Reklama

Seryjny morderca, policjantka na granicy wytrzymałości i miasto, które zna swoje mroczne sekrety. „Plagi Breslau” to produkcja, o której w Polsce mówiło się głównie źle, a mimo to obejrzeli ją niemal wszyscy. Za granicą film zyskał drugie życie i grono oddanych fanów. Tłumaczymy, dla kogo jest ten thriller i czy faktycznie warto poświęcić mu wieczór.

O czym jest polski kryminał „Plagi Breslau”?

Akcja rozgrywa się we współczesnym Wrocławiu. Każdego dnia, o tej samej porze, nieznany sprawca dokonuje brutalnego morderstwa. Ofiary nie są przypadkowe, a sposób, w jaki giną, nawiązuje do publicznych egzekucji wymierzanych przestępcom w XVIII-wiecznym Breslau. Każda zbrodnia jest karą za konkretny grzech, a morderca traktuje siebie jak wykonawcę dawnej sprawiedliwości. Śledztwo prowadzi komisarz Helena Ruś, policjantka, która nie przebiera w środkach i sama nosi w sobie sporo demonów. Gdy jej partner Bronson zostaje ciężko ranny podczas akcji, Helena postanawia dotrzeć do sprawcy za wszelką cenę. W rozwikłaniu zagadki pomaga jej profilerka Iwona Bogacka, która próbuje zrozumieć logikę zabójcy. Im głębiej obie kobiety wchodzą w sprawę, tym wyraźniej widać, że klucz do tożsamości mordercy leży w przeszłości miasta. Film trwa około półtorej godziny i nie zwalnia tempa. To kino brutalne, miejscami dosłowne, z mocnymi scenami przemocy. Poniżej oficjalny zwiastun, który dobrze oddaje klimat całości:

Kto gra w „Plagach Breslau”? Kożuchowska w roli, jakiej jeszcze nie widzieliście

W głównej roli komisarz Heleny Ruś zobaczymy Małgorzatę Kożuchowską, kojarzoną przede wszystkim z popularnych seriali obyczajowych i komediowych. Tutaj gra postać twardą, wulgarną i gotową na przemoc, czyli odwrotność tego, do czego przyzwyczaiła widzów. Profilerkę Iwonę Bogacką gra Daria Widawska. W obsadzie znaleźli się też Tomasz Oświeciński jako policjant Bronson, Andrzej Grabowski w roli prokuratora, a także Katarzyna Bujakiewicz, Ewa Kasprzyk i Iwona Bielska. W jednej z ról pojawia się również zawodnik MMA Karol Bedorf. Za reżyserię i scenariusz odpowiada Patryk Vega, twórca między innymi serii „Pitbull” i filmu „Botoks”.

Polscy krytycy zmiażdżyli film, świat oszalał. Skąd ta różnica?

„Plagi Breslau” to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tytułów w dorobku Patryka Vegi. W Polsce film zebrał druzgocące recenzje. Krytycy zarzucali mu przewidywalną fabułę, przerysowane dialogi i symbolikę podaną nazbyt dosłownie. Wielu recenzentów uznało go za jedną ze słabszych pozycji reżysera. Za granicą historia potoczyła się inaczej. Po premierze na Netfliksie film trafił do widzów w wielu krajach i tam zyskał spore uznanie. Zagraniczni odbiorcy chwalili szybkie tempo, pomysłowe zwroty akcji i nietypową realizację. Często pojawiały się porównania do „Siedem” Davida Finchera, a samą Helenę Ruś zestawiano z Lisbeth Salander z trylogii „Millennium”. To właśnie ten rozdźwięk między polskim a międzynarodowym odbiorem sprawił, że o filmie znów zrobiło się głośno. Drugim powodem jest sam Wrocław. Vega pokazał miasto od mrocznej strony, pełne zaułków, krwi i odniesień do jego dawnej historii. Połączenie współczesnego kryminału z motywem XVIII-wiecznych egzekucji wyróżnia film na tle innych polskich produkcji gatunkowych.

Co mówią widzowie o „Plagach Breslau”?

Opinie o filmie są mocno podzielone, ale wśród zagranicznych widzów przeważają pozytywne reakcje. Jeden z nich napisał: „Kolejny klejnot odkryty przez Netflixa. Choć dubbing może być irytujący, działa całkiem nieźle. Dobra fabuła, łącząca elementy »Siedem« z innymi filmami o seryjnych mordercach. Jeden zgon nawiązuje nawet do »2000 maniacs«. Być może nadinterpretuję fryzurę głównej bohaterki, ale wszystko razem tworzy dziwny klimat filmu. Późniejsze zwroty akcji są sprytne i nieprzewidywalne. Daję pięć gwiazdek, film jest krótki, dynamiczny, bez zbędnych wypełniaczy, a wszystko trzyma uwagę aż do nagłego zakończenia”.

Inny widz zachęcał, by nie zrażać się napisami: „Nie pozwólcie, by napisy powstrzymały was przed obejrzeniem tej pełnej akcji, pomysłowej przejażdżki rollercoasterem przez polskie ulice i tereny wiejskie. Jeśli podobała wam się Lisbeth Salander z trylogii »Millennium«, pokochacie tutejszą detektywkę. To kobieca wersja Brudnego Harry'ego, wymiata, próbując złapać makabrycznego i zagadkowego mordercę, walcząc jednocześnie z własnymi demonami. Poziom realizmu i brutalności przewyższa większość ofert telewizyjnych, a unikalna kinematografia dodaje filmowi energii i głębi. Tak jak mówiłem, nie bójcie się napisów. Najlepsze na Netflixie często pochodzi z innych krajów. I ten film jest tego dowodem”.

Z takich głosów wyłania się dość spójny obraz. Widzowie, którzy nastawiają się na szybki, brutalny thriller bez ambicji artystycznych, wychodzą zadowoleni. Ci, którzy oczekują dopracowanej psychologii postaci i subtelności, częściej kręcą nosem.

Czy warto obejrzeć „Plagi Breslau”? Dla kogo jest ten thriller?

„Plagi Breslau” to propozycja dla widzów, którzy lubią mocne kino kryminalne i nie odstraszają ich drastyczne sceny. Jeśli cenisz szybkie tempo, klimat seryjnego mordercy rodem z „Siedem” i nie przeszkadza ci sporo przemocy na ekranie, film ma szansę cię wciągnąć. To także ciekawa pozycja dla osób, które chcą zobaczyć Małgorzatę Kożuchowską w roli kompletnie innej niż zwykle. Z drugiej strony, to zdecydowanie nie jest film dla wszystkich. Osoby wrażliwe na brutalność, oczekujące spokojnego kryminału albo pogłębionych portretów psychologicznych, mogą poczuć się przytłoczone. Warto też pamiętać, że fabuła trzyma się sprawdzonego schematu i nie zaskoczy kogoś, kto widział już dziesiątki filmów o tropieniu seryjnych zabójców. „Plagi Breslau” obejrzysz obecnie na Netfliksie. To dobry wybór na wieczór, jeśli masz ochotę na sprawny, krwawy thriller osadzony w polskich realiach i potrafisz przymknąć oko na jego słabsze strony.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...