Pomysł brzmi niemal jak gotowy materiał na farsę. Matka Aleksa budzi się ze śpiączki i nie wie, że w czasie, gdy była nieprzytomna, runął mur berliński, a NRD zaczęło znikać na jej oczach. Lekarze ostrzegają, że silny wstrząs może być dla niej niebezpieczny, więc syn postanawia oszczędzić jej prawdy. Odtwarza w mieszkaniu stary świat, poluje na produkty z NRD, a kiedy rzeczywistość zaczyna coraz mocniej wdzierać się do środka, wymyśla coraz bardziej absurdalne sposoby, żeby ją wyjaśnić. I właśnie wtedy „Good Bye, Lenin!” jest najlepszy – zabawny, trochę gorzki i bardzo ludzki.

WIDEO

player placeholder

Alex próbuje ukryć przed matką, że NRD właśnie przestało istnieć

Berlin Wschodni, jesień 1989 roku. Christiane Kerner jest mocno przywiązana do NRD i socjalistycznego porządku. Po poważnym zawale zapada w śpiączkę, a kiedy kilka miesięcy później odzyskuje przytomność, trafia właściwie do innego kraju. Mur berliński upadł, ulice zmieniają się w błyskawicznym tempie, pojawiają się zachodnie marki, a stary system odchodzi do historii. Christiane o niczym nie wie. Alex słyszy od lekarzy, że kolejny silny wstrząs może zagrozić jej życiu, dlatego postanawia urządzić jej małą prywatną NRD. Zaczyna od mieszkania i starych opakowań po produktach, ale szybko okazuje się, że ukrycie przemian zachodzących za oknem wymaga znacznie większej fantazji.

Daniel Brühl jest powodem, dla którego tak bardzo kocham ten film

Alex w jego wykonaniu jest jednocześnie zabawny, zagubiony, uparty i kompletnie bezradny wobec skali kłamstwa, które sam stworzył. Daniel Brühl nie gra go jak bohatera, który ma wszystko pod kontrolą. Wręcz przeciwnie – im bardziej Alex próbuje chronić matkę, tym bardziej jego plan wymyka mu się z rąk. Brühl miał około 25 lat, kiedy „Good Bye, Lenin!” trafił do kin, i właśnie ta rola stała się jednym z najważniejszych momentów jego wczesnej kariery. Dostał za nią Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego aktora, a niedługo później zaczęły pojawiać się kolejne duże role poza Niemcami. Ja mam do niego słabość właśnie od Aleksa.

Zobacz także:

Najlepsze są jego coraz bardziej absurdalne pomysły

Odtworzenie starego wystroju mieszkania to dopiero początek. Alex szuka produktów, które zniknęły ze sklepów, przekłada nowe jedzenie do starych opakowań i razem z przyjacielem Denisem zaczyna produkować własne wydania wiadomości. Kiedy za oknem pojawia się coś, czego w NRD nie powinno być, trzeba wymyślić historię, która to wyjaśni. I właśnie z tego rodzą się jedne z najzabawniejszych scen filmu. Wolfgang Becker świetnie wykorzystuje absurd sytuacji, ale nie zamienia Aleksa i jego matki w obiekty żartu.

Coca-Cola pojawia się w Berlinie i Alex musi szybko wymyślić nowe kłamstwo

„Good Bye, Lenin!” kapitalnie pokazuje przemiany początku lat 90. przez drobiazgi. Reklamy, ubrania, jedzenie i zachodnie samochody stają się dla Aleksa kolejnymi problemami do rozwiązania. Świat zmienia się tak szybko, że chłopak właściwie codziennie musi poprawiać własną wersję rzeczywistości. Jedna z najbardziej pamiętnych scen dotyczy ogromnej reklamy Coca-Coli, która pojawia się w polu widzenia Christiane. Alex i Denis muszą natychmiast przygotować materiał wyjaśniający, dlaczego symbol Zachodu nagle znalazł się w Berlinie Wschodnim. Takich pomysłów jest tutaj więcej i nawet po latach nadal świetnie działają.

„Good Bye, Lenin!” dostał najważniejszą europejską nagrodę filmową

Film Wolfganga Beckera okazał się ogromnym sukcesem. W 2003 roku Europejska Akademia Filmowa uznała „Good Bye, Lenin!” za najlepszy europejski film roku. Daniel Brühl został najlepszym europejskim aktorem, a Bernd Lichtenberg otrzymał nagrodę za scenariusz. Produkcja zgarnęła także nagrody publiczności dla filmu, Brühla i Katrin Sass. Wcześniej na Berlinale Wolfgang Becker otrzymał Błękitnego Anioła dla najlepszego filmu europejskiego. Trudno więc znaleźć lepszy moment w karierze młodego aktora – Brühl dostał za Aleksa jedną z najważniejszych nagród w Europie i szybko stał się nazwiskiem rozpoznawalnym daleko poza niemieckim kinem.

Nie tylko Daniel Brühl. Katrin Sass jest tutaj świetna

Bez Katrin Sass ta historia nie miałaby takiej siły. Christiane mogłaby łatwo stać się jedynie pretekstem dla kolejnych komediowych sytuacji, ale dostaje własną historię i własne tajemnice. Obok niej i Brühla pojawiają się Maria Simon jako Ariane, siostra Aleksa, Florian Lukas jako Denis oraz Chulpan Khamatova jako Lara. Muzykę skomponował Yann Tiersen, którego trudno nie skojarzyć z charakterystycznym brzmieniem „Amelii”. Jego melodie bardzo dobrze pasują do tego dziwnego połączenia nostalgii, humoru i rodzinnego dramatu.

Po latach najbardziej lubię w nim to, że nie daje prostych odpowiedzi

„Good Bye, Lenin!” nie próbuje przekonywać, że życie w NRD było lepsze, ale nie sprowadza też całej transformacji do prostego „stary zły świat kontra nowy dobry świat”. Alex obserwuje, jak rzeczywistość jego dzieciństwa znika właściwie z dnia na dzień. Jedni cieszą się ze zmian, inni próbują się do nich przyzwyczaić, a jeszcze inni zostają gdzieś pomiędzy. Dzięki temu film nie zestarzał się do roli zabawnej pocztówki z przełomu lat 80. i 90. Pod komediowym pomysłem jest rodzinna historia o pamięci, kłamstwach i próbie ochrony kogoś bliskiego, nawet jeśli sposób okazuje się kompletnie szalony.

Gdzie obejrzeć „Good Bye, Lenin!”?

„Good Bye, Lenin!” jest obecnie dostępny w Polsce na HBO Max w ramach abonamentu. Jeśli ktoś jeszcze nie zna Aleksa Kernera, trudno mi wymyślić lepszy sposób na poznanie młodego Daniela Brühla. Ja właśnie od tego filmu mam do niego ogromną słabość – i po ponad 20 latach doskonale pamiętam dlaczego.

Good bye Lenin
Fot. materiały prasowe