Reklama

„Atlas chmur” Davida Mitchella wrócił na literackie salony, bo w plebiscycie czytelników serwisu Goodreads powieść została wybrana najlepszą książką XXI wieku. To wyróżnienie o tyle wymowne, że nie przyznali go krytycy ani jury, tylko sami czytelnicy, którzy przez lata wystawili książce ponad dwadzieścia cztery tysiące recenzji i utrzymali jej ocenę na poziomie ponad czterech gwiazdek na pięć. Wcześniej powieść trafiła też na listę stu najlepszych książek stulecia według „Guardiana”, więc jej pozycja w kanonie współczesnej literatury wydaje się przesądzona. Przy okazji wraca temat filmowej ekranizacji, która w chwili premiery wywołała jedną z najgorętszych dyskusji w kinie ostatnich dwóch dekad.

O czym jest „Atlas chmur”?

Zarówno powieść, jak i film składają się z sześciu osobnych historii rozgrywających się na przestrzeni kilku stuleci. Zaczynamy w 1850 roku, gdzie amerykański notariusz podróżuje statkiem po Pacyfiku, potem trafiamy do Belgii lat 30., w której młody kompozytor pracuje nad swoim dziełem życia, następnie do lat 70. i dziennikarki śledczej tropiącej wielką aferę. Kolejne odsłony przenoszą nas do współczesnej Anglii, futurystycznej Korei rządzonej przez korporacje i wreszcie na postapokaliptyczne Hawaje, gdzie ludzkość cofnęła się do poziomu plemiennego. Wszystkie te wątki są ze sobą powiązane, bo decyzje bohaterów z jednej epoki odbijają się echem w kolejnych, a całość układa się w opowieść o tym, że nic, co robimy, nie znika bez śladu.

Gwiazdy, których nie sposób rozpoznać

Największym szaleństwem ekranizacji jest to, że ci sami aktorzy grają po kilka ról w różnych epokach, zmieniając nie tylko kostiumy, ale też wiek, rasę i płeć. Tom Hanks pojawia się na ekranie w sześciu wcieleniach, od bezwzględnego lekarza po wystraszonego pasterza z przyszłości, a Halle Berry przechodzi podobną drogę, wcielając się między innymi w dziennikarkę z lat 70. W obsadzie znaleźli się także Hugh Grant, Jim Broadbent, Hugo Weaving, Susan Sarandon, Ben Whishaw i Doona Bae, a charakteryzacja bywa tak radykalna, że przy pierwszym seansie wielu widzów w ogóle ich nie rozpoznaje. Za kamerą stanęli Tom Tykwer oraz Lana i Lilly Wachowskie, a budżet przekroczył sto milionów dolarów, co czyni film jedną z najdroższych niezależnych produkcji w historii.

Co mówią widzowie? Opinie skrajnie podzielone

Trudno o film, który dzieliłby publiczność równie mocno, bo przy blisko stu osiemdziesięciu czterech tysiącach ocen średnia trzyma się na przyzwoitym poziomie, a w komentarzach ścierają się dwa zupełnie różne światy. Zachwyceni mówią o przeżyciu, którego się nie zapomina, jak jeden z internautów, który wyznaje: „od czasu Zielonej mili żaden film nie wywarł na mnie takiego wrażenia”. Inny widz radzi, żeby nie oceniać zbyt szybko, bo „żeby to docenić, trzeba obejrzeć film w całości”. Po drugiej stronie są ci, którym ta forma zwyczajnie nie leży, bo zarzucają produkcji, że jest „irytująca, nachalna, banalna”, a jeden z komentujących przyznaje wprost, że zabierał się za seans już trzy razy i wciąż nie doczekał się momentu, który by go wciągnął. To film, przy którym naprawdę warto wyrobić sobie własne zdanie.

Gdzie obejrzeć „Atlas chmur”?

Film obejrzysz w Polsce w ramach subskrypcji CDA Premium. Trwa niecałe trzy godziny, więc najlepiej zarezerwować sobie na niego cały wieczór i obejrzeć go za jednym razem, bo przeplatające się wątki najlepiej działają wtedy, gdy ogląda się je bez przerw. Zwiastun obejrzysz tutaj:

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...