Zacznę od tego, że jestem pro-choice. Nie wyobrażam sobie prezentowania innej postawy, tego, żeby moje osobiste przekonania ograniczały czyjąś wolność. Każdy ma własne sumienie i powinien mieć prawo do podejmowania decyzji o dzietności, swoim ciele, życiu – w jak najbardziej przyjaznych warunkach. Uważam, że każdy powód do aborcji jest dobry, wynika z indywidualnych pobudek psychicznych, fizycznych, ekonomicznych – najróżniejszych – i nie nam je oceniać.
 

Ciąża jako kara za uprawianie seksu

Trudno jednak mówić o możliwości podjęcia decyzji o przerwaniu czy donoszeniu ciąży w przyjaznych warunkach, kiedy na ulicach miast widzi się antyaborcjonistów z krwawymi banerami rozpowszechniających fałszywe informacje, szkalujących lekarzy ratujących życie osobom w ciąży. Tym osobom z kolei narzuca się, jak powinny się czuć po ewentualnej aborcji – oczywiście cierpieć. Tymczasem wszystko zależy od jednostkowej sytuacji, tego, czy aborcja dotyczyła chcianej ciąży, ale np. zagrażającej życiu, płód miał poważne wady itp., czy to było przerwanie ciąży niechcianej, będącej wynikiem gwałtu, zawodności antykoncepcji. Można po aborcji czuć smutek, ale można i ulgę. Każde uczucie jest OK. Bo ciąża nie ma być karą za grzechy, a świadomym wyborem. A wpadki się zdarzają na całym świecie. W XXI wieku mamy jednak sposoby, aby nie rujnowały one życia. Jest więc i antykoncepcja awaryjna (w naszym kraju dostęp do niej został utrudniony, tabletka „dzień po” jest na receptę, której część lekarzy nie chce wypisywać, zasłaniając się klauzulą sumienia), jak i bezpieczna aborcja farmakologiczna.

Tabletka „dzień po” - fakty i mity o antykoncepcji awaryjnej

Na moje przekonania wpłynęła nie tylko czysta logika, ale i dwa artykuły, które przeczytałam w Wysokich Obcasach jako nastolatka. Pierwszy był materiał o Alicji Tysiąc, której odmówiono aborcji, choć były do tego podstawy. Tysiąc zaszła w trzecią ciążę w wyniku pęknięcia prezerwatywy (z przyczyn zdrowotnych nie mogła stosować innych form antykoncepcji). Dwie poprzednie ciąże kobiety wiązały się z powikłaniami, trzecia i poród – groziły jeszcze poważniejszym powikłaniami. Przeciwwskazaniem do kontynuowania ciąży była poważna wada wzroku (-20 dioptrii), co stwierdziło trzech niezależnych okulistów – istniało wysokie ryzyko, że kobieta zupełnie stracić zdolność widzenia. Jednak lekarze z publicznej służby zdrowia odmówili wykonania zabiegu, a kobiety nie było stać na opłacenie zabiegu poza Polską. Drugi był reportaż o mamach niepełnosprawnych dzieci, które mając już dość, żyjąc na skraju ubóstwa, opuszczone przez bliskich, decydują się na krok ostateczny – samobójstwo – razem z niepełnosprawnym dzieckiem, bo kto się nim zajmie.
 

No uterus, no opinion! A jednak...

Z taką wizją losu osoby z macicą w naszym kraju wchodziłam w dorosłość. Nic dziwnego, że dla części z nas seks to raczej ryzyko niż obietnica przyjemności. Bo jeśli antykoncepcja zawiedzie, będzie trzeba rodzić. Jeśli dojdzie do gwałtu, jeśli płód będzie miał ciężkie wady, to i tak mogą odmówić aborcji, więc podwójna trauma związana z niechcianą ciążą i porodem. Nie wiem, czy mężczyźni zdają sobie sprawę z tego, jakim stresem bywa obciążony seks uprawiany przez nas, jakim stresem jest po prostu bycie osobą z macicą. W Polsce, w Salwadorze czy w niektórych częściach Stanów Zjednoczonych, gdzie właśnie doszło do zaostrzenia prawa aborcyjnego, zostajemy sprowadzone do inkubatorów, a prawo do naszego losu roszczą sobie faceci. A jeszcze bardziej boli, kiedy inne kobiety także przykładają do tego rękę. I tak historia z Opowieści podręcznejMargaret Atwood z fikcji zamienia się w nasze codzienne realia.
 

