Polskie seriale kryminalne coraz częściej wychodzą poza schemat śledztwa prowadzącego do złapania sprawcy. „Prawo bestii” ma pójść jeszcze dalej, bo najważniejsze pytanie pojawia się tutaj właściwie dopiero wtedy, gdy wymierzona przez państwo kara dobiega końca. Co zrobić z człowiekiem, który zgodnie z prawem powinien odzyskać wolność, jeśli jednocześnie istnieje obawa, że nadal może stanowić zagrożenie? Netflix bierze na warsztat temat, który przed laty podzielił prawników, polityków i opinię publiczną, ale zamiast prostych odpowiedzi ma pokazać ludzi zmuszonych do podejmowania decyzji, w których każda możliwość niesie poważne konsekwencje.
WIDEO…
Historia, która nie skończyła się wraz z wyrokiem
„Prawo bestii” jest luźno inspirowane głośną sprawą kryminalną sięgającą lat 80. Po latach temat ponownie znalazł się w centrum zainteresowania mediów, gdy zbliżał się moment zakończenia kary przez skazanego, którego nadal uznawano za potencjalnie niebezpiecznego. Wtedy pojawiło się pytanie, na które polski system prawny nie miał łatwej odpowiedzi: czy człowieka, który odbył zasądzoną karę, można nadal pozbawiać wolności ze względu na to, co może zrobić w przyszłości? Debata wykroczyła daleko poza samą sprawę i ostatecznie doprowadziła do uchwalenia regulacji potocznie określanych jako „ustawa o bestiach”. Serial ma pokazać tę historię na dwóch planach czasowych, zestawiając wydarzenia związane z dawną sprawą z późniejszym momentem, w którym konsekwencje wcześniejszych decyzji zmuszają przedstawicieli państwa do zmierzenia się z zupełnie nowym problemem.
Agnieszka Grochowska i Agnieszka Żulewska w centrum historii
Twórcy nie zamierzają budować całej opowieści wokół przestępcy. Ważniejsi mają być ludzie, którzy próbują znaleźć rozwiązanie sytuacji, w której prawo, medycyna i poczucie bezpieczeństwa zaczynają się ze sobą zderzać. Agnieszka Grochowska wciela się w major Annę Bersz, prowadzącą śledztwo i próbującą dotrzeć do prawdy w sprawie, która z czasem okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. Agnieszka Żulewska gra natomiast psychiatrę Agnieszkę Grabską, przed którą staje wyjątkowo trudne zadanie oceny człowieka mogącego wkrótce odzyskać wolność. W rolę mężczyzny znajdującego się w centrum całej sprawy wciela się Michał Pawlik. Dzięki takiemu rozłożeniu akcentów „Prawo bestii” ma szansę stać się czymś więcej niż kolejną ekranową rekonstrukcją głośnej zbrodni.
To nie będzie zwykły serial true crime
Najciekawsze w „Prawie bestii” wydaje się to, że historia nie ma sprowadzać się do pytania o winę sprawcy. Ta kwestia jest jedynie punktem wyjścia do znacznie trudniejszej rozmowy. Czy państwo może karać człowieka za przestępstwo, którego jeszcze nie popełnił? Czy bezpieczeństwo społeczeństwa może usprawiedliwiać dalszą izolację osoby, która formalnie odbyła już wyrok? I gdzie w takiej sytuacji przebiega granica pomiędzy ochroną innych a karą wymierzaną po raz drugi? Za reżyserię odpowiada Kasper Bajon, współautor scenariusza „Wielkiej wody”, co dodatkowo podnosi oczekiwania wobec produkcji. Zamiast klasycznego kryminału nastawionego na rozwiązanie zagadki możemy więc dostać dramat o mechanizmach państwa, odpowiedzialności i decyzjach, których konsekwencji nie da się łatwo przewidzieć.
Kiedy premiera „Prawa bestii” na Netflix?
„Prawo bestii” będzie czteroodcinkowym serialem, a jego premierę na Netflix zaplanowano na 18 listopada. Krótka forma sugeruje zwartą historię bez niepotrzebnego rozwlekania wątków, a sam temat może sprawić, że będzie to jedna z szerzej komentowanych polskich premier platformy. To produkcja kierowana przede wszystkim do widzów zainteresowanych kryminałami inspirowanymi prawdziwymi wydarzeniami, ale także historiami, które wychodzą poza samą zbrodnię i pokazują jej prawne oraz społeczne konsekwencje. Jeśli „Prawo bestii” rzeczywiście zachowa zapowiadany sposób opowiadania i uniknie taniej sensacji, 18 listopada na Netflix może trafić serial, po którym dyskusja zacznie się dopiero po napisach końcowych.




















