Reklama

Iris i Isaac znają się dopiero od niedawna, ale postanawiają wskoczyć na wyższy poziom relacji i wyjeżdżają razem na pierwszy romantyczny weekend do malowniczego domu za miastem. Początek wygląda jak z podręcznika udanej randki, bo między dwojgiem bohaterów iskrzy, atmosfera robi się coraz bardziej intymna, a widz spodziewa się ciepłej opowieści o rodzącym się uczuciu.

O czym jest „No hej!”?

To właśnie z tego pokręconego punktu wyjścia twórcy budują czarną komedię, która bawi się konwencją komedii romantycznej i wywraca ją na nice. Uwięziony Isaac próbuje odzyskać wolność, a zdesperowana Iris robi wszystko, żeby zamienić przypadkowy romans w prawdziwe uczucie, przez co film balansuje na cienkiej granicy między śmiechem a grozą. Reżyserka Sophie Brooks, która napisała scenariusz razem z Molly Gordon, wykorzystuje ten absurdalny scenariusz jako pretekst do gorzkiego komentarza o współczesnym randkowaniu, samotności i o tym, jak łatwo pomylić fantazję o miłości z realną relacją. To kino niewygodne, które celowo sprawia, że widz nie wie, czy ma się śmiać, czy raczej czuć się nieswojo.

Molly Gordon i Logan Lerman w niewygodnym duecie

Największym atutem „No hej!” jest duet głównych bohaterów, bo cały ciężar tej kameralnej historii spoczywa na barkach dwojga aktorów. Molly Gordon, znana z „Niedźwiadka” i „Theater Camp”, wciela się w Iris z mieszanką rozbrajającego uroku i niepokojącej desperacji, a Logan Lerman, którego widzowie pamiętają przede wszystkim jako Percy'ego Jacksona, gra tu zdecydowanie bardziej dorosłą i dwuznaczną rolę. Ich ekranowa chemia i umiejętność żonglowania humorem oraz napięciem sprawiają, że nawet w najbardziej absurdalnych momentach trudno oderwać wzrok od ekranu. W obsadzie pojawia się także Geraldine Viswanathan, która dokłada do tej historii dodatkową dawkę komediowej energii.

Czarna komedia, która dzieli widzów

„No hej!” to film, który wyraźnie polaryzuje publiczność, i trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę jego niewygodny temat. Jedni cenią go za świeży, odważny pomysł i błyskotliwy komentarz o pułapkach współczesnych relacji, chwaląc przy tym grę aktorską głównego duetu. Inni zarzucają twórcom, że przykrywają humorem niebezpieczne, toksyczne zachowania i zbyt lekko traktują sytuację, która w gruncie rzeczy jest przemocą. To jeden z tych tytułów, przy których część widzów bawi się znakomicie, a część wychodzi z poczuciem niesmaku, dlatego najlepiej podejść do niego bez jednoznacznych oczekiwań i wyrobić sobie własne zdanie.

Gdzie obejrzeć „No hej!”?

Film miał premierę na prestiżowym festiwalu Sundance, a polscy widzowie mogą go oglądać już od 17 lipca na HBO Max. To propozycja dla wszystkich, którzy lubią niewygodne, przewrotne komedie z pazurem i nie boją się kina, które miesza śmiech z niepokojem. Zwiastun obejrzysz tutaj:

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...