Na co drugie pytanie o to, co słychać, dostaję odpowiedź: „dużo roboty”. Nie wiem, w jakim stopniu jest to odpowiedź przemyślana czy wręcz wyrachowana, a w jakim automatyczna. Bycie zajętym stało się przecież nową normą, a czas wolny – towarem luksusowym. Takim, o którym nie wypada zbyt głośno mówić, jeżeli nie chcemy narazić się na karcące spojrzenia współpracowników. Sama czuję niepokój, jeśli nadchodzący tydzień nie obfituje w zadania. Z kolei zapełniony kalendarz napawa mnie często dumą. I choć nie ma nic złego w produktywności per se, schody zaczynają się, kiedy ilość wykonanej pracy warunkuje nasze poczucie własnej wartości. 

Kultura produktywności

Współczesna kultura zredefiniowała postrzeganie człowieka jako jednostki społecznej, należącej do wspólnoty. Staliśmy się projektami, a naszą wartość oblicza się za pomocą wskaźnika KPI. – Presja na produktywność to efekt wpływu neoliberalnej kultury, która wywodzi się z protestantyzmu i amerykańskiego mitu. W tej opowieści jesteś tyle wart, ile pracujesz. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że ten pomysł wyrwał się spod kontroli i zamienił się w obsesję produktywności. Przestaliśmy zauważać, że jesteśmy, a zaczęliśmy dostrzegać wyłącznie to, że robimy – opowiada Marta Niedźwiecka, psycholożka, terapeutka relacji i certyfikowana sex coach. Z czasem produktywność zaczęto mylić z byciem zajętym. W obecnej hierarchii społecznej przodują osoby, które większość dnia spędzają za biurkiem. Paradoks tkwi jednak w tym, że bycie zajętym często nie idzie w parze z produktywnością. Utrzymanie koncentracji przez parę godzin bez przerwy graniczy z cudem. W efekcie kreujemy obraz zapracowanego człowieka sukcesu, który przez lwią część dnia nie jest w stanie skupić się na wykonywanym zadaniu. Nasz mózg nie nadąża za narzuconym tempem życia. A to prowadzi do deficytu uwagi i koncentracji.

Potrzeba społecznego udowadniania nie jest niczym nowym. Odnosi się nie tylko do urody czy prestiżu, ale także do swojego miejsca we wspólnocie. – Życie społeczne zawiera w sobie pewien element rywalizacji. Gorzej, jeżeli żyjemy efektywnością i nie zauważamy faktu bycia w świecie, współpracy czy solidarności, jedynie własne osiągnięcia – dodaje Marta Niedźwiecka. Greg McKeown, autor bestsellerowego Esencjalisty, zwraca uwagę na społeczną bańkę, którą ukształtowały media społecznościowe, smartfony i konsumpcjonizm. Obecnie jesteśmy zalewani nie tylko informacjami, ale także opiniami. To sprawia, że trudno opędzić się od kolejnych artykułów o tym, co powinniśmy robić i jak właściwie żyć.

Mierzyć siły na zamiary, czyli konsekwencje nieustannej pracy

Współczesny styl życia, nastawiony na zysk i efektywność, doprowadził do instrumentalnego traktowania zarówno siebie, jak i drugiego człowieka. – Wchodzimy w związki typu power relationships, które mogą nam pomóc w osiągnięciu celu. Stosujemy wobec siebie kulturę nadużycia w formie przepracowywania się czy przesadzania z używkami, żeby wytrwać całą noc albo uspokoić się po ciężkim dniu pracy. Próbujemy sprostać wymaganiom, które zwiększają się z każdą dekadą i są nierealistyczne – tłumaczy ekspertka. Zaczęliśmy demonizować czas wolny, a potrzeba regeneracji i ładowania baterii spadła na ostatnie miejsce na liście priorytetów. A że ludzka psychika potrzebuje okresu przestoju, żeby móc normalnie działać, do naszej codzienności zawitał chroniczny stres, wzmożony lęk i zaburzenia nastroju.

Sztuka odpuszczania

W obliczu presji działania coraz częściej rozmawiamy o tym, co może dać nam życiowe zwolnienie. Temat odpuszczania po raz pierwszy pojawił się w mojej codzienności w okresie jesienno-zimowym. Brak słońca odebrał mi witalność i energię do działania. Zamiast zmuszać się do szybkiego tempa pracy, zatrzymałam się na chwilę. Spróbowałam zadomowić się w strefie komfortu, przypatrując się sobie z wyrozumiałością wobec własnych ograniczeń. Wtedy zetknęłam się z historią, o której opowiedziałam w solowym odcinku podcastu, Sznurowadła myśli. Po raz pierwszy spojrzałam na odmowę przyjęcia nowej pracy jak na największy gest czułości wobec samej siebie. I tak zaczęłam zadawać sobie pytania o to, kim jestem bez tytułów, za pomocą których można mnie zaszufladkować?

– W sytuacji kryzysu tożsamości dobrym kierunkiem do obrania będzie zwrot uwagi w stronę świadomego bycia i tych jakości, które nie są o osiąganiu celów, popularności, urodzie, pieniądzach czy prestiżu. Chodzi o zadawanie sobie pytań o to, co oprócz tych rzeczy, które do tej pory robiłam, mogę wnieść do świata? – opowiada Niedźwiecka.

Wsłuchiwanie się we własne potrzeby i bycie w kontakcie ze swoimi emocjami to fundamenty życia w duchu slow. Kiedy już udało mi się zwolnić tempo, postanowiłam pochylić się nad hierarchią własnych wartości i priorytetów. Wiedząc, co jest dla mnie ważne, zaczęłam lepiej organizować swój czas. Klarowność wartości pomogła mi w podejmowaniu trudnych decyzji. Zaczęłam wyraźniej dostrzegać, kiedy warto odmawiać, a kiedy dany projekt jest spójny z moimi priorytetami. Krokiem milowym stała się jednak równowaga pomiędzy pracą a regeneracją. Postanowiłam stworzyć jasną strukturę dnia, wyznaczając miejsce zarówno na obowiązki, jak i odpoczynek. Zamiast gloryfikować bycie wiecznie zajętą, uznałam pracę za równie ważny budulec mojej tożsamości jak relacje czy czas dla siebie. 

W przypadku, kiedy znajdziemy się w punkcie głębokiego poczucia porażki, a utrata pracy doszczętnie zniszczy nasze poczucie własnej wartości, warto poprosić o wsparcie. – Jeżeli przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat żyliśmy w dany sposób, to gwałtowne odzwyczajenie się od tego stylu życia będzie dla nas bardzo trudne. Proces poradzenia sobie z kryzysem tożsamości związanym z utratą pracy czy miejsca w społeczeństwie może nie być do ogarnięcia w pojedynkę. Możliwe, że psychoterapia stanie się konieczna w przebrnięciu przez ten etap i integracji wszystkich stanów emocjonalnych – dodaje ekspertka. 

Przyjęcie nowego spojrzenia na to, co warunkuje nasze poczucie własnej wartości nie wyeliminuje globalnego wyścigu szczurów. Rewolucja w myśleniu o statusie społecznym wymaga jeszcze kilku pokoleń. To, co jednak może przynieść większa samoświadomość tu i teraz, to spokój ducha, lepsze zrozumienie własnych potrzeb i emocji oraz rezyliencja, bez której nie ma mowy o dobrostanie psychicznym.