Na papierze „Historie równoległe” wyglądają jak bardzo francuski seans: pisarka w Paryżu, sąsiedzi za oknem, literacka fikcja wkraczająca w życie. A potem zaglądam w szczegóły i robi się zaskakująco swojsko – inspiracja kultowym polskim filmem o podglądaniu zza okna, w napisach Krzysztof Piesiewicz, muzyka Zbigniewa Preisnera i Maciej Musiał po stronie producentów. Do tego Isabelle Huppert na miejscu kogoś, kto patrzy na innych trochę jak kiedyś bohater słynnej polskiej historii, oraz Vincent Cassel i Pierre Niney rozpisani na równoległe wersje tej samej postaci. To konfiguracja, przy której trudno wzruszyć ramionami, zwłaszcza jeśli lubicie wyłapywać polskie ślady w głośnych europejskich projektach.
WIDEO…
O czym są „Historie równoległe”?
Główną bohaterką „Historii równoległych” jest Sylvie, pisarka grana przez Isabelle Huppert. Mieszka samotnie w Paryżu, a jej mieszkanie ma widok jak z kina: prosto na okna sąsiadów po drugiej stronie ulicy. Z początku to zwykłe patrzenie – kto kiedy wraca, kto z kim się kłóci, kto siada wieczorem z kieliszkiem wina. Z czasem obserwacja zamienia się w materiał do książki. Sylvie wybiera kilka osób, dopisuje im przeszłość, charakter, relacje, robi z nich bohaterów swojego rękopisu. Rzeczywistość staje się szkicem, resztę wypełnia wyobraźnia. W tym momencie do jej życia wchodzi Adam (Adam Bessa), młody mężczyzna zatrudniony do pomocy. Zainteresowanie, jakie okazuje rękopisowi, sprawia, że to, co Sylvie widzi, i to, co zapisuje, zaczyna się niebezpiecznie mieszać. Farhadi układa z tego historię o dwóch planach – codziennej rzeczywistości za oknem i świecie powstającej powieści. Virginie Efira gra tu Annę i Nitę, Vincent Cassel – Pierre’a i Nicolasa, a Pierre Niney – Christophe’a i Théo. Te podwójne role są kluczem do konstrukcji filmu: jedna twarz, dwa życia, oryginał i jego literacka wersja.
Inspiracją był kultowy polski film o podglądaniu zza okna
Polskie źródło tego pomysłu jest bardzo konkretne, nawet jeśli Farhadi wprost nie wywiesza tytułu na plakacie. „Historie równoległe” wyrastają z jednego z najsłynniejszych polskich filmów, w którym młody mężczyzna obserwuje przez okno mieszkającą naprzeciwko kobietę, a niewinna podglądacka rutyna przeradza się w coś dużo bardziej intensywnego. Zamiast przenosić tamtą opowieść scena po scenie do Paryża, Farhadi bierze przede wszystkim punkt wyjścia: człowieka, który z bezpiecznej odległości zagląda w czyjeś życie, i moment, w którym ta odległość przestaje istnieć. U niego obserwatorką jest dojrzała pisarka, a zamiast romansu czy obsesji na pierwszy plan wychodzi temat autorstwa: na ile twórca ma prawo korzystać z realnych ludzi jako tworzywa, gdzie biegnie granica między inspiracją a zawłaszczeniem, co się dzieje, gdy ktoś z „drugiej strony okna” rozpozna siebie na kartkach rękopisu. Dla polskiego widza znajomość pierwowzoru dodaje tu dodatkową warstwę – można bawić się w porównywanie rozwiązań, ale też zobaczyć, jak bardzo ta sama sytuacja otwiera inne pytania w różnych czasach i krajach.
Maciej Musiał doprowadził projekt do skutku po latach
Największe zaskoczenie? To, że jednym z producentów wykonawczych jest Maciej Musiał, do tej pory kojarzony bardziej z planu niż z zaplecza. Aktor opowiadał, że od momentu kupienia praw do historii minęło sześć–siedem lat, zanim „Historie równoległe” faktycznie stanęły na nogi. W tym czasie projekt przeszedł całą drogę: od pierwszego pomysłu inspirowanego polskim klasykiem, przez rozmowy z Farhadim, po zbudowanie koprodukcji europejskich firm i obsadzenie ról nazwiskami takimi jak Huppert, Cassel, Efira, Niney czy Deneuve. Drugim producentem wykonawczym jest Krzysztof Piesiewicz – współtwórca pierwowzoru, który zmarł 14 maja 2026 roku. Jego obecność zamyka pewien krąg: scenarzysta polskiego filmu o podglądaniu zza okna uczestniczy w przeniesieniu motywu do współczesnego Paryża. Scenariusz „Historii równoległych” napisali Asghar Farhadi i Saeed Farhadi, a całość powstała jako międzynarodowa produkcja rozgrywająca się we francuskich realiach.
