Reklama

Są wydarzenia, które udają, że nie są pokazami mody, choć są nimi w stu procentach. Galaxy Unpacked to jedno z nich: światło ustawione jak na kampanię, muzyka zsynchronizowana z oddechem sali, dziennikarze z całego świata rozsadzeni według niewidzialnej, ale jednak hierarchii. W tym roku Samsung wybrał na to Londyn - miasto, które o dramaturgii premiery wie tyle, co Paryż o kieckach.

Londyn zamiast Seulu, czyli gdzie się w lipcu składa przyszłość

Wybór nie był przypadkowy. Koreański gigant od lat organizował letnie premiery w Seulu, San Francisco albo Nowym Jorku. Przeniesienie najważniejszej lipcowej konferencji do Europy to komunikat czytelny nawet dla kogoś, kto nie odróżnia Folda od Flipa: tu jest rynek, o który gramy. Hasło wieczoru brzmiało „A New Shape Unfolds” („rozwija się nowy kształt”). Brzmi trochę jak tagline perfum, a okazał się dosłownym opisem produktu.

4
fot.: archiwum prywatne Joanny Winiarskiej

Samo wydarzenie miało charakter zamknięty - na sali wyłącznie zaproszeni goście i media. I to jest ta część, o której rzadko się pisze: konferencja trwa niecałe dwie godziny, ale wokół niej buduje się kilkudniową konstrukcję. Już dwa dni wcześniej jest czas na wywiady i zamknięte sesje, briefingi pod embargiem, pokoje, w których można zamknąć się sam na sam z nowymi sprzętami i nagrać rolki, podcasty, miliony storek, którymi zalejemy Internet po 14.00 czasu lokalnego (wcześniej zapłacilibyśmy gigantyczne kary). Koreańskie szefostwo krąży uprzejmie między stolikami, ktoś tłumaczy z angielskiego na koreański i z powrotem, ktoś inny pilnuje, żeby żadne zdjęcie nie wyszło z sali sekundę za wcześnie. To trochę backstage pokazu couture, tylko zamiast szpilek - zawiasy. Ale testowanie produktów przez dziennikarzy i influenserów technologicznych przed premierą ma sens - bo o telefonie składanym nie da się nic sensownego powiedzieć, dopóki się go nie złoży i nie rozłoży ze trzydzieści razy pod rząd, jak nerwowa osoba na spotkaniu.

Trzy składaki i jeden galimatias w nazwach

Zacznijmy od porządków, bo Samsung sam sobie ich nie zrobił ;-) W tym roku premierę miały trzy urządzenia: Galaxy Z Flip 8 (klapka), Galaxy Z Fold 8 oraz Galaxy Z Fold 8 Ultra. Intuicja podpowiada, że „ósemka” bez przydomka jest następczynią zeszłorocznej „siódemki”. Intuicja się myli.
Bezpośrednim spadkobiercą Folda 7 jest model z dopiskiem Ultra. Natomiast Galaxy Z Fold 8 to zupełnie nowe otwarcie - konstrukcja, jakiej w ofercie marki po prostu nie było. Nazwanie jej „ósemką” jest mniej więcej tak logiczne, jak nazwanie nowej linii kosmetyków tak samo jak flagowego kremu sprzed roku. Krążyła plotka o roboczej nazwie Wide i, szczerze, byłoby sensowniej.

I jeszcze - choć większości osób ten kształ kojarzy się z paszportem, muszę powiedzieć, że moim pierwszym skojarzeniem była ... książeczka do nabożeństwa! W sumie ma to sens - można się modlić do Boga Instagrama ;-)

Poza telefonami pokazano jeszcze zegarki Galaxy Watch 9 i Watch Ultra 2 oraz (dla mnie jeden z ciekawszych sygnałów na przyszłość) okulary Galaxy Glasses, tworzone wspólnie z Google.

