Choć zwykle podchodzę ostrożnie do polskich filmów „o niepełnosprawności”, bo za często idą w łzawe klisze, „Święto ognia” zupełnie mnie zaskoczyło. Kinga Dębska, ekranizując powieść Jakuba Małeckiego, opowiada historię rodziny, w której jest choroba, balet, wielkie niespełnione ambicje i małe codzienne radości, a zamiast patosu dostajemy czułość i czarny humor. To ten typ seansu, przy którym płaczesz i śmiejesz się na zmianę, a potem długo myślisz o bohaterkach.

WIDEO

player placeholder

„Święto ognia” – ekranizacja Małeckiego, która naprawdę działa na ekranie

Na „Święto ognia” trafiłam trochę z przyzwyczajenia – proza Jakuba Małeckiego to od kilku lat pewniak, jeśli chodzi o polskie książki, które czyta się jednym tchem, a filmy Kingi Dębskiej („Moje córki krowy”, „Plan B”) zawsze mam na radarze. Ekranizacja z 2023 roku wydawała się więc naturalnym ruchem: mocny literacki pierwowzór, reżyserka, która czuje rodzinne historie, i obsada złożona z nazwisk, którym po prostu ufam. A jednak nie spodziewałam się, że dostanę tak dobrze wyważoną opowieść – jednocześnie mądrą, zabawną i bardzo emocjonalną, bez wciskania widzowi poczucia winy.

Film powstał na podstawie powieści „Święto ognia” Jakuba Małeckiego, wydanej w 2021 roku. Autor, znany z „Dygotu”, „Rdzy” czy „Horyzontu”, znów wraca tu do swojego ulubionego terytorium: zwykłych ludzi z bardzo niezwykłymi przeżyciami, rozpiętych między codziennością a czymś na granicy realizmu magicznego. Dębska nie przenosi książki na ekran jeden do jednego, ale zachowuje jej najważniejsze elementy – dwugłos sióstr, wrażliwość na detale, czułe poczucie humoru, które rozbraja nawet najcięższe sceny.

Zobacz także:

O czym jest „Święto ognia”? Siostry, balet i życie „z poziomu kanapy”

Akcja „Święta ognia” kręci się wokół dwóch sióstr i ich matki. Nastka (Paulina Pytlak) urodziła się z porażeniem mózgowym i przez cały film widzimy świat z jej perspektywy – dosłownie i metaforycznie. Jej życie to mieszanka ograniczeń i mikroprzyjemności: oglądanie ulicy przez okno, obserwowanie sąsiadów, rodzinne rytuały, rozmowy z tatą (Tomasz Sapryk) i matką (Anita Sokołowska), która próbuje ogarnąć wszystko naraz. Druga siostra, Łucja (w tej roli debiutująca na dużym ekranie Magdalena Koleśnik / młoda aktorka taneczna – w zależności od etapu życia bohaterki; w filmie widzimy ją jako studentkę tańca), trenuje balet i marzy o karierze na scenie. Dla niej ciało jest narzędziem, którym można osiągnąć perfekcję – w bolesnym kontraście do ciała Nastki, które trzeba codziennie pielęgnować, podnosić, masować. Ten kontrast jest jednym z najciekawszych elementów filmu: siostry żyją obok siebie, kochają się, ale ich perspektywy na świat są kompletnie różne.

W tle mamy jeszcze rodziców i całą galerię postaci drugoplanowych – sąsiedzi, znajomi, lekarze, ludzie z teatru. Życie rodzinne toczy się pomiędzy codzienną rutyną a wielkimi kryzysami, które czasem przychodzą znienacka. Dębska nie buduje jednak dramaturgii na samej chorobie. Bardziej interesuje ją to, co Nastka ma w głowie – jej marzenia, wyobrażenia, fantazje, czasem bardzo dosadne, czasem kompletnie oderwane od tego, co „wypada”. Z jednej strony patrzymy na świat z poziomu kanapy i wózka, z drugiej – z perspektywy parkietu sali baletowej, gdzie liczy się każdy centymetr wyciągniętej stopy i każde niedociągnięcie w piruecie.

Anita Sokołowska, Kinga Preis i nowe twarze. Kto gra w „Święcie ognia”?

Jedną z największych zalet filmu jest obsada. Anita Sokołowska jako matka sióstr jest tu absolutnie w swoim żywiole. Jej bohaterka to kobieta, która ugrzęzła między obowiązkami a własnymi niespełnionymi ambicjami. Nie jest świętą opiekunką – bywa zmęczona, wkurzona, popełnia błędy, czasem mówi rzeczy, których natychmiast żałuje. Dzięki temu wypada bardzo prawdziwie. Ta rola przyniosła Sokołowskiej przyznaną w 2024 roku Polską Nagrodę Filmową Orzeł dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej – i trudno się dziwić, bo to jedna z jej najmocniejszych kreacji w kinie.

