Operacja Overlord” zaczyna się jak rasowe kino wojenne: amerykańscy spadochroniarze lecą nad okupowaną Francję, by na kilka godzin przed D-Day wysadzić niemiecki nadajnik w kościele. Kiedy jednak szeregowiec Boyce (Jovan Adepo) i kapral Ford (Wyatt Russell) schodzą pod ziemię, trafiają do tajnego laboratorium, gdzie naziści testują serum zmieniające ludzi w nieludzkich żołnierzy. Julius Avery miesza tu film wojenny, horror i kino akcji, a w obsadzie pojawiają się też Mathilde Ollivier i Pilou Asbæk. Produkowany przez J.J. Abramsa tytuł nie stał się hitem box office’u, ale zebrał dobre recenzje i dziś uchodzi za jedną z ciekawszych gatunkowych wariacji na temat II wojny światowej.

WIDEO

player placeholder

O czym opowiada „Operacja Overlord”?

„Operacja Overlord” startuje w czerwcu 1944 roku, kilka godzin przed aliancką inwazją na Normandię. Grupa amerykańskich spadochroniarzy ma bardzo konkretne zadanie: zniszczyć niemiecki nadajnik radiowy zainstalowany na wieży kościoła w małej francuskiej wiosce, żeby nie utrudniał łączności wojskom lądującym na plażach. Samolot oddziału dostaje się jednak pod ciężki ostrzał, część żołnierzy ginie jeszcze w powietrzu, a na ziemię spada zaledwie garstka – wśród nich szeregowiec Boyce (Jovan Adepo) i twardy, bezkompromisowy kapral Ford (Wyatt Russell). Na miejscu poznają Chloe (Mathilde Ollivier), młodą Francuzkę mieszkającą z małym bratem i chorą ciotką tuż pod nosem niemieckiego garnizonu. Okazuje się, że naziści wykorzystują kościół nie tylko jako punkt strategiczny – pod budynkiem znajduje się rozległe laboratorium, w którym prowadzone są eksperymenty na miejscowej ludności. Celem jest stworzenie „tysiącletnich żołnierzy” – przerażająco odpornych, zdeformowanych istot, których nie da się zabić w zwyczajny sposób. Od tej chwili misja Boyce’a i Forda nie polega już tylko na wysadzeniu nadajnika, ale też na powstrzymaniu czegoś, co wykracza daleko poza typowy wojenny rozkaz.

Początek to pełnokrwiste kino wojenne, dopiero potem zaczyna się horror

To, co mnie w „Operacji Overlord” totalnie zaskoczyło, to jak długo film gra według zasad kina wojennego. Pierwsza duża sekwencja – przelot samolotu nad Francją, turbulence, ostrzał, chaos na pokładzie, desperacki skok spadochroniarzy – wygląda jak coś wyjętego z poważnego dramatu o II wojnie. Avery dba o detale: nerwowe rozmowy w samolocie, napięcie przed skokiem, dezorientację po lądowaniu w nocy w lesie pełnym min i niemieckich patroli. Mamy klasyczny motyw małego oddziału odciętego od reszty wojsk, który musi przedrzeć się przez okupowaną wioskę i wykonać misję, zanim zacznie się lądowanie. Dopiero kiedy Boyce trafia do podziemi kościoła i dosłownie zderza się z tym, co naziści robią z ciałami ludzi, film zjeżdża w stronę krwawego horroru i body horroru. Rotten Tomatoes klasyfikuje „Operację Overlord” jednocześnie jako horror, thriller i film akcji, a krytycy w konsensusie podkreślają właśnie to płynne przejście: od „Saving Private Ryan light” do koszmaru rodem z komiksu o nazistowskich eksperymentach.

