28-letnia projektantka Sophia Webster to wschodząca gwiazda mody. Studiowała sztukę na Royal College of Art. Tam też spotkała Jimmy'ego Choo- jednego z wykładowców i została jego asystentką. Potem poszło jak z płatka. W pracowni Jimmy'ego spędziła dwa lata i dowiedziała się wszystkiego o funkcjonowaniu rynku. Jak wspomina pracę z projektantem? Mówi, że to genialny genialny artysta, cudowny człowiek i prawdziwy mentor. Pomógł jej nawet zebrać materiały potrzebne do stworzenia pierwszej kolekcji na s/s 2013.

Potem przyszedł czas żeby się usamodzielnić. Uzależniona od sztuki Sophia miała jasną wizję swojej marki. Jej kobieta jest kolorowa, przewrotna i zmysłowa. O sobie mówi, że ma świra na punkcie butów. Intryguje ją fakt, że tą samą parę może założyć do dizajnerskiej sukienki od topowego projektanta, albo boyfriendów z sieciówki. Sama o swoim stylu mówi "tomboy w wersji dziewczęcej", ale tak na prawdę jest superkobieca: kocha kolory, printy i sukienki. Superdługie włosy zaplata w warkocze, no i bez szpilek nie rusza się z domu.


Na początku projektowała tylko buty na obcasie, wprowadziła nowe modele trochę wbrew sobie, żeby przyciągnąć więcej kobiet. Udało się. Po dwóch latach istnienia marki zaczęła zgarniać prestiżowe nagrody (m.in. British Fashion Award for Emerging Accessories Designer 2013), jej buty zaczęły nosić gwiazdy, pojawiały się nowe punkty dystrybucji, a sprzedaż rosła.


Teraz nadszedł czas na następny krok. Co skłoniło ją do stworzenia linii ślubnej? Po pierwsze ma świra na punkcie Instagramu- tam godzinami przegląda zdjęcia swoich klientek. Zauważyła, że mnóstwo z nich zakłada jej buty właśnie na ślub. Potem prześledziła ofertę konkurencji i okazało się, że trudno o unikatową parę szpilek na ten wyjątkowy dzień. Nie mówiąc już o tym, co się wydarzyło, gdy specjalnie dla swojej przyjaciółki Jessie Ware zaprojektowała parę ślubnych sandałków (idealnych na plażę) z napisem "Wifey for lifey"… Dziewczyny oszalały na ich punkcie, a Sophia dostawała setki maili z prośbą o wykonanie takich samych na zamówienie, cena nie grała roli. Przeanalizowała słupki sprzedaży i okazało się, że modele "wedding friendly" sprzedają się jak świeże bułeczki: lista oczekujących na model Coco nie ma końca, a zapas sandałów Evangeline angel wing wyprzedał się w 24 godziny…

 

 

Niestety obawiam się, że z dostępnością nowej, ślubnej kolekcji nie będzie lepiej. O wysadzanych maleńkimi kryształami szpikach obleczonych pastelową satyną zamarzy każda panna młoda. W kolekcji znalazły się też satynowe klasyczne czółenka z kolorowymi kamieniami, idealne na plażową ceremonię plastikowe sandałki, sznurowane, ultrasexowne zamszowe szpilki odkrywające stopę. Sophia dba o najdrobniejsze detale- zwróćcie uwagę a wyszyte nitką serca na podeszwach! Cud miód!

 

 

tekst: Kamila Wagner