Też tak macie, że jak przyzwyczaicie się do jednego produktu do pielęgnacji, to nie czujecie potrzeby testować pojawiających się na rynku nowości? Rozumiemy, ale mimo wszystko czasami warto. Zwłaszcza, że nigdy nie wiecie, kiedy w drogerii może zabraknąć waszego ukochanego produktu i wtedy trzeba sięgnąć się po jakąś alternatywę. W takich sytuacjach zawsze pomocne są różnego rodzaju fora i grupy na Facebooku, gdzie użytkowniczki wymieniają się doświadczeniami związanymi z konkretnymi kosmetykami. I często rekomendują je właśnie jako godne zastępstwo.

Ostatnio na jednej z naszych ulubionych facebook’owych grup Składy kosmetyków przestaną być niewiadomą, dziewczyny zachwycały się płynem micelarnym marki Bielenda. W opinii wielu internautek to produkt, który spodoba się wszystkim przyzwyczajonym do tej pory do płynu micelarnego Biodermy. Chodzi o płyn z linii Fresh Juice, który dostępny jest w trzech opcjach: orzeźwiający Yuzu, silnie oczyszczający z melonem oraz kojący z arbuzem. Skład tych płynów jest bardzo przyzwoity. Choć może odstraszać PEG-6 pełniący funkcję emolientu, emulgatora i środka myjącego, czy disodium EDTA, szkodliwy jednak tylko w areozolach, generalnie całość prezentuje się bez zarzutu.

Najlepsze produkty do demakijażu oczu poleca redakcja i czytelniczki Glamour.pl

Co oprócz składu przemawia do internautek? To, że swoje płyny micelarne marka oferuje klasycznie w plastikowych butelkach (ich cena to około 20 zł), ale także w opcji refill, czyli uzupełniaczy. To oznacza, że nie musicie za każdym razem kupować nowej butelki, wystarczy uzupełniać dozownik, który już posiadacie. Producent zapewnia, że taki doypack to 73% mniej plastiku. Kolejny plus to cena. Internautki donoszą, że ceny płynu micelarnego Bielendy w zależności od drogerii oraz promocji zaczynają się od 8,99 zł i go znaleźć w Naturze lub Hebe, czyli także online. No i oczywiście w butelce, jak poniżej.