Chciał z nią zerwać, więc... uwięziła go na 12 h i zrobiła z niego zakładnika. Czarna komedia z Lermanem budzi kontrowersje
Iris i Isaac wyjeżdżają na pierwszy wspólny, romantyczny weekend za miasto, a wszystko wygląda jak początek pięknej miłości. Gdy jednak podczas miłosnej gry ona przykuwa go do łóżka, a on wyznaje, że wcale nie szuka związku, sielanka zamienia się w niepokojącą rozgrywkę. „No hej!” to czarna komedia z Molly Gordon i Loganem Lermanem, którą od 17 lipca można obejrzeć na HBO Max.

Iris i Isaac znają się dopiero od niedawna, ale postanawiają wskoczyć na wyższy poziom relacji i wyjeżdżają razem na pierwszy romantyczny weekend do malowniczego domu za miastem. Początek wygląda jak z podręcznika udanej randki, bo między dwojgiem bohaterów iskrzy, atmosfera robi się coraz bardziej intymna, a widz spodziewa się ciepłej opowieści o rodzącym się uczuciu.
O czym jest „No hej!”?
To właśnie z tego pokręconego punktu wyjścia twórcy budują czarną komedię, która bawi się konwencją komedii romantycznej i wywraca ją na nice. Uwięziony Isaac próbuje odzyskać wolność, a zdesperowana Iris robi wszystko, żeby zamienić przypadkowy romans w prawdziwe uczucie, przez co film balansuje na cienkiej granicy między śmiechem a grozą. Reżyserka Sophie Brooks, która napisała scenariusz razem z Molly Gordon, wykorzystuje ten absurdalny scenariusz jako pretekst do gorzkiego komentarza o współczesnym randkowaniu, samotności i o tym, jak łatwo pomylić fantazję o miłości z realną relacją. To kino niewygodne, które celowo sprawia, że widz nie wie, czy ma się śmiać, czy raczej czuć się nieswojo.
Molly Gordon i Logan Lerman w niewygodnym duecie
Największym atutem „No hej!” jest duet głównych bohaterów, bo cały ciężar tej kameralnej historii spoczywa na barkach dwojga aktorów. Molly Gordon, znana z „Niedźwiadka” i „Theater Camp”, wciela się w Iris z mieszanką rozbrajającego uroku i niepokojącej desperacji, a Logan Lerman, którego widzowie pamiętają przede wszystkim jako Percy'ego Jacksona, gra tu zdecydowanie bardziej dorosłą i dwuznaczną rolę. Ich ekranowa chemia i umiejętność żonglowania humorem oraz napięciem sprawiają, że nawet w najbardziej absurdalnych momentach trudno oderwać wzrok od ekranu. W obsadzie pojawia się także Geraldine Viswanathan, która dokłada do tej historii dodatkową dawkę komediowej energii.
Czarna komedia, która dzieli widzów
„No hej!” to film, który wyraźnie polaryzuje publiczność, i trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę jego niewygodny temat. Jedni cenią go za świeży, odważny pomysł i błyskotliwy komentarz o pułapkach współczesnych relacji, chwaląc przy tym grę aktorską głównego duetu. Inni zarzucają twórcom, że przykrywają humorem niebezpieczne, toksyczne zachowania i zbyt lekko traktują sytuację, która w gruncie rzeczy jest przemocą. To jeden z tych tytułów, przy których część widzów bawi się znakomicie, a część wychodzi z poczuciem niesmaku, dlatego najlepiej podejść do niego bez jednoznacznych oczekiwań i wyrobić sobie własne zdanie.
Gdzie obejrzeć „No hej!”?
Film miał premierę na prestiżowym festiwalu Sundance, a polscy widzowie mogą go oglądać już od 17 lipca na HBO Max. To propozycja dla wszystkich, którzy lubią niewygodne, przewrotne komedie z pazurem i nie boją się kina, które miesza śmiech z niepokojem. Zwiastun obejrzysz tutaj:
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.



