyce inaczej niż o obrazie. Fotografia i film w pewnym sensie decydują za odbiorcę, co zobaczy. Dźwięk zostawia mu więcej miejsca. - Myślę, że muzyka jest jednym z niewielu bodźców, które potrafią wejść do głowy w tak bardzo osobisty sposób. Film może zdefiniować postać, miejsce czy sytuację, a muzyka tworzy świat, który każdy z nas buduje sobie w głowie trochę inaczej. Jest dla mnie bardzo pięknym sposobem przekazywania i uruchamiania emocji.

Marcin Ziółko o albumie: „Powstał z takich elementów, które przez lata gdzieś we mnie zostały”

„TOB” nie jest płytą zbudowaną wokół jednej konkretnej inspiracji. To bardziej zbiór rzeczy, które przez lata przyciągały uwagę Marcina jako słuchacza. Fragmentów melodii, brzmień czy kilku sekund piosenki, na które czeka się za każdym razem, kiedy włącza się ją od początku.

Jako słuchacz cały czas zbieram różne elementy, które podobają mi się w muzyce, momenty, brzmienia czy rozwiązania, na które czekam w piosenkach. Później wykorzystuję te rzeczy do budowania własnych melodii, dźwięków i całego muzycznego świata. Właściwie cały album powstał z takich elementów, które przez lata gdzieś we mnie zostały - wyznał Ziółko.

„TOB” nie powstał z dnia na dzień i trudno traktować go jak jednorazowy projekt. Ziółko od kilku lat konsekwentnie rozwija Zigy Ivę, a muzyka coraz częściej przenika się z jego pracą reżyserską. Zresztą wybieranie między jednym a drugim chyba nie jest mu szczególnie potrzebne. Raz opowiada historię aparatem, innym razem kamerą, a jeszcze innym - dźwiękiem. I właśnie to go wyróżnia.

Marcin Ziółko