Siadając do pisania, nie mogę pozbyć się automatycznego odruchu sięgania po telefon. Pojawia się znajome uczucie dyskomfortu, jak gdyby odłączenie się na chwilę niosło za sobą poważne konsekwencje. FOMO (fear of missing out), wolno tłumaczone jako lęk przed utratą ważnej informacji, dotyka 69% milenialsów korzystających z mediów społecznościowych. Kolejnym, równie niepokojącym zjawiskiem jest phubbing, czyli skupianie się na swoim telefonie do takiego stopnia, że lekceważymy otaczających nas ludzi. Psychologowie społeczni alarmują przed specyficznym rodzajem fobii, czyli nomofobii, która objawia się jako strach przed utratą kontaktu ze smartfonem. Wnikliwie zaprojektowane algorytmy, stojące za naszym uzależnieniem, doskonale uderzają w ludzkie potrzeby zewnętrznej walidacji czy gratyfikacji. I choć jesteśmy ich świadome i świadomi, notorycznie wpadamy w pułapkę obsesyjnego sprawdzania powiadomień czy lajków. A to nie pozostaje bez konsekwencji dla naszego układu nerwowego i dobrostanu psychicznego.

Spłycone relacje i pozorna gratyfikacja

Wraz ze wzrostem popularności mediów społecznościowych, zmieniła się dynamika naszych interakcji. Rzeczywistość, zamiast dzielić się na cyfrową i realną, stała się hybrydą obu światów. – Z jednej strony „nowe nowe media”, takie jak Instagram, Twitter czy Facebook, spowodowały, że jesteśmy w całodobowym kontakcie ze światem. Z drugiej jednak doszło do zjawiska tzw. siły słabych więzi. To oznacza, że powstała nowa przestrzeń do krótkotrwałych relacji z mnóstwem osób, z którymi nie utrzymujemy realnego kontaktu – opowiada dr Justyna Pokojska, socjolożka, badaczka społeczna i wykładowczyni na Uniwersytecie Warszawskim. W efekcie zaczęliśmy zwracać uwagę na opinię obcych osób, przypisując im taką samą wagę jak ocenie bliskich. Zmieniła się także nasza potrzeba walidacji. W rzeczywistej sytuacji ucieszylibyśmy się z trzech komplementów, podczas gdy trzy lajki pod zdjęciem wpędzają nas w poczucie zawodu. Pozornie regularny, ale niebliski kontakt w sieci uzależnił nas od wiecznej reakcji na publikowane treści.

Budując poczucie własnej wartości na liczbie lajków czy komentarzy, zatracamy naszą tożsamość. W takim wypadku łatwo jest naruszyć poczucie stabilizacji, jeśli polegamy na czymś, co często jest nieświadomym wyrazem aprobaty podczas bezmyślnego scrollowania – dodaje ekspertka. 

Cyniczny aktor, czyli kreowanie wizerunku w sieci

Kreując wizerunek w sieci, zatracamy także spontaniczność relacji na żywo. Wystarczy nałożyć filtr, przerobić zdjęcie i dodać przemyślany tekst. To prowadzi do zatarcia granicy pomiędzy autentyczną a wykreowaną interakcją. – Doszło do zapośredniczenia komunikacji. Nie musimy już odpowiadać w czasie rzeczywistym. Nasze wypowiedzi stały się wykreowane i w pewien sposób nieprawdziwe. W efekcie komunikacja, w którą wchodzimy, staje się pokłosiem tego, co o sobie myślimy i jakie wrażenie chcemy zrobić na naszym rozmówcy – tłumaczy Pokojska. Socjolog Erving Goffman nazwał to wchodzeniem w rolę „cynicznego aktora”. – Nawiązując relację cynicznie, czyli chcąc pokazać nieprawdziwy obraz siebie albo własnych intencji, tworzy się nierealna interakcja, która nie ma nic wspólnego z wymianą myśli czy wartości, bo uczestnicy nie są szczerzy – dodaje ekspertka. Fałszywa kreacja w sieci niesie za sobą poważne konsekwencje. Porównując się do przemyślanego wizerunku, wpadamy w przekonanie, że nigdy nie uda nam się dosięgnąć tak nierealistycznego standardu. Zapominamy jednak o tym, że za perfekcyjnym kadrem naszej idolki czy idola stoi sztab specjalistów. I choć ikony funkcjonują w kulturze nie od dziś, zmieniła się intensywność i skala tego zjawiska. – Kiedyś porównywano się do wyidealizowanych ikon mody czy muzyki. Dziś wystarczy konto na Instagramie i determinacja, żeby uzbierać konkretną liczbę obserwatorów. W efekcie użytkownicy porównują się nie tyle z prawdziwą gwiazdą, co z jej wykreowanym wizerunkiem. Wówczas frustracja odbiorców może prowadzić do poważnych konsekwencji, takich jak stany depresyjne czy wzrost myśli samobójczych – mówi ekspertka. 

Uzależnienie od dopaminy i chroniczny stres – jak przebodźcowanie odbiera nam radość życia?

