Reżyser „Moulin Rouge!” i „Wielkiego Gatsby’ego” tym razem nie stworzył kolejnego filmu. Razem z żoną, nagrodzoną Oscarem scenografką i kostiumografką Catherine Martin, zaprojektował wnętrze wagonu „Celia”, który dołącza do legendarnego British Pullman. Projekt powstał w wagonie z 1932 roku, ale zamiast muzealnej rekonstrukcji dostajemy charakterystyczną dla duetu mieszankę historii, fantazji, przepychu i teatralności. Są tu misternie dekorowane drewniane powierzchnie, ciężkie kurtyny, bar koktajlowy, salon, jadalnia, kameralne loże, a nawet miejsce do tańca. To bardziej ruchomy filmowy plan niż zwykły środek transportu.

WIDEO

player placeholder

Baz Luhrmann nie zaprojektował wagonu. Stworzył dla niego bohaterkę

Najbardziej w stylu Luhrmanna jest jednak to, że „Celia” dostała nie tylko nowe wnętrze, ale również własną historię. Reżyser stworzył fikcyjną postać Celii — gwiazdy londyńskiego West Endu, która według wymyślonej przez niego opowieści miała otrzymać wagon w prezencie po legendarnym występie w roli Tytanii w „Śnie nocy letniej”. To zabieg, który doskonale znamy z jego filmów. W świecie Luhrmanna wnętrze nigdy nie jest po prostu ładnym tłem. Ma opowiadać historię bohatera, zdradzać jego charakter i budować atmosferę jeszcze zanim wydarzy się pierwsza scena. Tutaj działa dokładnie ten sam mechanizm. „Celia” nie wygląda jak świeżo zaprojektowany luksusowy wagon. Ma sprawiać wrażenie miejsca z przeszłości, które przez dekady mogło być świadkiem przyjęć, romansów, późnych kolacji i rozmów prowadzonych przy koktajlach. Granica pomiędzy prawdziwą historią wagonu a fikcją stworzoną przez reżysera celowo zaczyna się zacierać.

Wagon Celia w pociągu British Pullman
Fot. materiały prasowe, fot. Ludovic Balay
Zobacz także:
Wagon Celia w pociągu British Pullman
Fot. materiały prasowe, fot. Ludovic Balay

Art déco spotyka teatralny maksymalizm

Minimalizm zdecydowanie nie dostał biletu na tę podróż. Wnętrze „Celii” wykorzystuje język art déco, ale przepuszcza go przez charakterystyczną dla Luhrmanna estetykę „więcej znaczy więcej”. Dekoracyjne drewno z motywami roślinnymi, ciężkie tkaniny, wzory i bogate detale tworzą przestrzeń, która ma być oglądana równie uważnie jak scenografia filmowa. Właśnie tutaj widać również rękę Catherine Martin, wieloletniej współpracowniczki Luhrmanna odpowiedzialnej za wizualne światy jego najbardziej znanych produkcji. Nie chodzi o historyczną poprawność odtworzoną co do centymetra, ale o emocje, które wywołuje wnętrze. Ma być trochę dekadencko, trochę romantycznie i wystarczająco spektakularnie, żeby wejście do wagonu samo w sobie stało się wydarzeniem.

W środku jest nawet parkiet do tańca

Najbardziej fascynujące jest to, że „Celia” nie została zaprojektowana jak luksusowa restauracja na kołach, w której goście mają grzecznie siedzieć przy swoich stolikach. Wagon ma własny bar koktajlowy, salon, loże, jadalnię i przestrzeń do tańca. Podczas podróży mogą odbywać się występy muzyczne na żywo i sety DJ-skie, a nad całością czuwa obsługa. W czasach, kiedy luksus coraz częściej oznacza doświadczenie zamiast kolejnego przedmiotu, ten pomysł wydaje się zaskakująco współczesny. Podróż nie jest tutaj czasem pomiędzy punktem A i B, który należy możliwie szybko skrócić. To właśnie ona staje się głównym wydarzeniem. Można wypić koktajl, zjeść kolację, posłuchać muzyki, zatańczyć, a za oknem obserwować przesuwający się angielski krajobraz. Trudno o bardziej filmowy sposób spędzenia popołudnia.

