Jest taka scena, którą dobrze znacie. Rano makijaż leży jak ulany, cera wygląda jak z reklamy, wychodzisz z domu w poczuciu, że dziś nic cię nie ruszy. A potem mija kilka godzin i w lustrze w firmowej łazience widzisz podkład, który zjechał w okolice nosa i osiadł w zmarszczkach mimicznychu. Instynktownie obwiniasz podkład. Niesłusznie. W dziewięciu przypadkach na dziesięć zawinił ten niedoceniany kosmetyk, który pominęłaś albo źle dobrałaś: baza.

WIDEO

player placeholder

Co właściwie robi baza (i dlaczego warto jej używać)  

Często określana jako primer - to warstwa pośrednia, którą nakładamy między pielęgnacją a podkładem. Brzmi jak zbędny krok mnożący koszty i minuty przy lustrze, prawda? A jednak to właśnie ona przesądza o tym, czy makijaż przetrwa dzień  i czy cera pod nim wygląda na wypielęgnowaną, czy na zmęczoną. Zadanie primera jest z pozoru banalne, a w praktyce inżynierskie: modyfikuje powierzchnię skóry. Wyrównuje jej mikrostrukturę, reguluje napięcie powierzchniowe i zmienia sposób, w jaki twoja twarz odbija światło. Robi przy tym kilka rzeczy naraz, takich, o które sam podkład nie umie zadbać.

  • Po pierwsze, wydłuża trwałość makijażu, tworząc barierę, która izoluje podkład od potu i sebum. Dzięki temu pigmenty się nie utleniają (czyli podkład nie „szarzeje" i nie zmienia koloru) i nie migrują w głąb porów;
  • Po drugie, zwiększa przyczepność podkładu, bo daje mu warstwę o odpowiedniej lepkości, do której ma się czego „złapać". Po trzecie, poprawia rozprowadzanie i cieniowanie kolejnych kosmetyków - mniej produktu daje lepszy efekt;
  • A najnowsze formuły robią jeszcze więcej: korygują koloryt i przemycają w sobie składniki aktywne, stając się przedłużeniem porannej pielęgnacji.

Innymi słowy: baza to grunt. Dokładnie tak jak w malarstwie, gdzie żaden mistrz nie kładzie farby na surowe płótno, tak dobry makijaż zaczyna się od przygotowania podłoża.

Zobacz także:

Jak to działa: trochę fizyki, dużo efektu

Mechanizm brzmi mniej romantycznie, niż wygląda finał. Baza wypełnia mikro-nierówności, ujścia porów i drobne zmarszczki, tworząc gładszą płaszczyznę. Cząsteczki polimerów osiadają w załamaniach skóry i rozpraszają padające światło pod różnymi kątami  i to jest cały sekret efektu „blur", czyli optycznego rozmycia cieni, blizn i linii mimicznych. Inne bazy działają chłonnie: mikronizowana krzemionka i pudry po prostu wypijają nadmiar sebum, zanim zdąży rozpuścić twój makijaż. Jeszcze inne budują film: silikonowy, lipidowy albo lepki, który spina podkład ze skórą. Cała różnica między typami primerów sprowadza się właśnie do tego, na jakiej zasadzie ten film powstaje.

Rodzaje baz według nośnik,  czyli którą wybrać do swojej cery

Tu zaczyna się praktyka. Bazy dzielą się przede wszystkim według tego, na czym są zbudowane, a to decyduje, z jaką cerą i jakim podkładem się polubią.

