Po kilku sezonach zdominowanych przez organiczne kształty, jasne drewno i spokojne beże coraz bardziej kuszą nas wnętrza z odrobiną teatralności. Nie chodzi jednak o powrót do ciężkiego glamour pełnego lustrzanych mebli i kryształów. Nowe art déco jest znacznie subtelniejsze. Wystarczy geometryczny stolik, połysk metalu, marmurkowy detal albo jeden głęboki kolor, żeby neutralny salon nabrał charakteru. Model z Sinsay łączy okrągły blat z marmurkowym wzorem i metalową konstrukcją w złotym kolorze, a kosztuje 59,99 zł. Podobną estetykę można znaleźć również w znacznie droższych kolekcjach wnętrzarskich, co tylko pokazuje, jak ponadczasowe pozostaje to połączenie.

WIDEO

player placeholder

Art déco wraca, ale nie w wersji total look

Największy błąd, jaki można popełnić przy inspirowaniu się art déco, to potraktowanie tego stylu zbyt dosłownie. Nie potrzebujemy salonu wyglądającego jak scenografia z lat 20. XX wieku, żeby wykorzystać jego najbardziej charakterystyczne elementy. Znacznie ciekawiej prezentuje się współczesne wnętrze, w którym pojawia się tylko kilka takich odniesień: złota lub chromowana lampa, stolik z kamiennym blatem, geometryczne lustro albo fotel obity aksamitem. Reszta może pozostać bardzo prosta. Właśnie dlatego niewielki stolik jest dobrym sposobem na eksperyment. Nie definiuje całego pomieszczenia, ale wprowadza do niego połysk, geometryczną linię i marmurkowy wzór. Przy kremowej sofie czy prostym fotelu może wyglądać jak biżuteryjny akcent, który sprawia, że aranżacja przestaje być zachowawcza.

Marmur i złoto najlepiej wyglądają w nieoczywistym towarzystwie

Połączenie marmuru i złota łatwo może skręcić w stronę klasycznego glamour, dlatego kluczowe jest to, co ustawimy obok. Zamiast kolejnych błyszczących dodatków wybrałabym matowe powierzchnie i bardziej współczesne materiały. Kremowa sofa z grubą tkaniną, fotel w kolorze czekoladowego brązu, ciemne drewno, lniane zasłony i prosty wełniany dywan stworzą dla takiego stolika znacznie ciekawsze tło. Można też dodać burgund, oliwkową zieleń albo przygaszony błękit. W takim zestawieniu złota konstrukcja przestaje wyglądać dekoracyjnie, a zaczyna działać jak niewielki biżuteryjny detal. Szczególnie dobrze sprawdzi się zasada kontrastu: im bardziej efektowny jest stolik, tym spokojniejsze powinny być przedmioty znajdujące się bezpośrednio wokół niego.

Zobacz także:

Na stoliku postawiłabym najwyżej trzy rzeczy

Niewielki stolik nie potrzebuje dekoracyjnej martwej natury złożonej ze świecy, wazonu, figurki, stosu książek i kilku pudełek. Jeśli sam mebel ma charakterystyczny marmurkowy wzór i złotą konstrukcję, lepiej zostawić mu trochę przestrzeni. Postawiłabym na nim niewielką lampę z mlecznego szkła, jeden album i filiżankę albo kieliszek. Innym rozwiązaniem jest pojedynczy wazon z jedną gałęzią zamiast dużego bukietu. Dzięki temu stolik nadal pozostaje funkcjonalny, a jego forma nie ginie pod warstwą dekoracji. To prosty zabieg, który sprawia również, że niedrogi mebel może wyglądać bardziej wyrafinowanie. Wnętrza, które kojarzymy z luksusem, często wcale nie są wypełnione przedmiotami. Przeciwnie — pozwalają każdemu z nich wybrzmieć.

Marmurkowy wzór nie musi udawać prawdziwego kamienia

Stolik za 59,99 zł nie jest alternatywą dla mebla wykonanego z naturalnego marmuru i nie ma sensu traktować go w ten sposób. Ciekawsze jest spojrzenie na niego jak na prosty sposób wprowadzenia konkretnego wzoru i estetyki do wnętrza bez dużej inwestycji. Marmurkowa powierzchnia daje podobny wizualny kontrast — jasne tło przecięte nieregularnym użyleniem — i dobrze komponuje się zarówno z metalem, jak i drewnem czy szkłem. Jeśli chcemy, żeby efekt wyglądał bardziej premium, unikałabym otaczania stolika kolejnymi imitacjami luksusowych materiałów. Jeden marmurkowy akcent wystarczy. Obok lepiej postawić prawdziwe drewno, grubą tkaninę, ceramikę albo szkło. Mieszanie różnych faktur daje znacznie bardziej przekonujący rezultat niż próba stworzenia wnętrza, w którym wszystko ma wyglądać kosztownie.

Paryski efekt zaczyna się od mieszania epok

Najpiękniejsze paryskie mieszkania rzadko wyglądają tak, jakby całe wyposażenie zostało zamówione z jednej kolekcji. Przy starej sztukaterii może pojawić się współczesna sofa, obok niej lampa vintage, a przy fotelu niewielki stolik o geometrycznej formie. To właśnie mieszanie epok sprawia, że wnętrze nabiera głębi. Model inspirowany art déco można potraktować podobnie. Zamiast budować wokół niego stylizację z lat 20., postawiłabym go przy bardzo współczesnym fotelu albo minimalistycznej sofie. Na ścianie zawiesiłabym abstrakcyjną grafikę, a zamiast klasycznego kryształowego żyrandola wybrała prostą lampę z papieru albo szkła. Art déco pojawiałoby się wtedy tylko jako cytat, a nie motyw przewodni całego mieszkania. I właśnie taka wersja tego stylu wydaje się dziś najbardziej interesująca.

Za 59,99 zł można pozwolić sobie na wnętrzarski eksperyment

Największą zaletą stolika z Sinsay jest to, że pozwala sprawdzić bardziej dekoracyjny kierunek bez rozpoczynania kosztownej metamorfozy salonu. Kosztuje 59,99 zł, ma okrągłą formę, marmurkowy wzór i metalowe elementy w złotym kolorze. Podobne zestawienie materiałów i kolorów od lat pojawia się również w znacznie wyższych segmentach cenowych. Nie oznacza to, że produkty są identyczne — różnić mogą je materiały, jakość wykonania czy konstrukcja — ale wizualny trop pozostaje podobny. I może właśnie dlatego ten niewielki mebel jest ciekawszy niż kolejny bezpieczny stolik w kolorze beżowym. Nie trzeba urządzać całego salonu od początku. Czasami wystarczy jeden trochę bardziej ekstrawagancki przedmiot, żeby wnętrze wreszcie przestało wyglądać jak gotowy zestaw.

Sinsay stolik
Fot. Sinsay.pl