Regulacje w sprawie broni vs. macice

W Stanach Zjednoczonych aborcja jest legalna od 1973 roku – po słynnym procesie Roe vs. Wade, kiedy Sąd Najwyższy uznał, że ówczesne przepisy antyaborcyjne to ingerencja państwa w prywatne sprawy, co godzi w konstytucyjne prawo do ochrony prywatności. Wszystko zaczęło się od pozwu kobiety występującej pod pseudonimem „Jane Roe”, reprezentowanej przez młode adwokatki, która nie mogła usunąć niechcianej ciąży, bo było to nielegalne w Teksasie. Po procesie prawo do aborcji zostało wpisane do konstytucji, stając się jednym z najbardziej liberalnych na świecie (w większości stanów terminacja ciąży dopuszczana jest do 24-28. jej tygodnia). Jednak to, że aborcja stała się legalna, nie oznaczało, że automatycznie będzie dostępna dla wszystkich, bo m.in. większość stanów jej nie finansuje.

Kiedy Donald Trump został prezydentem, sytuacja się pogorszyła, pojawiły się różne ustawy utrudniające finansowanie aborcji. Ostatnie kilka miesięcy to też prace nad ograniczeniem prawa do aborcji w poszczególnych częściach kraju. Od początku tego roku stany takie jak Ohio, Kentucky, Georgia i Mississippi przyjęły przepisy zgodnie, z którymi aborcja jest nielegalna po 6. tygodniu ciąży, czyli na bardzo wczesnym etapie, kiedy wiele osób nie wie jeszcze, że mogło dojść do zapłodnienia. Zazwyczaj na świecie aborcję dopuszcza się przynajmniej do 12. tygodnia ciąży.

Ogromne poruszenie wywołało jednak zaostrzenie przepisów aborcyjnych w Alabamie w połowie maja. 25 senatorów głosowało za ustawą, która zabrania przerywania ciąży z wyjątkiem zagrożenia życia i zdrowia kobiety, a za przeprowadzenie aborcji przewiduje do 99 lat pozbawienia wolności. Gubernatorka Kay Ivey wywodząca się z Partii Republikańskiej podpisała się pod tą ustawą. Jej przepisy wejdą w życie za 6 miesięcy i będzie to najostrzejsze prawo antyaborcyjne w Stanach. Chyba że inne stany prześcigną Alabamę, bo antyaborcyjne działania polityczne trwają. W Teksasie rozważane jest wprowadzenie kary śmierci dla kobiety, która podda się aborcji...

W Stanach Zjednoczonych wprowadzono najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne. W ramach protestu gwiazdy, które miały aborcję, podzieliły się swoimi historiami

Oczywiście osoby pro-choice oraz wspierające je polityczki i politycy zawalczą, aby te nowe przepisy nie weszły w życie. Nie obejdzie się na pewno bez protestów na ulicach, a przede wszystkim skarg do sądów, pewnie aż po Sąd Najwyższy – z tym, że ten obecnie wykazuje konserwatywne tendencje, więc o wygraną może być trudno.

Najnowsze decyzje w sprawie aborcji rozpaliły także dyskusję w sieci. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni podkreślają absurdalność sytuacji – politycy wciąż nie są w stanie wprowadzić przepisów delegalizujących posiadanie broni, a tym samym ograniczyć liczby masakr dokonywanych za jej pomocą, a szybko i łatwo idzie im zakazywanie aborcji. Tym samym choćby stawiają gwałcicieli ponad ich ofiarami, którym odmawia się przerwania ciąży będącej wynikiem gwałtu. Przede wszystkim w większości wypadków jest tak, że to mężczyźni, osoby bez macic, bez doświadczenia ciąży, decydują o czymś, co ich praktycznie nie dotyczy. Oni nie muszą przecież być w ciąży, przeżywać porodu. Uznają się za obrońców życia, ale zupełnie ignorują fakt, że to właśnie ich decyzje życiu zagrażają. A dopóki nie ma dostępu do legalnej i bezpiecznej aborcji życie osoby w ciąży jest zagrożone.
 

Jak być pro-choice?