Galaxy Z Fold 8: telefon, który przestał udawać, że jest książką. Nowy Samsung składa się inaczej niż wszystkie. Sprawdziłam to w Londynie

I tu dochodzimy do bohatera wieczoru. Wszystkie dotychczasowe składaki typu „książka” działały według jednego schematu: wąski, długi ekran zewnętrzny i prawie kwadratowy ekran wewnętrzny. Trzymało się to w dłoni jak pilot do telewizora, a po rozłożeniu dostawało się coś, co nie było ani tabletem, ani telefonem.
Galaxy Z Fold 8 odwraca ten porządek. Zewnętrzny wyświetlacz ma 5,5 cala i szerokie, niskie proporcje - jest zauważalnie krótszy niż zwykły smartfon, za to szerszy. W praktyce oznacza to, że kciuk sięga wreszcie do górnej krawędzi bez akrobacji, a scrollowanie Instagrama jedną ręką w metrze przestaje być dyscypliną sportową. Po rozłożeniu dostajemy 7,6 cala w proporcjach zbliżonych do kartki: pionowo świetnie czyta się na tym teksty i strony, poziomo - ogląda seriale, i to bez czarnych pasów wielkości marginesu w książce.
To jest ta zmiana, którą czuć w dłoni w ciągu pierwszych dziesięciu sekund. Nie „o 3 proc. jaśniejszy ekran”, tylko: aha, więc tak to miało wyglądać od początku. Nieprzypadkowo w podobnych proporcjach szykuje się podobno pierwszy składany iPhone!

Bruzda w składanym telefonie - czy jest się czego bać?

Druga rzecz, którą sprawdziłam natychmiast, to zagięcie na ekranie - ta osławiona bruzda, przez którą wiele osób do dziś nie chce składaków. Samsung wprowadził architekturę Flex Titanium: pod panelem znalazła się tytanowa folia cieńsza niż jedna trzecia ludzkiego włosa. Efekt? Bruzda nie zniknęła - byłoby nieuczciwe pisać inaczej - ale trzeba jej naprawdę poszukać, przechylając telefon pod światło. Palcem jest ledwo wyczuwalna. W codziennym patrzeniu na wprost: nie istnieje.
Reszta jest przewidywalnie flagowa: najmocniejszy dostępny dziś procesor, jasność do 3000 nitów (czyli czytelność na plaży w południe, bez daszka z dłoni), Android 17 z nakładką One UI 9 i pakietem Galaxy AI. Smartfon waży nieco ponad 200 gramów, czyli mniej niż perfumy. Kolory - lawendowy, grafitowy i kremowy - wyglądają, jakby ktoś w końcu zaprosił do projektu osobę, która widziała paletę Pantone.
Czego zabrakło? Teleobiektywu. Z tyłu są dwa aparaty po 50 Mpix (główny i szerokokątny) i to jest realny kompromis: świetne zdjęcia z bliska i w kadrze szerokim, ale zoom optyczny w tej wersji już niekoniecznie.

Prawdziwa nowość w tej branży nie polega dziś na tym, żeby dodać kolejny megapiksel. Polega na tym, żeby zmienić kształt przedmiotu, który trzymamy w dłoni przez sześć godzin dziennie.

A co z pozostałymi? Ultra dla wymagających, Flip dla wiernych

Galaxy Z Fold 8 Ultra to model dla osób, które chcą maksimum i nie chcą eksperymentów. Klasyczna bryła, 8-calowy ekran wewnętrzny, trzy aparaty z 200-megapikselowym głównym i wreszcie porządnym szerokim kątem, a do tego teleobiektyw z trzykrotnym zbliżeniem. Najważniejsza zmiana jest jednak nudna i cudowna zarazem: bateria urosła do 5000 mAh, po trzech generacjach stania w miejscu, a ładowanie przewodowe przyspieszyło niemal dwukrotnie. Kto pamięta popołudniowe polowanie na gniazdko, ten wie, że to więcej niż kosmetyka.
Galaxy Z Flip 8 jest w tym zestawieniu najbardziej zachowawczy. To wciąż ta sama kwadratowa klapka, która mieści się w kopertówce, tylko jeszcze odchudzona: około 180 gramów i 6,1 mm po rozłożeniu, czyli najsmuklejszy Flip w historii. Aparaty pozostały dokładnie te same co dwa lata temu, bateria również nie urosła. Jeśli zatem masz „siódemkę”, nie ma powodu do przesiadki. Jeśli masz cokolwiek starszego - zobaczysz różnicę.

