Zainteresowanie wydarzeniami sprzed niemal stu lat, znanymi jako „Galapagos Affair”, wciąż nie słabnie. To właśnie do tej historii sięga „Eden” – survivalowy thriller w reżyserii Rona Howarda, który szybko zwrócił na siebie uwagę użytkowników Prime Video. Produkcja niemal natychmiast po premierze wskoczyła do TOP 3 najchętniej oglądanych tytułów na platformie Amazona. Trudno się dziwić. Film przyciąga nazwiskiem uznanego reżysera oraz obsadą pełną hollywoodzkich gwiazd: Sydney Sweeney, Ana de Armas, Vanessa Kirby i Jude Law. Na papierze to projekt skrojony pod streamingowy sukces. Problem w tym, że efekt końcowy okazuje się znacznie mniej spektakularny.

WIDEO

player placeholder

O czym opowiada film „Eden”?

Fabuła, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, przenosi widzów do lat 30. XX wieku. Lekarz Friedrich Ritter (Jude Law) i jego partnerka Dora Strauch (Vanessa Kirby), opuszczają Berlin, by rozpocząć nowe życie na odległej wyspie. Ich plan jest prosty: stworzyć ascetyczną wspólnotę opartą na pracy, prostocie i duchowym oczyszczeniu. Sielanka nie trwa długo. Na wyspę docierają kolejne osoby: małżeństwo Wittmerów (Daniel Brühl i Sydney Sweeney) oraz ekscentryczna baronessa Eloise Wehrborn de Wagner-Bosquet (Ana de Armas) w towarzystwie swoich kochanków. Nietrudno przewidzieć, że wizja utopii szybko zaczyna się kruszyć. Narastające napięcia, ambicje i konflikty prowadzą do zazdrości, zdrad oraz walki o dominację. Wspólnota zamienia się w pole psychologicznej bitwy, a tajemnicze zaginięcia i zgony tylko pogłębiają atmosferę niepokoju.

Ambitny kierunek Rona Howarda

„Eden” to dość nietypowy projekt w dorobku Howarda. Reżyser, kojarzony raczej z klasycznym kinem mainstreamowym, tym razem sięga po mroczniejszą mieszankę thrillera survivalowego z elementami dramatu i erotyki. Punktem wyjścia pozostaje autentyczna historia z Galapagos, choć twórca swobodnie miesza fakty z fikcją, by wzmocnić dramaturgię. Co ciekawe, Howard pracował bez wsparcia dużego studia, co zapewniło mu sporą autonomię twórczą. Jak pokazuje efekt, większa swoboda nie zawsze przekłada się na lepszy film.

Zobacz także:
fot. mat. prasowe

Największym zaskoczeniem może być nierówne aktorstwo, momentami sprawiające wrażenie słabo prowadzonego. Również scenariusz nie buduje wystarczającej stawki emocjonalnej, przez co widz często pozostaje w bezpiecznym dystansie wobec wydarzeń. Warstwa refleksyjna filmu także nie wnosi wiele nowego. Teza o ludzkiej naiwności i niemożności zbudowania idealnej utopii wybrzmiewa dość oczywiście i nie pogłębia znacząco opowieści.

Gdzie obejrzeć film „Eden”?

Mimo mankamentów „Eden” ma swoje mocne strony. Finał sprawnie spina wcześniejsze wątki, a napięcie, choć nierówne, potrafi momentami wyraźnie wzrosnąć. Najlepiej wypada warstwa audiowizualna: zdjęcia podkreślają zarówno piękno, jak i bezwzględność natury, która staje się tu pełnoprawnym bohaterem historii. Ostatecznie „Eden” to film z dużym potencjałem, który nie został w pełni wykorzystany. Ma kilka mocnych momentów, ale pozostawia poczucie niedosytu. Do obejrzenia na Prime Video.

fot. mat. prasowe
Eden
fot. mat. prasowe