Stronisz od śledzenia w mediach politycznych potyczek i zagłębiania się w tematy, którymi politycy przerzucają się w kolejnych aferach? O takich sytuacjach jak poniżej, w telewizji usłyszysz zdecydowanie rzadziej. 

Zaplanowałaś w końcu urlop. Jedziecie ze znajomymi na Mazury. I pech, po drodze dochodzi do wypadku, a za kierownicą drugiego samochodu siedzi obcokrajowiec – pochodzi, damy na to, z Niemiec. Niestety twoja koleżanka odnosi dość poważne obrażenia i musi przejść rehabilitację. Wnosi też do sądu sprawę przeciwko sprawcy wypadku i domaga się zadośćuczynienia. Na co adwokat Niemca postanawia wygrać sprawę argumentacją, że istniej obawa, iż jego klient nie będzie miał w Polsce zagwarantowanego procesu. Ale jak to?

Twój współlokator miał ostatnio niestabilną sytuację finansową. W końcu dało mu się znaleźć pracę i praktycznie z dnia na dzień podpisał umowę. Jak się okazało, nie do końca świadomy, że pracodawca umówił się z nim na o wiele gorsze warunku niż te, które gwarantuje kodeks pracy. Przecież 6 dni urlopu przy pracy na pełen etat to zdecydowanie za mało! Odwołuje się, ale rozstrzygniecie w wyżej instancji nie jest dla niego korzystne. Jak to możliwe, skoro zatrudniająca go firma jest największym pracodawcą w regionie i na dodatek ma świetne stosunki z rządem? No właśnie, z tym samym rządem, który zwalnia ją z podatków...


Zobacz także: Janusz Korwin-Mikke chciałby odebrać kobietom prawo do głosowania. Ciekawe, co na to wyborczynie Konfederacji
 

Któregoś dnia słyszysz rozmowę swoich dwóch zaprzyjaźnionych sąsiadek. Jedna z nich wyraźnie rozgoryczona żali się tej drugiej, że właśnie urodziła dziecko i czeka na zasiłek macierzyński. Ma swoją działalność, od lat terminowo płaciła składki ZUS, więc nie rozumie, skąd ta zwłoka. Okazuje się, że ZUS odmówił wypłacenia jej zasiłku, a jedyną formą odwołania się jest proces z urzędem. Mówi, że przecież sprawa jest z góry przegrana, bo państwowy ubezpieczyciel ma w końcu takich prawników, że wychwycą nawet najdrobniejsze formalne uchybienie.

Dzwonisz do cioci zapytać, co z jej pracą w bibliotece, o której niedawno ci mówiła. Mimo, że właśnie przeszła na emeryturę, znalazła sposób, jak nieco sobie dorobić, a przy okazji znaleźć nową pasję. Pamiętasz, że ciocia miała też zrobić kurs komputerowy, bo znajomość jego obsługi była jednym z wymogów. Dowiadujesz się, że skończyło się tylko na planach. I nie, nie dlatego, że cioci się odechciało. Dostała odmowę przyjęcia jej na kurs, gdyż organizator zaznaczył, że mogą się na niego zapisać tylko osoby urodzone po 1989 roku. Twoja ciocia doświadczyła dyskryminacji ze względu na wiek, ale nie miała o tym pojęcia. Ty też nie?

Te wszystkie historie można sobie łatwo wyobrazić. Wcale nietrudno doświadczyć ich również na skórze własnej, swoich bliskich, przyjaciół i znajomych. W każdym z tych przypadków doszło do naruszenia prawa. Dlaczego? I tu pojawia się pojęcie, o którym ostatnio mogłaś słyszeć w mediach dość często. Ale niechęcona zbyt dużą ilością negatywnych informacji w telewizji, nie wdrażałaś się w temat. Widok protestujących ludzi pod sądem, gmachem Sejmu czy jednym z ministerstw albo wystąpienie jednego z polityków w Parlamencie Europejskim. To nie twoja bajka. Z tym jednak kojarzyłaś słowo praworządność. Zasłyszałaś, że Unia Europejska chce ograniczyć fundusze ze względu na jej łamanie. Ale te wszystkie powyższe sytuacje również są jej przykładem. Praworządność to nie tylko temat z pierwszych stron gazet, głównych wydań wiadomości i wyskakujących powiadomień z portali internetowych. To codzienność, w której funkcjonujesz ty i twoi bliscy.


Zobacz także: Sylwia Gregorczyk-Abram: Tylko dialog i wzajemny szacunek nas uratują
 

Właśnie stąd potrzeba uświadamiania, że praworządność dotyczy nasz wszystkich – bez wyjątków Natomiast jej naruszanie to pogwałcenie naszych podstawowych praw, jak choćby prawo do sprawiedliwego wyroku, często dyskryminacja na tle płci, pracy, rasy czy orientacji seksualnej. Nie musisz o tym wszystkim dowiadywać się z mediów (ciągle w Polsce wolnych, choć w wielu przypadkach pod naciskiem władzy). O tym wszystkim informuje kampania społeczna „Na co komu praworządność”. która nie tylko w jasny i łatwy do przyswojenia sposób tłumaczy pojęcia praworządności, ale przede wszystkim na podstawie konkretnych przykładów z życia wziętych utwierdza nas w przekonaniu, że to, o czym dyskutują politycy i dziennikarze nie jest tylko elementem słownych potyczek. Inicjatorem kampanii „Na co komu praworządność” jest Międzynarodowe Stowarzyszenie Prawników (International Bar Association, IBA), czyli wiodąca na świecie organizacja prawnicza działająca w 170 krajach. Stawia sobie ona za cel podkreślenie, jak duże znaczenie na co dzień ma praworządność i dlaczego warto pilnować, by nikt nie naruszał naszych wolności.

Chcielibyście, żeby ludzie byli jednak równi wobec prawa? Wolelibyście mieć pewność że urzędnicy są nieskorumpowani, a prawnicy niezależni? I na pewno nie jest wam wszystko jedno, czy mamy wolne media? O tym wszystkim przypomina właśnie kampania „Na co komu praworządność?”. Więcej o tej inicjatywie przeczytacie TUTAJ.