Zegar klapkowy z alarmem Zara Home kosztuje 129 zł i jest jednym z tych przedmiotów, które dobrze wpisują się w powrót analogowych akcesoriów do współczesnych mieszkań. Zamiast kolejnego wazonu czy świecy dostajemy rzecz użytkową, która jednocześnie buduje aranżację. Nie próbowałybyśmy jednak tworzyć wokół niego wnętrza żywcem przeniesionego z lat 70. Znacznie ciekawiej wygląda obok współczesnej lampy, ciemnego drewna, chromu, kolorowego szkła i albumów o sztuce. Ma sprawiać wrażenie pojedynczego znaleziska, które trafiło do domu przypadkiem i zostało w nim na lata.

WIDEO

player placeholder

Zegary klapkowe mają w sobie coś hipnotyzującego

Telefon pokazuje godzinę szybciej, a smartwatch mamy niemal cały czas na nadgarstku, więc osobny zegar teoretycznie przestał być nam potrzebny. A jednak właśnie teraz analogowe sposoby odmierzania czasu znowu zaczynają wydawać się atrakcyjne. W zegarze klapkowym czas staje się fizyczny: zamiast kolejnej cyfry pojawiającej się na ekranie mamy mechaniczny ruch i charakterystyczną zmianę klapki. To drobny rytuał, którego smartfon nie potrafi odtworzyć. W mieszkaniu pełnym ekranów przedmiot wykonujący jedną prostą funkcję zaczyna mieć zaskakująco dużo uroku. Nie wyświetla wiadomości, nie wysyła powiadomień i nie domaga się naszej uwagi. Po prostu stoi na półce i pokazuje czas.

Trochę biuro z lat 70., trochę mediolański modernizm

Forma takiego zegara uruchamia całą serię skojarzeń z designem drugiej połowy XX wieku. Jest w niej coś z dawnych tablic informacyjnych na dworcach i lotniskach, coś z wyposażenia modernistycznych biur i coś z przedmiotów, które mogłyby znaleźć się w mieszkaniu włoskiego architekta. Właśnie dlatego model Zara Home nie potrzebuje wielu dekoracyjnych towarzyszy. Im prostsze będzie otoczenie, tym mocniej wybrzmi jego graficzna forma. Na niskiej komodzie wystarczy zegar, lampa i kilka dużych albumów. Całość powinna wyglądać raczej jak kolekcja przedmiotów znalezionych w różnych miejscach niż gotowy zestaw kupiony jednego dnia.

Zobacz także:

Najlepiej postawiłybyśmy go na ciemnym drewnie

Orzech, palisander i czekoladowe wybarwienia drewna są naturalnym tłem dla przedmiotów o retro charakterze. Zegar klapkowy ustawiony na takiej powierzchni natychmiast zaczyna wyglądać bardziej kolekcjonersko. Do tego można dodać niewielką lampę o obłej sylwetce, szklaną misę albo chromowany detal. Nie ustawiałabym jednak obok niego starego telefonu, radia i całej kolekcji przedmiotów stylizowanych na vintage. Jeden mocny akcent wystarczy. To właśnie kontrast pomiędzy nim a bardziej współczesnym otoczeniem sprawia, że aranżacja wygląda interesująco, a nie kostiumowo.

Retro najlepiej łączyć z czymś bardzo współczesnym

Jeśli zegar wygląda jak z lat 70., stolik wcale nie musi pochodzić z tej samej dekady. Wręcz przeciwnie. Świetnym partnerem będzie chromowana lampa, lakierowana półka, abstrakcyjna grafika albo współczesna ceramika w intensywnym kolorze. Można również zestawić go z bardzo prostym metalowym regałem czy minimalistycznym biurkiem. Takie spotkania różnych epok są jednym z najprostszych sposobów na wnętrze, które nie wygląda jak urządzone według jednego katalogu. Vintage staje się wtedy przyprawą, a nie motywem przewodnim całego mieszkania.

Analogowe przedmioty wracają na nasze półki

Gramofony, płyty winylowe, papierowe kalendarze, aparaty, budziki i zegary znowu zostawiamy na widoku. Nie dlatego, że nagle przestały istnieć ich cyfrowe odpowiedniki. Chodzi raczej o potrzebę otaczania się rzeczami, które mają fizyczną formę i wykonują konkretną funkcję. Papierowy kalendarz nie zastąpi aplikacji w telefonie, ale potrafi sprawić, że biurko wygląda ciekawiej. Gramofon nie jest najprostszym sposobem na włączenie muzyki, ale sam rytuał wybierania płyty ma znaczenie. Zegar klapkowy działa podobnie. Technologicznie nie jest nam niezbędny, ale jako przedmiot wnosi do wnętrza coś, czego nie daje kolejny ekran.