Wobec kolejnych antyaborcyjnych działań, 17 maja władze Oregonu ogłosiły, że jako pierwszy stan zapewnią darmową aborcję wszystkim osobom. Ludzie łączą też siły oddolnie, aktywizują się nie tylko, aby protestować, lecz także wesprzeć funkcjonujące już kliniki aborcyjne (np. Planned Parenthood) czy fundusze aborcyjne zakładane, aby likwidować bariery ekonomiczne w dostępie do aborcji – można wpłacać pieniądze, zgłosić się do pomocy w ramach wolontariatu, informować o tym, gdzie i jak można legalnie dokonać aborcji. Dziewczyny prowadzące sekspozytywne i ciałopozytywne amerykańskie marki zwarły szyki, opublikowały list proaborcyjny w magazynie The New York Times, wzywając w nim do łączenia sił wobec zamachu na prawa. Przedsiębiorczynie zadeklarowały również, że będą przekazywały kilka procent ze swoich dochodów funduszom aborcyjnym.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A letter from our CEO, Meika: As the news continued to break last week, one of the first things I thought to do was pick up the phone and call my peers, my friends––including those who many may view as my competitors––to share why I felt it was critical we band together and show our community, our teams, and people everywhere that we have their backs. Together, we pledged to stand up and speak out on this issue because far too much is at stake; because we wouldn’t be where we are today without these rights; and because it’s no longer acceptable to stay silent. Knowing our collective voice is louder than any single one is on its own, we formed an alliance around our commitment as CEOs to stand up for the right to choose. Thank you to Erica, Siobhan, Maria, Alex, Jen, Molly, and Lauren for coming together, for answering the call, and for standing with me because, in business and in life, we are all stronger together. #stopthebans #mybodymybusiness @shethinx @dameproducts @corawomen @thisisloom @fur_you @clarycollection

Post udostępniony przez sustain (@sustain) Maj 21, 2019 o 7:02 PDT
 


Dziewczyny z Aborcyjnego Dream Teamu (o których jeszcze będzie mowa) napisały na swoim Facebooku: „Przez Stany Zjednoczone przechodzą protesty w reakcji na kolejne propozycje zaostrzenia prawa do aborcji. W ciągu ostatnich dwóch tygodni bardzo restrykcyjne zapisy wprowadzono w stanie Georgia czy Alabama. Mobilizacja jest ogromna a hasło konkretne: fuck your abortion ban. Nasze koleżanki z USA, które pracują w funduszach aborcyjnych takich jak National Network of Abortion Funds mówią wprost: to czego teraz najbardziej potrzebujemy to głośny sprzeciw i darowizny na fundusze aborcyjne. Pieniądze z tych funduszy pokrywają dojazd do sąsiedniego stanu, zabieg, opiekę przed, w trakcie i po dla każdej osoby, która potrzebuje aborcji. W ten sposób można pokazać politykom, że mają żadnej szansy zatrzymania aborcji. Aborcja była, jest i będzie a solidarność będzie rosła.”
 

„Prolajferzy”, którzy mają gdzieś życie kobiet

W tym wszystkim – niezależnie, czy mówimy o Stanach, Polsce czy innej części świata – niezwykle ważny jest język, który służy do toczenia sporów o ciążę i aborcję. Przede wszystkim pora skończyć z nazywaniem przeciwników aborcji osobami pro-life, nawet jeśli oni siebie sami tak nazywają. Pamiętajmy, że stawiają oni życie płodu ponad życie osób, które w wyniku ciąży lub porodu mogą umrzeć, osierocić rodziny, osoby, które z różnych powodów nie mogą urodzić dziecka. Co więcej, w dyskusji przeciwnicy aborcji posługują się emocjonalnym językiem, kiedy medycyna mówi obiektywnie o zarodku i płodzie, oni mówią o dziecku. Jakby to było ich dziecko i mieli z nim emocjonalną więź. W naszym kraju antyaborcjoniści mówią nawet o „dzieciach niepoczętych”. Tymczasem wiele osób na początku ciąży mówi, że w niej po prostu jest i wraz z rosnącym brzuchem zaczyna bardziej personalnie, indywidualnie mówić, że będzie miała dziecko, nazywać pieszczotliwie rozwijający się płód.

A prowadzące fanpage Dziewuchy Dziewuchom w jednym z postów przypomniały o następującej ważnej kwestii: „Niejedna ciężarna osoba (...) o noszonym w łonie zarodku powie po prostu „moje dziecko”. Są jednak i takie sytuacje, gdy ciąża jest niechciana, a osoba ciężarna po porodzie zrzeka się praw rodzicielskich. Nazywanie jej wówczas „matką” jest nieuprawnionym wpisywaniem jej w konkretną społeczną rolę. Jednocześnie słowo „kobieta” nie jest synonimem słowa „matka”, więc zamienne stosowanie tych określeń będzie budziło niepotrzebne napięcia. Są przecież także mężczyźni którzy zachodzą w ciążę – dotyczy to sytuacji osób interpłciowych i transpłciowych.”

I tu właśnie pojawia się ważna sprawa, która często umyka w ferworze walki o prawa reprodukcyjne, dostęp do aborcji itp. Nazywamy te wszystkie wysiłki walką kobiet, zapominając, że zdobycie tych praw leży też w interesie osób, które nie identyfikują się jako kobiety. W naszych społecznych, jak i codziennych dyskusjach warto dbać o to, aby mówić jak najbardziej neutralnie, aby nasz język nie był wykluczający. Bo mamy XXI wiek i równość powinna zapanować w końcu w każdej dziedzinie życia. A jeśli nie wiem, jak się do kogoś zwracać, jakim zaimkiem, jaka jest czyjaś identyfikacja, to zawsze najlepszym wyjściem jest po prostu zapytać.
 

Ratujmy Kobiety, czyli aborcja w Polsce

Wróćmy jeszcze do Polski. Czarny Protest, który miał miejsce na ulicach polskich miast 3 października 2016 roku, powstrzymał próby zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji. Jednak wciąż nie możemy być pewne, czy ktoś nie będzie chciał ograniczyć naszych praw. Barbara Nowacka jesienią 2018 roku złożyła w Sejmie projekt ustawy Ratujmy Kobiety, w której była mowa o rzetelnej edukacji seksualnej i dostępie do aborcji do 12. tygodnia ciąży. Niestety projekt przepadł po pierwszym czytaniu.

Selena Gomez była w ciąży z Justinem Bieberem i dokonała aborcji? Fani nie mają wątpliwości
 

Strażnicy macic i sumień

Na ten moment sytuacja w naszym kraju wygląda tak, że obowiązuje tzw. kompromis aborcyjny z 1993 roku, na mocy którego przerwanie ciąży dopuszczalne jest w trzech przypadkach: gwałtu, zagrożenia życia matki i poważnej wady płodu. W praktyce jednak wielu lekarzy nie chce nawet w świetle prawa wykonywać aborcji, zwłaszcza że atmosfera w kraju i obecni rządzący są zdecydowanie antyaborcjonistami. Więc nasze prawa są nie tylko ograniczone, są w zasadzie teoretyczne. Lekarze zasłaniają się klauzulą sumienia, odsyłają kobiety od szpitala do szpitala, aż minie termin, kiedy ciążę przerwać, nie informują o przysługującym im prawie do aborcji czy wadach płodu itp. Często są to naprawdę mrożące krew w żyłach historie. Nic więc dziwnego, że wiele osób woli od razu udać się na zabieg za granicę, choć mogłyby go wykonać w kraju w ramach NFZ. Oczywiście nie każda osoba w ciąży może sobie pozwolić, aby ponieść koszt wyjazdu i zabiegu.

Warto podkreślić, że taka zmiana przepisów w 1993 roku związana była z ustaleniami konkordatu z Kościołem i wywołała liczne protesty, zwłaszcza kobiet. Nic one wtedy nie dały. I tak dotychczasowy dostęp do aborcji został odebrany, choć w czasach PRL-u aborcja była dostępna (zalegalizowano ją w 1956 roku). Osobom ustanawiającym przepisy najłatwiej przychodzi jednak zakazać aborcji, spychając ją do podziemia, przykładając rękę do nielegalnej strefy, narażając życie osób poddających się aborcji w nieodpowiednich warunkach. Aktywiści pro-choice i edukatorzy seksualni podkreślają zaś od lat, że aby zmniejszyć liczbę aborcji, wcale nie trzeba ich zakazywać, bo to tylko pozorne rozwiązanie sytuacji. Trzeba stworzyć system, w którym już najmłodszym dostarczana jest rzetelna wiedza o życiu seksualnym (oczywiście dostosowana do wieku), system, w którym jest łatwy dostęp do antykoncepcji w przystępnych cenach.
 

Aborcyjny Dream Team, czyli jak aborcja wygląda dzisiaj naprawdę

Jak mówią statystyki aborcja to temat bliski wielu z nas, 1 na 3 osoby miały aborcję. Nie zmusi się nas do rodzenia dzieci. Działaczki z Aborcyjnego Dream Teamu piszą, że „Nie ma lepszych, czy gorszych powodów do aborcji. Po prostu. Wszystkie są ważne, dopóki są nasze” i starają się uświadamiać na temat aborcji w naszym kraju, chcą pozytywnie wpłynąć na język, jakim rozmawia się na ten temat, walczyć ze stygmatyzacją aborcji i być wsparciem dla tych, które chcą jej dokonać. Dziewczyny z Aborcyjnego Dream Teamu jeżdżą na szkolenia międzynarodowe i później przekazują rzetelną wiedzę m.in. o aborcji farmakologicznej, czyli powszechnej obecnie metodzie przerywania ciąży, którą stosuje się zarówno w placówkach medycznych, jak i można zastosować ją w domu. Uruchomiły niedawno stronę internetową i publikują tam nadesłane prawdziwe historie aborcyjne, aby pokazać jak największą różnorodność tego doświadczenia i spektrum możliwych uczuć.

Oswajaniu aborcji zaczyna przysłużać się także popkultura. Choćby w jednym odcinku netfliksowego serialu Sex Education pokazano, jak jedna z bohaterek poddaje się aborcji, edukując przy okazji bez żadnego tabu, jak taki zabieg może wyglądać. Również gwiazdy decydują się na aborcyjne wyznania, aby odczarować temat. Amerykańska aktorka Busy Philipps w programie Busy Tonight opowiedziała, że w wieku 15 lat przerwała ciążę. Przytoczyła też statystyki, jak często kobiety (1 na 4) decydują się na to. Wydaje się to niemożliwe, a jednak jest prawdziwe, tyle że rzadko się o ty mówi, zwłaszcza publicznie. Dlatego tak ważne są kolejne głosy, które udowodnią, że nie ma się czego wstydzić.

Polski wątek w serialu „Sex Education”, który mogliście pominąć! A może od razu go wyłapaliście?
 

Dzień Matki a aborcja

Tuż przed Dniem Matki świętowanym w Stanach 12 maja, na stronie amerykańskiego Glamour, ukazał się z kolei tekst autorstwa doktorGhazaleh Moayedi, która przeprowadza aborcje. Autorka szczerze opisała swoją pracę i to, że macierzyństwo nie wpłynęło na nią w żaden sposób. Jedynie bardziej ją uwrażliwiło. Moayedi zdała sobie sprawę, że nie ma kartek z okazji Dnia Matki, które pozwalałyby uczcić aborcję. „Wobec moich pacjentek, które nie były mamami i nie chciały nimi jeszcze zostać, kiedy zaszły w ciążę, jak i wobec tych, które w ogóle nie widzą się w tej roli, uważam aborcję za akt świadomego rodzicielstwa. Decyzja, kiedy zostać rodzicem, jest aktem miłości. Jako przejaw miłości odbieram także aborcyjne decyzje moich pacjentek, które już są matkami.”

Warto mieć to na uwadze, obchodząc 26 maja Dzień Matki w naszym kraju. W tym roku to również data wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nie lekceważmy ich, skorzystajmy z prawa do głosowania, opowiedzmy się za kandydatkami i kandydatami, którzy nie chcą decydować o cudzych ciałach i sumieniach, a tworzą warunki, w których można świadomie decydować bez presji o swoim życiu.
 

Paulina Klepacz – feministka, dziennikarka, redaktorka naczelna feministyczno-erotycznego magazynu G’rls ROOM, współautorka książki #girlstalk. Dziewczyny, rozmowy, życieCIPKOnotesu.

Zobacz także: „Nie chcesz mieć dzieci? Jeszcze ci się zmieni!”, czyli czego nie mówić dziewczynom, które nie chcą mieć dzieci