W Dylemacie społecznym, filmie dokumentalnym Netfliksa, pojawia się druzgocąca scena, która doskonale pokazuje nasze uzależnienie od wyrzutów dopaminy. Pozbawiony telefonu nastolatek zaczyna doświadczać wzmożonego lęku, rozdrażnienia i obniżonego nastroju. Zachowuje się agresywnie wobec najbliższych i zatraca zdolność racjonalnego oglądu rzeczywistości. Filmowa, nieco podkoloryzowana scena znajduje wytłumaczenie w literaturze naukowej. – Kilka lat temu opublikowano fascynujące badania, które wykazały, że media społecznościowe mocno aktywują tzw. oś podwzgórze-przysadka-nadnercze. Osoby, które są stale połączone z siecią, doświadczają dużo większego wyrzutu kortyzolu. Nie jesteśmy w stanie przyswoić tak dużej ilości informacji, więc popadamy w przewlekłe poczucie stresu. Co ciekawe, po pięciodniowym detoksie od telefonu większość uczestników badania określiła się jako szczęśliwsza i spokojniejsza – opowiada dr Joanna Podgórska, doktor nauk biologicznych w dyscyplinie biochemia (ze specjalnością neurochemia), autorka publikacji naukowych i wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS. Wyrzut dopaminy podczas korzystania z mediów społecznościowych jest ściśle powiązany z elementem zaskoczenia. Potrzeba ciągłego sprawdzania powiadomień wynika z ekscytacji, jaka towarzyszy nowym, niespodziewanym komunikatom.

Korzystanie z mediów społecznościowych aktywuje nasz układ nagrody, czyli te same struktury mózgu, które są stymulowane podczas zażywania cukru czy substancji psychoaktywnych. Nadmierna stymulacja prowadzi jednak do mechanizmu uzależnienia. Im więcej dostarczamy sobie danego bodźca, tym bardziej potrzebujemy go, by nasycić nasze receptory – tłumaczy dr Joanna Podgórska.

Nasz mózg nie odróżnia tego, co dzieje się w mediach społecznościowych od zdarzeń rzeczywistych. Każde powiadomienie traktuje jak atak, wydzielając kortyzol i obciążając układ nerwowy. Nie dziwi więc fala problemów z koncentracją czy ze snem. Obsesyjne sprawdzanie telefonu nie oszczędza także naszej samooceny. Porównując się do wykreowanych wizerunków, tworzymy zniekształcony obraz samych siebie. – W psychologii rozróżnia się osoby wewnątrzsterowne i zewnątrzsterowne. Dla tych pierwszych budowanie samooceny opiera się na tym, jak sami myślą o sobie. Dla drugich z kolei opinia innych ludzi i porównywanie się bezpośrednio ugruntowują ich postrzeganie samych siebie. Problem tkwi w tym, że często porównujemy się do aspiracji, a nie do swoich rzeczywistych zasobów. Możemy być przecież w innym punkcie życia niż obserwowana na Instagramie osoba, przez co jej wybory nie byłyby wcale dla nas właściwe – tłumaczy ekspertka.

Zacznijmy mądrze korzystać z mediów społecznościowych!

Syndrom odstawienia, nasilone lęki, nerwica i kompulsje to jedne z wielu zachowań, które towarzyszą uzależnieniu od mediów społecznościowych. Układ nerwowy, jak i hormonalny dopraszają się o odpoczynek od wiecznej stymulacji. – Nie potrafimy osiągnąć stanu głębokiej relaksacji. Ogarnia nas społeczny dysbalans emocjonalny, a wiecznie dzwoniący telefon powoduje w nas chroniczne zmęczenie porównywalne do intensywnego treningu fizycznego – mówi Podgórska.

Wiedząc, jakie konsekwencje niesie za sobą nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych, możemy świadomie przeorganizować swoje podejście. Pierwszym krokiem może być odobserwowanie osób, których treści wzbudzają w nas poczucie winy czy nieadekwatności. Zamiast nich wybierzmy konta wnoszące realną wartość do naszego życia. Dobrym rozwiązaniem jest wychodzenie na spacer bez telefonu. Dzięki temu na nowo przyzwyczaimy się do ciszy i nudy wynikających z braku wiecznej stymulacji. Parodniowy detoks dopaminowy może skutecznie odciążyć nasz układ nerwowy, wspomagając głęboki relaks czy jakościowy sen. Przede wszystkim jednak wsłuchajmy się we własną intuicję, która głośno domaga się tego, co dla nas dobre. Na przykładzie pracowników z Doliny Krzemowej można śmiało stwierdzić, że wracamy do pierwotnych mechanizmów, takich jak przebywanie w naturze, odłączanie się od sieci i praktykowanie uważności. Niczym stoicy zwracamy się ku świadomemu życiu, w którym szczęście i akceptację odnajdujemy w sobie, niezależnie od czynników zewnętrznych. I niech ten trend zostanie z nami na dłużej!

Źródła – badania:

●    Social Media Use, Social Media Stress, and Sleep: Examining Cross-Sectional and Longitudinal Relationships in Adolescents
●    Brain anatomy alterations associated with Social Networking Site (SNS) addiction 
●    The “online brain”: how the Internet may be changing our cognition 
●    Social Media under the Skin: Facebook Use after Acute Stress Impairs Cortisol Recovery