Zobacz także:

J.J. Abrams i Bad Robot stoją za tą wojenną jazdą bez trzymanki

Nazwisko J.J. Abramsa potrafi mnie zarówno zachęcić, jak i trochę przestraszyć, bo jego projekty miewają bardzo różny kaliber. Tutaj działał jako producent razem z Lindsey Weber, a za „Operacją Overlord” stoi jego firma Bad Robot, ta sama, która odpowiadała za „Cloverfield”, „Zagubionych” i nowe „Gwiezdne wojny”. Przed premierą pojawiały się plotki, że film będzie kolejną odsłoną uniwersum „Cloverfield” – na bardzo wczesnym etapie faktycznie rozważano takie połączenie, ale ostatecznie „Overlord” wszedł do kin jako samodzielny tytuł, bez żadnych fabularnych mostów do wspomnianej serii. To wbrew pozorom działa na jego korzyść, bo nie trzeba znać żadnych poprzednich części ani szukać na siłę „easter eggów”. Wystarczy przyjąć, że Abrams zrobił to, co umie najlepiej: dopilnował, żeby film miał gatunkową energię, porządne efekty i kilka scen, po których chce się odsunąć kubek z herbatą trochę dalej od ekranu.

Jovan Adepo i Wyatt Russell grają żołnierzy z zupełnie innym kompasem moralnym

Mam alergię na wojenne filmy, w których wszyscy w mundurach zlewają się w jedną masę, więc tutaj od razu doceniłam, że Boyce i Ford nie są kolejnymi „typami z plutonu”. Jovan Adepo gra żołnierza, który mimo frontowej rzeczywistości cały czas reaguje na to, co dzieje się z cywilami – kiedy widzi, co naziści robią w podziemiach kościoła, nie jest w stanie przejść nad tym do porządku dziennego i traktować ludzi jak element „terenu działań”. Wyatt Russell jako Ford działa zupełnie inaczej: pilnuje rozkazu, nie rozdrabnia się na dylematy i jest gotów podjąć bardzo ostre decyzje, jeśli mają przybliżyć oddział do wykonania misji przed D-Day. Ich relacja to ciągłe ścieranie się dwóch sposobów myślenia o wojnie, a nie proste starcie „miękkiego idealisty z twardzielem”. Pilou Asbæk dokłada do tego bardzo nieprzyjemną charyzmę w roli oficera Wafnera, który jest tu dokładnie tak niepokojący, jak można się spodziewać po „złym z nazistowskiego laboratorium”. Mathilde Ollivier jako Chloe dostaje pełnokrwistą postać – dziewczynę, która oprócz opieki nad rodziną ma jeszcze własne rachunki do wyrównania z okupantami. John Magaro, Iain De Caestecker i Bokeem Woodbine domykają ekipę tak, że ten oddział wygląda jak realna grupa ludzi, a nie anonimowy zestaw mundurów.

Prawdziwa Operacja Overlord i fikcyjne laboratorium pod kościołem

Tytuł nie pojawia się znikąd – Operacja Overlord to rzeczywista kryptonim alianckiej ofensywy, której kulminacją był D-Day 6 czerwca 1944 roku. Film osadza akcję właśnie w tej nocy, kiedy tysiące żołnierzy wojsk powietrznodesantowych zostało zrzuconych nad Francją, żeby zabezpieczyć teren przed desantem morskim. Associated Press przytacza szacunki, według których około 1200 samolotów przewiozło ponad 23 tys. spadochroniarzy. Ten historyczny kontekst jest w „Overlordzie” potraktowany serio – skala operacji, chaos na niebie, lądowanie za liniami wroga to wszystko ma oparcie w realnych działaniach. Ale cały wątek tajnego laboratorium, serum, które ma zamieniać mieszkańców w superżołnierzy, i zdeformowanych ciał jest już czystą fikcją. To alternatywna wersja historii, która zakłada, że nazistowskie obsesje na punkcie „idealnych żołnierzy” przybrały formę koszmarnego programu naukowego ukrytego pod niepozornym kościołem.