Nowe funkcje, które faktycznie się przydadzą (i te, które są ładne)

Bez zasypywania was skrótami: najbardziej sensowna nowość to Now Nudge - telefon sam wyłapuje z ekranu ( np. z z SMS-a) datę czy adres i podsuwa sugestię dodania spotkania do kalendarza albo uruchomienia nawigacji. Drobiazg, który oszczędza dwie minuty dziennie i trochę nerwowości.
Z kolei My FanCam śledzi wybrany obiekt podczas nagrywania i sam trzyma go w kadrze - realnie użyteczne, jeśli filmujecie dziecko na występie, psa na plaży albo siebie przy lustrze. Do tego doszły: asystent zdjęć, notatnik oparty na Gemini i przeciąganie plików między aplikacjami w trybie podzielonego ekranu, które na tak dużym ekranie wreszcie ma sens.

Ile to kosztuje Z Fold 8? Tu robi się mniej wesoło

I teraz część, po której wieczorna szampańska mgiełka opada:
• Galaxy Z Flip 8 - od 5699 zł
• Galaxy Z Fold 8 - od 8749 zł
• Galaxy Z Fold 8 Ultra - od 9599 zł
Dla porównania: zeszłoroczny Flip startował z pułapu poniżej pięciu tysięcy, a poprzednik Ultra Folda - o osiemset złotych taniej. W najdroższych konfiguracjach różnica sięga półtora tysiąca. To już nie jest podwyżka, to zmiana kategorii zakupowej. Samsung osładza to programem odkupu starego telefonu (nawet do 4250 zł zwrotu), rabatem przy zestawie z zegarkiem i półrocznym dostępem do subskrypcji AI od Google. Osłoda jest realna, ale nie zmienia arytmetyki: składak przestał być gadżetem wczesnych entuzjastów, a stał się zakupem w tej samej lidze co dobra torebka albo tygodniowy urlop.

Z Fold 8 i inne składaki – moje londyńskie spostrzeżenia

Jeśli zawsze fascynowały cię składaki, ale odstraszała bryła - Galaxy Z Fold 8 jest pierwszym, który wygląda jak przedmiot zaprojektowany, a nie skonstruowany. Szerszy, niższy, wygodniejszy w jednej dłoni, z ekranem, na którym czyta się jak z kartki. To najciekawszy telefon tegorocznej premiery i jedyny, który naprawdę coś zmienia.
Jeśli potrzebujesz aparatu, który zniesie wszystko, i baterii, która dowiezie do wieczora - Ultra, bez dyskusji.
Jeśli natomiast masz Flipa z zeszłego roku i marzysz o nowym - odłóż telefon, weź oddech i wróć za rok. On raczej nie zrobi nic, czego twój obecny jeszcze nie potrafi.
Wychodziłam z Galaxy Unpacked z jedną myślą, dość niebranżową: przez piętnaście lat telefony różniły się od siebie mniej więcej tak, jak różnią się od siebie prostokąty. Tego wieczoru ktoś wreszcie zapytał, dlaczego właściwie ma to być ten konkretny prostokąt. Odpowiedź kosztuje prawie dziewięć tysięcy złotych, ale pytanie jest naprawdę dobre.

3
fot.: archiwum prywatne Joanny Winiarskiej
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...