Tima Burtona wywołał zamieszanie w Cannes. Wszystkie oczy zwrócone były na reżysera
Tim Burton pojawił się na festiwalu w Cannes 2026 z misją, której nie chciał nazywać po imieniu. Reżyser „Beetlejuice Beetlejuice” szukł kupców na zupełnie nowy projekt. O szczegółach branża milczy, ale samo nazwisko Burtona w połączeniu z hasłem „top secret” wystarczy, żeby przyciągnąć uwagę całego Hollywood.

Tim Burton w Cannes 2026. Cicha misja, głośne nazwisko
Cannes to nie tylko czerwony dywan i konkurs główny. To także targi praw filmowych i miejsce, w którym studia oraz dystrybutorzy zaopatrują się w nadchodzące produkcje. Pojawienie się Tima Burtona w roli twórcy szukającego kupców oznacza, że reżyser nie planuje typowo studyjnej produkcji, jak to bywało wcześniej. Szuka raczej domu dla projektu, nad którym może mieć większą kontrolę. Współpraca z Jenną Ortegą przy serialu „Wednesday” oraz powrót do duetu z Michaelem Keatonem w „Beetlejuice Beetlejuice” pokazały, że Burton wciąż potrafi trafiać do młodszej widowni. Tym razem stawia jednak na coś, czego nikt z zewnątrz nie zna.
Co wiemy o nowym projekcie Tima Burtona?
W praktyce niewiele. Deadline podał, że reżyser przygotował film, który chce zaoferować kupcom na festiwalu. Nie ujawniono gatunku, daty produkcji ani potencjalnej obsady. W branżowym żargonie taka strategia oznacza, że Burton chce uniknąć przedwczesnego szumu i wystawić projekt rynkowi już na etapie konkretnej propozycji. W ostatnich miesiącach reżyser był pytany o film „Medusa”, przy którym jego nazwisko pojawiało się w mediach. Burton zachował się typowo dla siebie. Nie potwierdził, ale i nie zaprzeczył. Możliwe więc, że właśnie ten tytuł przywiózł do Cannes. Równie dobrze może chodzić o coś zupełnie innego.
„Medusa” czy „Jarmark odmieńców”. Tymi tropami może pójść reżyser
W szufladzie Burtona od lat leży kilka pomysłów, do których wraca w wywiadach. Najczęściej powtarzają się dwa. Pierwszy to ekranizacja „Jarmarku odmieńców” Katherine Dunn. Powieść o rodzinie objazdowego cyrku, która świadomie wychowuje swoje dzieci jako tytułowe odmieńce, idealnie pasuje do estetyki Burtona. Reżyser interesował się tym tematem od kilku lat, ale projekt nigdy nie wyszedł poza etap rozmów. Drugi to „Zagłada domu Usherów” Edgara Allana Poego. Gotycka klasyka literatury anglojęzycznej, motyw szaleństwa, ród skazany na zagładę, niepokojąca atmosfera. Każdy z tych elementów współgra z filmografią twórcy „Edwarda Nożycorękiego” i „Sleepy Hollow”. O obu projektach nie słyszeliśmy nic nowego od dłuższego czasu, ale jeden z nich nadal może być w grze.
Odrodzenie Tima Burtona. Co to oznacza?
Ostatnim filmem Burtona była kontynuacja „Beetlejuice Beetlejuice” z 2024 roku, która zarobiła globalnie 452 miliony dolarów. To była też produkcja, po której reżyser zaczął mówić o sobie inaczej. W rozmowach prasowych wskazywał, że film „wyzwolił jego wewnętrznego artystę” po wcześniejszym „niszczącym duszę” doświadczeniu z Disneyem, do którego nawiązywał głównie w kontekście aktorskiej wersji „Dumbo”. Z tej perspektywy ruch w Cannes nabiera dodatkowego sensu. Burton wraca do tego, co lubi najbardziej, czyli mniejszego, bardziej autorskiego kina. Szuka partnerów spoza wielkich studiów hollywoodzkich. To także sygnał dla fanów, że jego kolejny film może być bliższy duchowi „Ed Wooda” czy „Edwarda Nożycorękiego” niż produkcjom franczyzowym.
Co dalej? Plany Burtona na najbliższe lata
Reżyser obecnie dzieli czas między Londyn a Dublin, gdzie powstają zdjęcia do kolejnego sezonu „Wednesday” dla Netfliksa. Pełni tam rolę producenta wykonawczego i reżysera części odcinków. Praca przy serialu nie wyklucza nowych przedsięwzięć filmowych, co właśnie pokazuje wizyta w Cannes. W ostatnim czasie pojawiały się też informacje, że nad jego kolejnym filmem mogą pracować scenarzystki „K-popowych łowczyń demonów”. Jeśli ta zapowiedź się potwierdzi, oznaczałoby to dla Burtona nowy etap, w którym sięga po autorki spoza klasycznego, hollywoodzkiego nurtu scenariuszowego. Na razie kupcy w Cannes 2026 trzymają język za zębami. Burton też.

