Najnowsza odsłona Winter Crush to niezwykle stylowy ukłon w stronę estetyki après-ski, przeniesiony prosto z luksusowych alpejskich kurortów. Charakterystyczny, kultowy już dla tej linii robocik zyskał zupełnie nową, zimową stylizację. Projektanci ubrali go w srebrną, pikowaną puchówkę, lustrzane gogle w białych oprawkach oraz masywne, złote śniegowce. Nic dziwnego, że natychmiast zyskał status produktu stricte kolekcjonerskiego. To idealny pomysł na nietuzinkowy prezent pod choinkę, który zachwyci każdą fankę unikalnego designu. Ja już mam go na swojej wish-list!
WIDEO…
Tak odważne podejście do projektowania to zresztą czyste DNA domu mody Rabanne. Tradycja ta sięga już lat 60., kiedy to Paco Rabanne szokował świat mody swoimi kultowymi kreacjami z metalu oraz plastiku, konsekwentnie budując tożsamość marki opartą na futuryzmie. Ta sama awangardowa energia rządzi dziś ich linią beauty. Rabanne udowadnia, że nie interesuje ich tworzenie zwykłych, klasycznych flakonów. Zamiast tego marka projektuje małe obiekty pożądania, które czerpią garściami z wybiegowych kolekcji. Charakterystyczny metaliczny błysk, przeskalowane formy i zabawa konwencją sprawiają, że te perfumy to coś znacznie więcej niż tylko zapach.
Poznajcie Fame Winter Crush od Rabanne! Flirt na stoku, czyli miłość od pierwszego wejrzenia...
Sama nazwa edycji: Winter Crush budzi skojarzenia. Z jednej strony nawiązuje do lodowego orzeźwienia, z drugiej do zimowego zauroczenia. Bo czy jest coś bardziej ekscytującego niż nagły, płomienny flirt w środku mroźnego sezonu? Pierwsze uderzenie tego zapachu działa trochę jak niespodziewany rzut śnieżką, momentalnie wybudza, zaskakuje i wywołuje uśmiech na twarzy. To zapachowa definicja zimowego zauroczenia, pełna motyli w brzuchu i słońca, które ogrzewa nas wbrew minusowej temperaturze za oknem.
Jak letnie nuty brzmią na mrozie?
Jeśli liczyłaś na nową, zimową kompozycję z dodatkiem ciepłego drewna czy przypraw, musisz wiedzieć, że wewnątrz zamknięto klasyczną wodę perfumowaną Fame. Marka nie zmieniła receptury, pozostając przy oryginalnym miksie soczystego mango, jaśminu, świetlistych nut słonecznych i głębokiego kadzidła. To zapach, który zamiast na zaśnieżony stok, od pierwszej sekundy teleportuje nas na rozgrzaną słońcem plażę. Wbrew pozorom, noszenie tak egzotycznej, owocowo-kwiatowej kompozycji zimą to świetny trik. W ostrym, mroźnym powietrzu słodkie mango traci swoją ulepność, stając się krystalicznie świeże i rześkie. Z kolei kadzidlana baza, która latem potrafi przytłoczyć, w niskich temperaturach rozwija się zjawiskowo. Zapach miękko otula skórę i fantastycznie kontrastuje z grubymi, wełnianymi swetrami!
Jeśli te perfumy nie przypadły ci do gustu, zerknij też na poniższe propozycje. Na pewno znajdziesz coś dla siebie:



