Isabelle Huppert, Vincent Cassel, Pierre Niney i Catherine Deneuve w jednej obsadzie
Isabelle Huppert wciela się w Sylvie, pisarkę, od której spojrzenia i decyzji wszystko się zaczyna. Adam Bessa gra tytułowego Adama, który wchodzi w jej orbitę i w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać, w jakim stopniu staje się bohaterem cudzej książki. Virginie Efira, Vincent Cassel i Pierre Niney mają najbardziej formalnie „zakręcone” zadanie, bo każdy z nich pojawia się w podwójnej roli – jako postać z realnego świata i jej odpowiednik w literackiej fikcji. Ten zabieg nie jest czystą zabawą formą, tylko czymś, co buduje cały koncept filmu: jedna twarz, dwa życia, dwie wersje tego samego człowieka. W obsadzie jest też Catherine Deneuve jako Céline, wydawczyni Sylvie, co dodaje całości bardzo klasycznego francuskiego ciężaru gatunkowego. To ten typ zestawu, który sam w sobie potrafi przyciągnąć do sali kinowej, nawet jeśli normalnie omijacie „artystyczne dramaty o pisarzach”.
Zbigniew Preisner i francuska ekipa po drugiej stronie kamery
Na tym polskie tropy się nie kończą. Za muzykę odpowiada Zbigniew Preisner, od lat kojarzony z filmami Krzysztofa Kieślowskiego, w tym z projektem, który zainspirował Farhadiego. Sam fakt, że Preisner komponuje do obrazu rozwijającego motyw z polskiego klasyka, jest już mocnym symbolicznym łącznikiem między tamtym kinem a nową historią. Po francuskiej stronie ekipy mamy Guillaume’a Deffontainesa za kamerą, Hayedeh Safiyari przy montażu i Emmanuelle Duplay odpowiedzialną za scenografię. „Historie równoległe” trwają około 140 minut, co daje Farhadiemu sporo przestrzeni na budowanie obu planów, tego za oknem i tego w rękopisie, oraz na subtelne różnicowanie wizualne między światem realnym a światem, który rodzi się w głowie Sylvie.
„Historie równoległe” miały premierę w Cannes
Światowy pokaz filmu odbył się 14 maja 2026 roku na festiwalu w Cannes, w samym centrum programu – w konkursie głównym. „Historie równoległe” rywalizowały o Złotą Palmę, co automatycznie ustawiło je w gronie najważniejszych tytułów sezonu z perspektywy kina autorskiego. Dla Farhadiego był to już piąty konkursowy tytuł po „Przeszłości”, „Kliencie”, „Wszyscy wiedzą” i „Bohaterze”. Do tego dochodzą dwa Oscary za film międzynarodowy, Złoty Niedźwiedź za „Rozstanie” i nagroda za scenariusz w Cannes za „Klienta”, więc „Historie równoległe” wchodzą do obiegu z naprawdę mocnym zapleczem. Na Rotten Tomatoes film ma obecnie 20 proc. pozytywnych recenzji na podstawie 30 tekstów krytyków, co czyni z niego jeden z bardziej dyskutowanych tytułów w dorobku reżysera – idealny kandydat do tego, żeby polska publiczność sama oceniła, po której stronie tego sporu stoi.
Kiedy zobaczymy „Historie równoległe” w Polsce?
Polska premiera „Historii równoległych” została zaplanowana na 14 sierpnia 2026 roku, a za dystrybucję odpowiada Monolith Films. Na ten moment film pozostaje tytułem zapowiedzianym na duży ekran – nie ma jeszcze informacji o jego obecności w katalogach polskich serwisów VOD. Dla widzów to oznacza jedno: jeśli chcecie przekonać się, jak Farhadi gra motywem z kultowego polskiego klasyka, jak brzmi Preisner w paryskim entourage’u i jak Isabelle Huppert zamienia podglądanie sąsiadów w literacki eksperyment, trzeba będzie zaznaczyć sobie w kalendarzu datę sierpniowej premiery.