Z Londynu można pojechać nim do Bath albo Oksfordu

„Celia” dołącza do British Pullman i będzie wyruszać z londyńskiej stacji Victoria przede wszystkim na jednodniowe wycieczki. Wśród kierunków wymieniane są między innymi Bath, Canterbury i Oksford. Sam wagon mieści maksymalnie 12 osób, co dodatkowo podkreśla kameralny charakter całego doświadczenia. Nie kupimy jednak pojedynczego biletu do jednej z lóż. „Celia” jest dostępna jako prywatny wagon, a cena wynajęcia jej na wyłączność zaczyna się od 15 tysięcy funtów. Przy dwunastu gościach nadal trudno nazwać to spontanicznym pomysłem na weekend, ale być może właśnie o to chodzi. Luhrmann nie stworzył kolejnego sposobu przemieszczania się po Anglii. Zaprojektował prywatną scenę, która przez kilka godzin należy do jej pasażerów.

Na premierze nie mogło zabraknąć świata mody

Jeszcze zanim „Celia” rozpoczęła regularne kursy, dostała premierę godną filmu. Podczas przyjęcia zorganizowanego z okazji jej debiutu pojawili się między innymi Roger Federer, Tom Ford, Stella McCartney, Emma Corrin i Anna Wintour. Trudno wyobrazić sobie bardziej odpowiednią publiczność dla projektu znajdującego się gdzieś pomiędzy podróżą, kinem, modą i designem. Sam skład gości dobrze pokazuje też, czym luksusowe pociągi stają się dzisiaj. Nie są wyłącznie nostalgicznym sposobem podróżowania dla miłośników kolei. Coraz częściej funkcjonują jak ruchome hotele, restauracje i kluby, w których wnętrze oraz atmosfera są równie istotne jak miejsce docelowe.

„Celia” podpowiada też coś o tym, jak chcemy dziś urządzać wnętrza

Choć projekt powstał w zabytkowym wagonie, trudno nie patrzeć na niego również jak na wnętrzarską inspirację. Po latach bezpiecznych beży, prostych form i niemal identycznych salonów coraz ciekawsze wydają się przestrzenie, które mają własną osobowość. „Celia” robi dokładnie to, czego często brakuje perfekcyjnie wystylizowanym wnętrzom: opowiada historię. Oczywiście nie musimy przenosić do mieszkania ciężkich kurtyn, dekoracyjnych paneli i całego repertuaru art déco. Możemy jednak zapożyczyć samą zasadę. Zamiast dobierać wszystkie przedmioty do jednego stylu, warto mieszać epoki, wzory i rzeczy o różnym pochodzeniu. Postawić obok współczesnej sofy starą lampę, zawiesić dekoracyjne lustro nad prostą komodą albo potraktować mocną tapetę jak scenografię dla całego pokoju. Najbardziej interesujące wnętrza nie muszą być spokojne. Powinny sprawiać, że chcemy wiedzieć, kto w nich mieszka.

Wagon Celia w pociągu British Pullman
Fot. materiały prasowe, fot. Ludovic Balay

Podróż zaczyna się 15 maja

„Celia” ma rozpocząć kursowanie 15 maja 2026 roku. I choć możliwość wynajęcia prywatnego wagonu British Pullman pozostanie doświadczeniem dla nielicznych, sam projekt jest fascynującym przykładem tego, jak daleko może dziś wyjść design. Luhrmann i Martin nie potraktowali wagonu jak kolejnego luksusowego wnętrza, które trzeba wypełnić drogimi materiałami. Zbudowali wokół niego postać, przeszłość i cały mały świat. Dokładnie tak, jak robią to w kinie. Tyle że tym razem po wejściu do scenografii drzwi się zamykają, pociąg rusza z londyńskiej Victorii, a za oknem naprawdę zaczyna przesuwać się Anglia.