Po „Dniu świra” i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” Marek Koterski nakręcił film, w którym prawie wszystko rozgrywa się podczas jazdy samochodem. Nie ma tu wielkiej przygody ani romantycznej historii. Są dwaj faceci, którzy z ogromną pewnością siebie tłumaczą sobie, jakie są kobiety i dlaczego tak trudno się z nimi dogadać. Sęk w tym, że im dłużej rozmawiają, tym bardziej wychodzą na jaw ich własne uprzedzenia. Reżyser zostawia widzowi sporo miejsca na interpretację, bo nie każda wypowiedź bohaterów ma być traktowana dosłownie.
WIDEO…
„Baby są jakieś inne”. O czym opowiada film Marka Koterskiego?
Dwóch mężczyzn jedzie samochodem i rozmawia. Tematy zmieniają się co chwilę, ale większość z nich prędzej czy później prowadzi do kobiet. Bohaterowie komentują ich wygląd, zachowanie, sposób ubierania się, mówienia i podejmowania decyzji. Potrafią godzinami rozwodzić się nad szczegółami, których ktoś inny nawet by nie zauważył. Raz są zgodni, za moment jeden podważa zdanie drugiego, a niewinna uwaga zamienia się w kolejną sprzeczkę. Właśnie tak wygląda znaczna część „Bab są jakieś inne”. Nie znajdziemy tu tradycyjnej fabuły z wyraźnie zarysowanym konfliktem i rozwiązaniem. Koterski pozwala swoim bohaterom mówić, a z ich rozmowy stopniowo wyłania się obraz mężczyzn, którzy mają gotową opinię niemal na każdy temat. Najzabawniejsze bywa to, jak łatwo zaprzeczają samym sobie, nawet tego nie zauważając. Choć tytuł wskazuje na kobiety, to właśnie męscy bohaterowie są tutaj poddawani najdokładniejszej obserwacji.
Robert Więckiewicz i Adam Woronowicz. Bez nich ta komedia wyglądałaby zupełnie inaczej
Przez większość seansu widz obserwuje dwóch aktorów siedzących obok siebie w samochodzie. To spore wyzwanie, bo trudno utrzymać zainteresowanie publiczności samą rozmową, zwłaszcza gdy trwa ona niemal przez cały film. Robert Więckiewicz i Adam Woronowicz radzą sobie jednak z tym zadaniem znakomicie. Jeden potrafi rzucić uwagę, która wydaje się kompletnie niedorzeczna, a drugi natychmiast ją podchwytuje i rozwija w jeszcze bardziej zaskakującym kierunku. Czasami wystarczy spojrzenie, zmiana tonu albo chwila milczenia, żeby zwykłe zdanie nabrało komicznego znaczenia. Aktorzy nie próbują też na siłę pokazywać, że ich bohaterowie są zabawni. Przeciwnie, grają ludzi święcie przekonanych o słuszności własnych obserwacji. Dzięki temu rozmowa przypomina momentami autentyczną wymianę zdań między znajomymi, którzy od dawna powtarzają te same historie i wciąż potrafią się o nie pokłócić.
Twórca „Dnia świra” tym razem wziął na celownik męskie uprzedzenia
Kto zna „Dzień świra”, ten szybko rozpozna w „Babach są jakieś inne” charakterystyczny sposób pisania dialogów przez Marka Koterskiego. Bohaterowie przywiązują ogromną wagę do drobiazgów, irytują się rzeczami, które dla innych nie mają znaczenia, i z uporem wracają do tych samych tematów. Podobnie jak Adaś Miauczyński, są przekonani, że to otaczający ich świat stanowi główny problem. Różnica polega na tym, że w tej komedii niemal wszystkie pretensje kierują pod adresem kobiet. Można odnieść wrażenie, że rozmówcy naprawdę wierzą w swoje teorie, nawet kiedy wzajemnie się wykluczają. Koterski pokazuje, jak łatwo pojedyncze doświadczenie zamienić w opinię o całej grupie ludzi. Bohaterowie nie zastanawiają się, czy ich wnioski mają sens. Znacznie ważniejsze jest dla nich to, żeby drugi mężczyzna przyznał im rację. W rezultacie rozmowa o kobietach coraz bardziej przypomina opowieść o męskich kompleksach.
