Przez ostatnie sezony królowały mocno zarysowane kontury, precyzyjnie wykrojone usta i błyszczyki dające efekt tafli. Teraz w makijażu dzieje się coś zupełnie innego. Coraz częściej na Instagramie, TikToku i czerwonych dywanach zauważam usta, które wyglądają tak, jakby przed chwilą zostały pocałowane.
WIDEO…
Blurred lips, czyli usta jak po pocałunku. Na czym polega ten trend?
Blurred lips można przetłumaczyć jako rozmyte usta. Chodzi o makijaż, w którym kolor nie kończy się na idealnie wyznaczonej granicy warg, ale delikatnie wtapia się w skórę. Najwięcej pigmentu znajduje się zwykle na środku ust, a im bliżej ich krawędzi, tym odcień staje się subtelniejszy. Efekt? Wargi wyglądają na pełniejsze, miękkie i naturalnie zaróżowione. Inspiracji dla tego trendu warto szukać w koreańskim makijażu, gdzie efekt delikatnie zabarwionych, jakby przygryzionych ust jest popularny od lat. Podobną estetykę od dawna lubią też Francuzki. W ostatnim czasie jej wielką popularyzatorką stała się makijażystka gwiazd Nina Park, która tworzy takie makijaże m.in. Margaret Qualley, Emmie Stone i Zoe Kravitz. O jej technice pisały między innymi amerykańskie wydania „Glamour” i „Vogue”.
Co ciekawe, blurred lips nie są już tylko internetowym trendem. W 2026 roku można było zobaczyć je również na czerwonym dywanie podczas Met Gali. Na delikatnie rozmyte usta postawiła m.in. Zoe Kravitz. Z kolei podczas pokazu haute couture Diora na jesień 2026 Naomi Watts zaprezentowała własną interpretację tego makijażu. Jej makijażystka Georgie Eisdell wykorzystała intensywną czerwoną pomadkę Rouge Dior On Stage w odcieniu 550 Red Shine, nakładając ją delikatnie i rozcierając granice koloru. To świetny dowód na to, że trend nie musi ograniczać się do subtelnych, naturalnych barw.
Jak zrobić blurred lips? Mój sposób na zmysłowe usta
Najbardziej lubię w tym makijażu to, że nie potrzebuję do niego całego zestawu kosmetyków. Wystarczy dobrze dobrana pomadka, odrobina korektora i ewentualnie miękka konturówka. Zaczynam od przygotowania ust. Jeśli są przesuszone, delikatnie złuszczam martwy naskórek i nakładam balsam nawilżający. Nadmiar produktu usuwam chusteczką, żeby pomadka nie ślizgała się po powierzchni warg. Następnie nakładam niewielką ilość korektora wokół ust. Nie chodzi o całkowite zakrycie ich naturalnego konturu, ale o delikatne wyrównanie kolorytu skóry. Później przechodzę do najważniejszego etapu. Pomadkę aplikuję przede wszystkim na środek górnej i dolnej wargi. Nie rysuję precyzyjnej linii. Zamiast tego wklepuję pigment opuszkiem palca, kierując się stopniowo ku krawędziom ust. Można też wykorzystać niewielki, miękki pędzelek. Jeżeli zależy mi na mocniejszym efekcie, dokładam kolejną warstwę koloru na środku warg. Granice ponownie rozcieram. Właśnie ten kontrast między intensywniejszym centrum a delikatnymi brzegami sprawia, że usta wyglądają na pełniejsze. Podobną technikę opisują makijażyści cytowani przez Vogue, którzy polecają również miękkie konturówki i pędzelki o zaokrąglonej główce.
Jakie kolory pomadek wybrać na jesień 2026?
W tym sezonie postawiłabym przede wszystkim na odcienie, które kojarzą się z jesiennymi owocami, przyprawami i ciepłymi tkaninami. Pierwszym wyborem jest burgund. Głęboka wiśnia, przygaszone bordo i kolor czerwonego wina wyglądają niezwykle elegancko, ale dzięki rozmytym krawędziom nie sprawiają wrażenia ciężkiego, wieczorowego makijażu.
Drugi kierunek to brązy. Czekoladowe, karmelowe i kawowe odcienie pięknie podkreślają usta, zwłaszcza jeśli mają satynowe lub aksamitnie matowe wykończenie. Warto zwrócić uwagę także na cynamonowe czerwienie. Są cieplejsze od klasycznej czerwieni i bardzo dobrze wpisują się w jesienną paletę kolorystyczną.
Nie skreślałabym również jagodowego różu, przygaszonej maliny i delikatnego mauve, czyli różu z domieszką fioletu. To propozycje dla kobiet, które wolą subtelniejszy makijaż. Jeśli natomiast lubisz naturalny efekt, wybierz pomadkę w kolorze zbliżonym do twoich ust, ale nieco bardziej nasyconym.
Najlepiej sprawdzą się pomadki kremowe, satynowe, aksamitne i półmatowe, które łatwo rozetrzeć. Unikałabym bardzo suchych, zastygających formuł – mogą podkreślać suche skórki i utrudniać uzyskanie miękkiego wykończenia. Dobrym rozwiązaniem będą też produkty typu lip tint oraz balsamy koloryzujące.
Z czym nosić blurred lips? Nie każda stylizacja potrzebuje mocnych ust
Czy przy tym trendzie panuje pełna dowolność? W dużej mierze tak, ale warto zachować pewną harmonię. Rozmyte usta są na tyle uniwersalne, że pasują zarówno do codziennych, jak i bardziej eleganckich zestawów. Ja szczególnie lubię je w połączeniu z minimalistyczną garderobą. Burgundowe blurred lips pięknie wyglądają z czarnym golfem, wełnianą marynarką albo prostą sukienką w kolorze grafitowym. To zestawienie ma w sobie coś paryskiego i bardzo szykownego. Czekoladowe usta polecam natomiast do beżowych płaszczy, karmelowych swetrów i ubrań w odcieniach ciepłego brązu. Jeśli wybierasz malinowy róż, możesz zestawić go z szarościami, granatem, bielą czy romantyczną bluzką w kwiaty. Nie oznacza to jednak, że musisz dopasowywać kolor pomadki do ubrania. Ważniejsze jest zachowanie proporcji w całym makijażu. Przy intensywnym burgundzie postawiłabym na subtelnie podkreślone oczy i naturalną cerę. Przy delikatnym różu można pozwolić sobie na mocniejszy makijaż oka, na przykład kreskę lub przydymione brązy. Blurred lips mają jeszcze jedną zaletę: nie muszą wyglądać perfekcyjnie. Nie poprawiaj więc co chwilę konturu i nie przejmuj się, jeśli kolor nie rozkłada się idealnie symetrycznie. Właśnie w tej kontrolowanej niedoskonałości tkwi ich największy urok. Jesienią 2026 zdecydowanie zamierzam dać im szansę!