Obok niej pojawia się Kinga Preis, która potrafi jednym spojrzeniem opowiedzieć całą historię. W „Święcie ognia” gra ważną postać z życia rodziny (bez spoilerów – to akurat warto odkrywać na bieżąco), wnosząc do filmu swoją charakterystyczną mieszankę ciepła i twardości. Tomasz Sapryk jako ojciec jest trochę w cieniu matek i córek, ale ma kilka scen, które zostają w głowie na długo – zwłaszcza wtedy, gdy próbuje ogarnąć własną bezradność wobec choroby córki.

Na osobną uwagę zasługuje Paulina Pytlak jako Nastka. To jedna z tych ról, po których od razu zaczynasz sprawdzać, gdzie jeszcze zagrała, bo ma w sobie coś absolutnie magnetycznego. Jej Nastka jest zabawna, bezczelna, czasem okrutna w myślach, pełna życia, mimo że ciało mocno ją ogranicza. To nie jest „święta cierpiętnica”, tylko konkretny, bardzo wyrazisty charakter. Łucja, siostra-baletnica, wnosi z kolei do filmu całą fizyczność i ambicję młodej tancerki, która rozumie, że jej kariera może się skończyć jednym urazem albo jedną złą decyzją dyrektora teatru.

Od powieści do filmu. Jak „Święto ognia” radzi sobie jako ekranizacja?

Ekranizacje popularnych książek mają to do siebie, że fanki i fani literackiego pierwowzoru przychodzą do kina z listą rzeczy „do odhaczenia”. W przypadku „Święta ognia” kluczowe było zachowanie tonu Małeckiego – tej mieszanki czułości, ironii i lekkiej baśniowości. Kinga Dębska zdecydowała się na selekcję wątków, ale nie wyprała historii z tego, co w niej najważniejsze: dwugłos sióstr i ich bardzo różne relacje z własnym ciałem i światem.

Film dużo zyskuje na wizualności: sceny baletowe są dopracowane, ale nie kradną całego show, a życie Nastki pokazywane jest nie tylko przez pryzmat pomocy medycznej, ale też jej własnych „podróży” mentalnych. Dębska, mając doświadczenie z „Moich córek krów”, znów świetnie balansuje między dramatem a humorem – są tu sceny, przy których naprawdę można parsknąć śmiechem, a zaraz potem czuje się ciężar sytuacji. Nie ma tu poczucia, że film „robi z widza” zakładnika wzruszenia – to raczej zaproszenie do spędzenia czasu z rodziną, która jest bardzo konkretna, a jednocześnie dziwnie znajoma.

Reakcje widzów i krytyków były w dużej mierze pozytywne. Chwalono właśnie odejście od patosu, naturalność dialogów i sposób, w jaki film pokazuje osobę z niepełnosprawnością jako bohaterkę z własnym poczuciem humoru i pragnieniami, a nie „problem do rozwiązania”. „Święto ognia” przewijało się też na festiwalach (m.in. w Gdyni), gdzie zwracano uwagę na zdjęcia, kreację Pytlak i rolę Sokołowskiej.

Gdzie obejrzeć „Święto ognia”?

 

„Święto ognia” można obecnie oglądać w kilku serwisach VOD. Film jest dostępny w ramach subskrypcji na Playerze (ok. 15 zł miesięcznie), CDA Premium (ok. 23,99 zł miesięcznie), CANAL+ online (ok. 29 zł miesięcznie, HD), Polsat Box Go (ok. 30 zł miesięcznie) i w MEGOGO (ok. 44,99 zł miesięcznie). Jeśli wolisz jednorazowe wypożyczenie lub zakup, tytuł znajdziesz na Pilocie WP (od 6,99 zł w HD), w Rakuten TV (od 7,99 zł w HD), w Chili (od 9,90 zł w SD), w Play Now (wypożyczenie za 10 zł), w TV Smart (wypożyczenie za 14,90 zł), na CANAL+ VOD (wypożyczenie za 14,99 zł w HD), w wirtualnych kinach Kino Pod Baranami i Moje eKino (oba po 15 zł w HD), a także w ofercie wypożyczeń Polsat Box Go (szczegóły ceny na stronie serwisu). Ceny i dostępność mogą się zmieniać, dlatego przed seansem warto sprawdzić aktualną ofertę bezpośrednio na wybranej platformie.

Święto ognia
Fot. materiały prasowe

Święto ognia
Fot. materiały prasowe