Dlaczego „Baby są jakieś inne” po 15 latach mogą budzić jeszcze większe emocje?
W 2011 roku widzowie oglądali tę komedię w zupełnie innym kontekście społecznym niż dzisiaj. Obecnie znacznie więcej mówi się o stereotypach dotyczących płci, seksistowskich żartach i sposobie przedstawiania kobiet w filmach. Nic więc dziwnego, że część dialogów z „Bab są jakieś inne” może dziś wywoływać mieszane reakcje. Jedni zobaczą w nich trafną karykaturę mężczyzn, którzy nie potrafią poradzić sobie z własnymi frustracjami. Inni uznają, że słuchanie przez kilkadziesiąt minut krzywdzących opinii jest po prostu męczące. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jak reżyser przedstawia swoich bohaterów. Nie są oni ekspertami od relacji damsko-męskich, choć bardzo chcieliby za takich uchodzić. Ich wypowiedzi często zdradzają więcej niewiedzy niż doświadczenia. Właśnie dlatego film można odczytać jako satyrę na pewien typ męskiego myślenia, a nie zbiór porad czy prawd o kobietach. Nie oznacza to oczywiście, że każdy żart musi się wszystkim podobać.
W tej komedii prawie nic się nie dzieje i to właśnie... zaskakuje
Osoby przyzwyczajone do polskich komedii opartych na pomyłkach, romansach i niespodziewanych wydarzeniach mogą być „Babami są jakieś inne” mocno zaskoczone. Tutaj przez znaczną część filmu oglądamy dwóch mężczyzn siedzących w samochodzie i słuchamy ich rozmowy. Niektóre wątki wracają po kilka razy, inne urywają się nagle, gdy bohaterom przyjdzie do głowy kolejna uwaga. Wiele dowcipów wynika z samego języka, charakterystycznych powtórzeń, dziwnych skojarzeń i sposobu, w jaki rozmówcy przekręcają sens własnych wypowiedzi. To humor bardzo bliski wcześniejszym filmom Koterskiego, ale tym razem podany w wyjątkowo skoncentrowanej formie. Reżyser nie próbuje urozmaicać historii na siłę. Zamiast tego sprawdza, jak daleko można poprowadzić rozmowę, w której każdy kolejny argument jest bardziej absurdalny od poprzedniego. Dla części widzów będzie to świetna zabawa, inni mogą szybko poczuć znużenie. Trudno jednak odmówić tej produkcji oryginalności, szczególnie na tle bardziej konwencjonalnych polskich komedii.
„Baby są jakieś inne” na Prime Video. Gdzie obejrzeć film online?
„Baby są jakieś inne” można obejrzeć na Prime Video, ale film nie jest dostępny bez dodatkowych opłat w podstawowym abonamencie. Znajduje się w ofercie kanału „Dobre, bo polskie”, którego cena wynosi 7,99 zł. Można też zdecydować się na jednorazowe wypożyczenie lub zakup filmu na Prime Video, gdzie ceny zaczynają się od 7,99 zł. Inną możliwością jest CANALVOD, w którym wypożyczenie kosztuje 7,99 zł. Produkcja znajduje się również w ofercie Play Now, gdzie za wypożyczenie trzeba zapłacić 10 zł. Takie opcje oglądania podaje Filmweb, przy czym ceny i dostępność mogą z czasem ulec zmianie. Jeśli pamiętacie „Dzień świra” i lubicie charakterystyczny humor Koterskiego, warto sprawdzić, jak wypada jego komedia z Więckiewiczem i Woronowiczem. Zwłaszcza że po latach niektóre dialogi mogą wywołać zupełnie inne reakcje niż podczas pierwszego seansu.