Zmęczenie, które nie mija po weekendzie

Coraz częściej mówimy o wypaleniu, przeciążeniu i „doomscrollowaniu" zamiast odpoczynku. Siedzący tryb życia stał się normą, najpierw biurko, potem kanapa, a ruch ląduje gdzieś na końcu listy priorytetów, tuż za praniem i odcinkiem serialu. Problem w tym, że ciało i głowa reagują na brak ruchu dokładnie tak, jak można się spodziewać, czyli spada energia, rośnie poziom stresu, a koncentracja się rozmywa. Coraz więcej firm zauważa ten sam wzorzec u swoich zespołów i zaczyna traktować aktywność fizyczną nie jako benefit „na pokaz", ale jako realne narzędzie wpływające na samopoczucie i efektywność pracy.

Czym w ogóle jest ten dobrostan?

Zobacz także:

Zanim przejdziemy do konkretów, warto rozbić samo pojęcie dobrostanu na czynniki pierwsze, bo badaczki i badacze od dekad spierają się, czym on właściwie jest. Dr Kate Laffan z London School of Economics rozróżnia między innymi dwie miary: to, jak oceniamy nasze życie jako całość, czy jesteśmy z niego ogólnie zadowoleni, i to, jak faktycznie czujemy się na co dzień, czyli ile w naszych dniach jest stresu, niepokoju czy smutku, a ile spokoju i satysfakcji. W analizie największego na świecie badania dobrostanu, Gallup World Poll, obejmującego ponad 1,8 miliona odpowiedzi ze 164 krajów zebranych na przestrzeni dekady, Laffan pokazuje, że dzieje się coś zaskakującego. Ogólna ocena naszego życia od lat pozostaje w miarę stabilna, ale poziom codziennych negatywnych emocji systematycznie rośnie. Deklarujemy więc, że nasze życie jest w porządku, a jednocześnie coraz częściej czujemy się w nim źle, dzień po dniu. To właśnie ten drugi wymiar, czyli codzienne samopoczucie, a nie ogólna życiowa ocena, jest najbardziej podatny na drobne zmiany. I tu ruch ma przewagę nad wieloma innymi dobrymi nawykami: nie trzeba czekać miesiącami na efekt, bo krótki spacer potrafi zauważalnie poprawić nastrój jeszcze tego samego dnia.

Małe kroki ważniejsze niż wielkie postanowienia

Tu pojawia się dobra wiadomość. Nie trzeba biegać maratonu, żeby poczuć różnicę. Coraz więcej badań i programów wellbeingowych pokazuje, że to regularność, a nie intensywność, robi największą różnicę. Piętnaście minut spaceru każdego dnia działa na organizm lepiej niż jeden długi trening raz na dwa tygodnie. Dlatego nowoczesne programy sportowe w firmach odchodzą od modelu „kto pobiegnie najszybciej" na rzecz modelu „kto wróci do ruchu najczęściej" i skupiają się na docenieniu konsekwencji, a nie tylko rekordów. To wyrównuje szanse: osoba, która idzie na spacer między spotkaniami, ma taką samą szansę na sukces jak zapalony biegacz.

 

Kiedy firma daje pretekst, żeby się ruszyć

mat.prasowe

To właśnie tutaj do gry wchodzą firmowe wyzwania sportowe, czyli programy, w których pracownicy rejestrują swoją aktywność w aplikacji, zbierają punkty i rywalizują w drużynach lub samodzielnie. Mogą trwać miesiąc, mogą ciągnąć się cały rok w cyklu kolejnych edycji, firma sama decyduje, w jakim rytmie chce budować ten nawyk. Jedną z platform, które od kilku lat rozwijają ten trend w Polsce, jest Activy, z jej aplikacji korzysta już ponad 400 organizacji. Co ważne, liczy się tu każda forma ruchu: bieganie, jazda na rowerze, joga, taniec, spacer z psem czy nordic walking, do wyboru jest ponad 70 dyscyplin, więc nikt nie zostaje z boku tylko dlatego, że nie lubi biegać. Wiele firm dodaje do tego cel charytatywny, dzięki któremu każdy przepracowany kilometr zamienia się w realne wsparcie dla wybranej organizacji, co, jak pokazują ankiety wśród uczestników, samo w sobie potrafi być mocniejszą motywacją niż punkty czy nagrody.

Co mówią liczby

Skala efektu bywa zaskakująca, i to po obu stronach. Raport „Wpływ Wyzwań Sportowych Activy na Pracowników 2025", oparty na odpowiedziach ponad 9 200 uczestników, pokazuje, że połowa z nich czuje się bardziej wydajna w pracy: więcej energii, lepsza koncentracja, silniejsza motywacja do działania. Co trzeci zgłasza mniej dni spędzonych na zwolnieniu lekarskim. A gdy pytamy wprost o zdrowie i samopoczucie, na plus odpowiada aż 81% uczestników, przy czym 60% wskazuje konkretnie na lepsze radzenie sobie ze stresem.

mat.prasowe

Podobnie entuzjastycznie oceniają to osoby po drugiej stronie, czyli koordynatorki i koordynatorzy, najczęściej z działów HR, którzy uruchamiają i prowadzą takie programy w swoich firmach. W ankietach satysfakcji dają współpracy i samej platformie niemal najwyższe możliwe noty, a spora część z nich sięga po kolejną edycję zaraz po zakończeniu poprzedniej. To zgodna opinia i pracowników, którzy przez kilka miesięcy po prostu więcej się ruszali, i osób, które ten ruch dla nich organizują.

Ruch jako wspólny język zespołu

Jest jeszcze jeden efekt, o którym mówi się rzadziej. To integracja. Wspólne wyzwanie sportowe, ranking zespołowy, grupa na Slacku, wzajemne dopingowanie się do kolejnego spaceru, buduje relacje skuteczniej niż niejeden wyjazd integracyjny, bo opiera się na czymś prawdziwym, a nie na wymuszonej atmosferze przy kolacji firmowej. Jak podsumowała to jedna z uczestniczek podobnego programu: „Codziennie myślałam o dodatkowej aktywności. Bardzo się zbliżyłam ze znajomymi z pracy". To właśnie ta autentyczność sprawia, że coraz więcej firm traktuje sport nie jako jednorazową akcję na papierze, tylko jako stały element kultury organizacyjnej, obok elastycznych godzin pracy czy dofinansowania do kursów.

Nie chodzi o to, żeby zostać sportowcem

Największa zmiana zaczyna się od najmniejszego kroku, dosłownie. Nie trzeba kupować butów do biegania ani zapisywać się na siłownię od jutra. Wystarczy jeden spacer więcej w tygodniu, jedna przejażdżka rowerem do pracy zamiast autem, jedno „tak" zamiast „może kiedyś". Jeśli Twoja firma ma już uruchomione takie wyzwanie, na przykład w Activy, to naprawdę dobry moment, żeby do niego dołączyć. A jeśli nie ma, to może właśnie ten tekst jest bodźcem, żeby zapytać dział HR, czy nie warto takiego wyzwania stworzyć, bo to zawsze decyzja firmy, nie pojedynczej osoby. Nie po to, żeby wygrać ranking. Po to, żeby czuć się choć trochę lepiej niż wczoraj.