  1. Silikonowe. Klasyka gatunku, oparta na dimetikonie i cyklopentasiloksanie (na etykiecie szukaj końcówek -cone, -siloxane). Tworzą elastyczny, wygładzający film, który wypełnia pory i zmarszczki niczym wizualny wypełniacz, a makijaż nakłada się po nich jak po jedwabiu. Świetne do cery mieszanej, dojrzałej i o nierównej fakturze. Haczyk: są mocno okluzyjne, więc przy cerze trądzikowej i łojotokowej potrafią zatkać pory — i bezwzględnie wymagają wieczornego, dokładnego demakijażu olejkiem.
  2. Wodno-żelowe i glicerynowe. Czysta faza wodna z humektantami: gliceryną, kwasem hialuronowym, aloesem. Wchłaniają się błyskawicznie, chłodzą, nie zostawiają tłustego filmu i są niekomedogenne - najbezpieczniejszy wybór dla cery wrażliwej, tłustej, mieszanej i odwodnionej. Dają świeży, „skinny" efekt i najlepiej dogadują się z lekkimi podkładami na bazie wody.
  3. Olejowe. Lekkie oleje roślinne (konopny, jojoba, arganowy, z pestek moreli) plus emoliencyjne estry. Budują warstwę lipidową, odbudowują barierę i dosłownie karmią skórę kwasami tłuszczowymi - marzenie cery bardzo suchej i dojrzałej, zwłaszcza zimą. Ale na cerze tłustej makijaż potrafi się na nich „zwarzyć", więc to wybór dla konkretnych potrzeb.
  4. Pudrowe i krzemionkowe. Krzemionka, puder ryżowy, bambusowy, kaolin. Chłoną sebum, matowią i optycznie zwężają pory, tworząc odporną na ścieranie powłokę. Dla cery tłustej i łojotokowej z rozszerzonymi porami - jak stworzone; świetnie sprawdzają się też punktowo, na samą strefę T.
  5. Hybrydowe, serumowe i typu grip. Najnowsza generacja, w której pielęgnacja spotyka inżynierię trwałości. Bazy serumowe wiozą aktywy: niacynamid, peptydy, prebiotyki, witaminę C. Bazy typu grip zostawiają lepki, elastyczny film, który mechanicznie spina się z podkładem i trzyma makijaż nawet do 12 godzin - ukłon w stronę tych, którym zależy na maksymalnej trwałości.

Jak nakładać bazę, żeby naprawdę zadziałała

Nawet najlepszy primer zmarnuje się przy złej aplikacji. Kilka zasad, które robią różnicę:

  • nakładaj bazę na skórę po całkowitym wchłonięciu kremu (jeśli pielęgnacja jeszcze „pływa", baza się zroluje);
  • używaj ilości wielkości ziarnka grochu - więcej znaczy gorzej; rozprowadzaj ją wklepując opuszkami, a nie pocierając, żeby nie zetrzeć warstwy pielęgnacyjnej;
  • odczekaj kilkadziesiąt sekund, aż film się „ustawi", zanim sięgniesz po podkład. I pamiętaj, że baza to nie krem, nie musisz pokrywać nią całej twarzy, jeśli problem dotyczy tylko strefy T albo okolic nosa.

Bazę i podkład trzeba dobrać fazowo

Sekret, o którym nikt ci nie powiedział: baza musi pasować do podkładu I tu dochodzimy do miejsca, na którym rozbijają się nawet najdroższe kosmetyki. Jeśli na mocno silikonową bazę nałożysz wodny podkład, hydrofobowy film silikonu odepchnie wodę i podkład zacznie się rolować w te słynne, nieszczęsne wałeczki (fachowo: pilling). To nie wina jakości — to czysta chemia. Zasada jest prosta: silikon do silikonu, woda do wody. Baza silikonowa i podkład silikonowy to połączenie najtrwalsze, bo polimery łączą się w jedną, spójną strukturę. Baza wodna i podkład wodny dają lekki, naturalny, nawilżony efekt. A jak sprawdzić, co właściwie trzymasz w ręku? Nie sugeruj się wodą na pierwszym miejscu składu - patrz na pozycje od drugiej do szóstej. Końcówki -cone, -siloxane, -silane? To silikon. Humektanty, glikole, ekstrakty roślinne? Baza wodna. Najwyższą szkołę jazdy wizażyści nazywają multi-primingiem: baza krzemionkowa lub matująca na strefę T, nawilżająca albo rozświetlająca na policzki. Bo kto powiedział, że cała twarz musi dostać ten sam produkt? A tutaj kilka naszych sparwdzonych kosmetyków, wartych polecenia: