Nie pamiętam, ile razy obejrzałam „W rytmie hip-hopu”. Pamiętam za to Julię Stiles w szerokich spodniach, klubowe sceny, treningi Sary i Dereka i oczywiście finałowy taniec. Dla trzynastoletniej mnie ten film miał wszystko. Dziś widzę w nim przede wszystkim kapsułę czasu z początku lat 2000. – ubrania, muzykę, młodziutką Kerry Washington i Julię Stiles w okresie, kiedy była jedną z najważniejszych twarzy kina dla nastolatków. Aż trudno uwierzyć, że od polskiej premiery minęło już ćwierć wieku.

WIDEO

player placeholder

Sara traci mamę i razem z nią swoje największe marzenie

Sara Johnson ma 17 lat i od dawna wie, czego chce. Tańczy balet i marzy o dostaniu się do prestiżowej Juilliard School. Wszystko zmienia się w dniu ważnego przesłuchania. Jej matka, która spieszy się, żeby zobaczyć występ córki, ginie w wypadku samochodowym. Sara obwinia się o tragedię, rezygnuje z baletu i przeprowadza się do Chicago, gdzie zamieszkuje z ojcem, z którym wcześniej nie była szczególnie blisko. Zostawia za sobą nie tylko dom, ale też życie, które miało wyglądać zupełnie inaczej.

Potem poznaje Dereka i zaczyna tańczyć zupełnie inaczej

W nowej szkole Sara zaprzyjaźnia się z Chenille, która wprowadza ją do swojego świata i przedstawia bratu. Derek jest ambitny, chce studiować medycynę i próbuje odciąć się od problemów, w które wikłają się niektórzy z jego znajomych. Jest też świetnym tancerzem. To on zaczyna uczyć Sarę hip-hopu i pomaga jej przygotować choreografię, w której jej baletowe doświadczenie spotyka się z zupełnie innym sposobem poruszania. Między kolejnymi treningami rodzi się uczucie, a Sara powoli odzyskuje również odwagę, żeby ponownie pomyśleć o Juilliard.

Zobacz także:

Miałam 13 lat i oczywiście byłam zakochana w tej historii

Dzisiaj patrzę na relację Sary i Dereka inaczej niż jako nastolatka, ale wtedy kupowałam ją w całości. Ona pojawia się w zupełnie nowym miejscu i próbuje zacząć od początku. On pomaga jej wrócić do czegoś, co po śmierci mamy wydawało się definitywnie stracone. Do tego dochodzą taniec, muzyka i wszystkie komplikacje, które sprawiają, że ich związek nie jest mile widziany przez część otoczenia. Dla trzynastolatki był to dokładnie ten rodzaj filmowego romansu, który później oglądało się jeszcze raz. I jeszcze raz.

Julia Stiles była wtedy jedną z twarzy mojego pokolenia

„W rytmie hip-hopu” pojawiło się zaledwie dwa lata po „Zakochanej złośnicy”, która zrobiła z Julii Stiles jedną z najbardziej rozpoznawalnych młodych aktorek tamtego okresu. Co ciekawe, właśnie ten wcześniejszy film pomógł jej dostać rolę Sary. Reżyser Thomas Carter zwrócił uwagę na Stiles po scenie tańca na stole w „Zakochanej złośnicy”. Do „W rytmie hip-hopu” aktorka musiała przygotować się znacznie intensywniej i trenowała zarówno balet, jak i choreografie hip-hopowe.

Dzisiaj oglądam Kerry Washington i myślę: przecież ona była wtedy taka młoda

Chenille gra Kerry Washington i powrót do filmu po latach daje jeszcze jedną przyjemność: można zobaczyć ją na samym początku wielkiej kariery. „W rytmie hip-hopu” było jej pierwszą dużą rolą filmową. Później przyszły „Ray”, „Ostatni król Szkocji”, „Django”, a przede wszystkim Olivia Pope w „Skandalu”. W 2001 roku była jednak Chenille – przyjaciółką Sary i siostrą Dereka, która miała własne problemy i zdecydowanie więcej do powiedzenia, niż początkowo mogło się wydawać.

Ten film był naprawdę ogromnym hitem

Moje nastoletnie przywiązanie do „W rytmie hip-hopu” zdecydowanie nie było wyjątkiem. Film kosztował około 13 mln dolarów, a według Box Office Mojo zarobił na świecie ponad 131,7 mln dolarów. W samych Stanach Zjednoczonych wpływy przekroczyły 91 mln. To był ogromny sukces jak na młodzieżowy dramat romantyczny o tańcu, a kilka lat później powstała nawet kontynuacja. „W rytmie hip-hopu 2” nie miało już jednak Julii Stiles i Seana Patricka Thomasa w głównych rolach.

Po 25 latach ten film jest czystą kapsułą czasu

Najciekawsze w powrocie do takich filmów nie jest nawet sprawdzanie, czy dobrze się zestarzały. „W rytmie hip-hopu” momentami bardzo wyraźnie przypomina, że powstało w 2001 roku. Widać to w ubraniach, słychać w muzyce i czuć w sposobie, w jaki nakręcono młodzieżowy romans. I właśnie dlatego tak dobrze uruchamia wspomnienia. Kiedy miało się 13 lat, nie analizowało się scenariusza ani tego, czy wszystkie wątki zostały odpowiednio poprowadzone. Czekało się na Dereka, Sarę, kolejną scenę taneczną i oczywiście finał.

Na Filmwebie wciąż ma dziesiątki tysięcy ocen

„W rytmie hip-hopu” nie zniknęło razem z modą na młodzieżowe filmy z początku wieku. Na Filmwebie produkcję oceniło już około 45 tys. użytkowników, a jej średnia wynosi 6,7/10. Polska premiera kinowa odbyła się 25 maja 2001 roku. To oznacza, że w tym roku od momentu, kiedy Sara i Derek pojawili się w naszych kinach, mija dokładnie 25 lat.

„W rytmie hip-hopu” jest teraz na Netfliksie

I właśnie dlatego moment na powrót jest wyjątkowo dobry. „W rytmie hip-hopu” można obecnie oglądać na Netfliksie w Polsce. Film trwa niespełna dwie godziny, a w głównych rolach występują Julia Stiles, Sean Patrick Thomas i Kerry Washington. Dla mnie ta emisja to dodatkowy test: chcę sprawdzić, ile scen naprawdę pamiętam po 25 latach i czy finał nadal uruchamia dokładnie te same wspomnienia. Niektórych filmów nie ogląda się po latach tylko dla fabuły, ale również po to, żeby na chwilę przypomnieć sobie siebie z czasów, kiedy widziało się je pierwszy raz.

W rytmach hip hopu
Fot. materiały prasowe