Horror miesza się tu z alternatywną historią II wojny światowej

Billy Ray (ma na koncie m.in. „Kapitan Phillips”) i Mark L. Smith („Zjawa”) napisali scenariusz, który nie próbuje udawać lekcji historii. Wykorzystują znany moment II wojny jako punkt wyjścia, ale później skręcają w stronę czystego horroru: klaustrofobiczne korytarze, szklane komory z ciałami, przerażające dźwięki dobiegające zza stalowych drzwi. Kiedy bohaterowie zaczynają rozumieć, co naziści robią z mieszkańcami wioski, film przechodzi w body horror z elementami zombie movie – tyle że zamiast klasycznych nieumarłych mamy tu „ulepszonych” ludzi, którzy nie chcą umrzeć, nawet jeśli zostali postrzeleni czy powieszeni. To sprawia, że „Operacja Overlord” trafia do trochę innej widowni niż standardowe filmy wojenne: jeśli dotąd omijały was produkcje o II wojnie, ale lubicie mocne, gatunkowe rzeczy, tu możecie się odnaleźć zaskakująco szybko.

Krytycy i widzowie przyjęli „Operację Overlord” lepiej, niż sugerowałby gatunek

Patrząc na plakat z nazistowskim orłem i krwią, spodziewałam się raczej filmu, który krytycy zjedzą na śniadanie, a tu proszę – na Rotten Tomatoes „Operacja Overlord” ma 82 proc. pozytywnych recenzji na 225 tekstów. Czyli nie jest to „ukochany klasyk”, ale zdecydowanie bardziej doceniona produkcja, niż sugerowałby opis „horror o nazistowskich eksperymentach”. Ocena widzów jest niższa, 68 proc., a na Metacritic film dostał 60/100 na podstawie 28 recenzji, co oznacza „mieszane lub średnie opinie”. Wiele tekstów podkreśla, że film działa najlepiej, kiedy trzyma się prostego, intensywnego schematu: misja, odkrycie laboratorium, eskalacja koszmaru. Tam, gdzie widzowie bywają mniej entuzjastyczni, to tempo drugiej połowy i poziom przesady w finale – ale jeśli akceptujecie konwencję krwawego horroru, raczej nie będzie to przeszkodą.

Budżet 38 mln dolarów i skromny wynik w kinach

Tu dochodzimy do paradoksu „Overlorda”: dobre recenzje nie zamieniły się w wielki sukces finansowy. Budżet filmu wynosił około 38 mln dolarów, a według danych The Numbers światowe wpływy z kin to ok. 41,7 mln dolarów, z czego 21,7 mln przypadło na Stany Zjednoczone. To znaczy, że obraz ledwo przekroczył próg budżetu produkcyjnego, nawet nie dotykając kosztów marketingu i dystrybucji. Innymi słowy – nie był to typowy „flop”, ale też z pewnością nie film, który studia będą wspominać jako złotą żyłę. I pewnie dlatego sporo osób odkrywa go dziś dopiero na VOD, zamiast pamiętać jako głośną premierę z kin.

Gdzie obejrzeć „Operację Overlord”?

„Operację Overlord” można obecnie obejrzeć w ramach abonamentu na Netfliksie oraz SkyShowtime. Film jest też dostępny w modelu wypożyczenia i zakupu cyfrowego m.in. w MEGOGO, Pilot WP, Chili, Apple TV, Rakuten TV, Prime Video i Playerze, przy czym ceny jednorazowego dostępu zaczynają się mniej więcej od 8,99–9,99 zł (w zależności od platformy). Netflix oferuje dostęp do filmu w ramach pakietów od 33 zł miesięcznie, a SkyShowtime od 24,99 zł. Warto pamiętać, że katalogi i ceny usług VOD potrafią się zmieniać, więc przed seansem najlepiej rzucić okiem na aktualne oferty konkretnych serwisów.

Operacja Overload
Fot. materiały prasowe

Operacja Overload
Fot. materiały prasowe