„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”, czyli prequel „Igrzysk śmierci” od niedawna dostępny jest w streamingu. Czy Rachel Zegler „kradnie show” pozostałym członkom obsady i czy faktycznie jest to najmroczniejsza część sagi? Obiecuję odpowiedzieć na te pytania bez spojlerowania.

WIDEO

player placeholder

„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”: moralność Coriolanusa Snowa

Po pierwsze i najważniejsze – nie musicie być wielkimi znawcami/znawczyniami serii, by obejrzeć ten film. „Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” na podstawie książki Suzanne Collins nie jest bezpośrednią kontynuacją sagi – jest prequelem, czyli produkcją opowiadającą o tym, co wydarzyło się przed istniejącymi już częściami.

„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” przybliżają nam postać Coriolanusa Snowa (w tej roli Tom Blyth). Jego nadrzędnym celem jest odzyskanie pozycji rodu straconej w wyniku tragicznej śmierci jego ojca. Przed rówieśnikami kreuje się na majętnego dziedzica, w rzeczywistości jego rodzina dosłownie walczy o przetrwanie. Corio, jak nazywają go bliscy, zostaje mentorem Lucy Gray Baird (Rachel Zegler), trybutki z XII Dystryktu podczas 10. Głodowych Igrzysk. Od tego momentu losy tych dwojga nierozerwalnie się splatają.

Zobacz także:

Snow to postać, której (przynajmniej na początku) chcemy kibicować, jednak właściwie nie wiemy, czy powinniśmy. Pozostaje nam więc bacznie przyglądać się jego zmaganiom, a potem spróbować je ocenić i zastanowić się, czy ktoś podobny nie znajduje się w naszym otoczeniu. Ale o tym za chwilę.

ff0d3573ed1250d5531fb82081e01e02b0db2dff-dcf9f5d
mat. dystrybutora

„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”: czyją twarz ma zło?

Czy twórcy sprostali wysokim wymaganiom fanów i fanek serii? Myślę, że na pewno ich nie zawiedli. Pokazali zupełnie nową perspektywę – Snowa jako postaci tragicznej, zawieszonej pomiędzy dobrem a złem. Wcielający się w niego Tom Blyth wypadł na tle innych aktorów zdecydowanie najlepiej. Jego Snow to z mojej perspektywy najbarwniejsza, najbardziej mroczna i najbardziej nieoczywista postać (choć rewelacyjni są także Viola Davis jako Volumnia Gaul oraz Peter Dinklage w roli Casca Highbottoma). Chcemy poznać jego historię niezależnie od tego, czy wiemy, jak się skończy. Tego samego niestety nie mogę napisać o Rachel Zegler. Jest czarująca, jednak nie powiedziałabym, że komukolwiek „skradła show”. Świetnie wypadła w scenach, w których śpiewa, w dialogowych nieco gorzej. Znacznie lepiej (choć rolę ma znacznie mniejszą) wypadła Hunter Schafer, wcielająca się w postać Tigris Snow.

Bez wątpienia jednak cały zespół aktorski tworzy całość, za co zdecydowanie należy docenić reżyserów castingu. Między bohaterami dramatu widać chemię, szczególnie w duecie Tom Blyth - Peter Dinklage. Jeśli panowie będą mieli jeszcze okazję zagrać razem, z przyjemnością to zobaczę.

Najmroczniejsze „Igrzyska śmierci”?

Prequel „Igrzysk śmierci” to opowieść o tym, do czego może posunąć się człowiek i co jest w stanie znieść. „Ballada ptaków i węży” zostawia nas z poczuciem, że jesteśmy odpowiedzialni za zło tego świata, że nasze postępowanie i to, jakie podejmujemy decyzje wynika z traum, które w sobie nosimy. Nikt przecież nie rodzi się potworem. Każdy z bohaterów jest „dzieckiem wojny”, jednak w każdym rezonuje ona zupełnie inaczej. Jednych zmienia w drapieżników, innych w ofiary. To nic odkrywczego, jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, jak bliski rzeczywistości jest ten podział.

Poprzednie części „Igrzysk” niosą nadzieję – w „Balladzie ptaków i węży” próżno jej szukać. Każdy z trzech aktów ogarnia mrok, wyzwala strach zmieszany z żalem. Jeśli więc jesteście szczególnie wrażliwe/wrażliwi, film może wywołać u was pewien rodzaj dyskomfortu. Jeśli natomiast jesteście fanami/fankami serii, seans zakończycie z poczuciem, że wreszcie otrzymaliście brakujący element układanki.

„Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” – gdzie obejrzeć?

Film „Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” dostępny jest na Amazon Prime Video.

watch


„Chłopi” to nie była moja ulubiona lektura, w filmie zakochałam się bez pamięci [recenzja]

„Chłopi” zinterpretowani przez Welchmanów całkowicie zmienili moje postrzeganie tego klasycznego utworu Reymonta. Dopiero po latach zrozumiałam, jak ważna jest ich obecność w polskiej kulturze.

kadr z filmu „Chłopi”