Zegarek
Fot. Zara Home

Na biurku wygląda jak przedmiot z pracowni architekta

Zamiast klasycznej komody można postawić go również na biurku. Szczególnie dobrze wyobrażamy sobie takie zestawienie z dużym drewnianym blatem, metalową lampą, pojemnikiem na ołówki i kilkoma książkami o architekturze czy fotografii. Zegar staje się wtedy graficznym elementem całej kompozycji i przełamuje obecność laptopa czy monitora. To dobry sposób na wprowadzenie do miejsca pracy czegoś analogowego bez rezygnowania z nowoczesnego sprzętu. Im mniej innych drobiazgów pojawi się wokół, tym bardziej całość będzie przypominać spokojną pracownię, a nie przeładowane domowe biuro.

Na stoliku nocnym pozwala zostawić telefon trochę dalej

Model Zara Home ma funkcję alarmu, dlatego naturalnym miejscem dla niego jest również sypialnia. I właśnie tutaj powrót osobnego zegara może mieć najbardziej praktyczny wymiar. Jeśli budzik znajduje się w telefonie, smartfon automatycznie ląduje tuż obok łóżka. Osobny zegar pozwala przynajmniej spróbować zostawić ekran trochę dalej. Aranżacyjnie potrzebuje naprawdę niewiele: drewniany stolik, niewielka lampka, książka i zegar wystarczą. Jego mocne cyfry są na tyle dekoracyjne, że nie trzeba dokładać ramek, świec i kilku innych bibelotów tylko po to, żeby blat nie wyglądał pusto.

Nie wszystko w mieszkaniu powinno wyglądać jak nowe

Najbardziej interesujące mieszkania zwykle trudno przypisać do jednego roku czy jednej kolekcji. Stary stolik stoi obok współczesnej sofy, designerska lampa obok ceramiki przywiezionej z wakacji, a książki mieszają się z rzeczami odziedziczonymi po rodzinie. Nawet jeśli przedmiot został kupiony w tym sezonie, dobrze, kiedy nie zdradza tego na pierwszy rzut oka. Zegar klapkowy daje właśnie taki efekt. Jego forma odwołuje się do przeszłości na tyle wyraźnie, że może wyglądać jak rzecz obecna w mieszkaniu od dawna. Najlepiej nie odbierać mu tego uroku przez ustawianie obok kilku innych nowych dekoracji z tej samej kolekcji.

Na mediolańskim targu szukałybyśmy właśnie takich rzeczy

W targach vintage najbardziej pociągają nie zawsze wielkie ikony designu, lecz drobiazgi, których przeznaczenie jest oczywiste, ale forma zupełnie inna niż we współczesnych odpowiednikach. Stary zegar, szklana popielniczka używana później jako podstawka na biżuterię, metalowa lampka czy niewielka misa potrafią zrobić dla wnętrza więcej niż kolejny idealnie dopasowany zestaw dekoracji. Model Zara Home pozwala osiągnąć podobny efekt bez polowania na oryginał. Postawiony pomiędzy rzeczami z różnych dekad ma szansę wyglądać jak jedno z tych przypadkowych znalezisk, o które goście później pytają: „Skąd to masz?”.

Za 129 zł kupujemy coś więcej niż sposób na sprawdzanie godziny

Zegar klapkowy z alarmem Zara Home kosztuje 129 zł, ale jego funkcja jest właściwie najmniej interesującą częścią całej historii. Godzinę możemy przecież sprawdzić na kilkunastu urządzeniach znajdujących się wokół nas. Tutaj chodzi przede wszystkim o przedmiot, który ma wyrazistą formę i potrafi zbudować wokół siebie niewielką aranżację. Na ciemnej komodzie zastąpi figurkę, na biurku przełamie nowoczesną elektronikę, a w sypialni może stać się pretekstem do odsunięcia telefonu od łóżka. Trochę retro, trochę industrialny i wystarczająco nieoczywisty, żeby wyglądać jak coś przywiezionego z weekendowego polowania na mediolańskim targu vintage.

Zegar
Fot. Zara Home