Jeśli tęsknicie za podróżami, to nawet nie wsiadając do samolotu, bo w tętniącej życiem Warszawie, w moment możecie znaleźć się na... Bali. W klimacie tej indonezyjskiej wyspy urządzone jest MR & MRS SPA stworzone przez Marzenę Kanclerską, prawdziwą ekspertkę od paznokci. Mając kilka salonów manicure zamarzyła ona o miejscu, w którym będzie można zadbać o siebie kompleksowo, wyciszyć się i odstresować. O miejscu dla niej i dla niego. Postanowiłyśmy je sprawdzić!

Dominika Tabaczyńska, brand manager magazynu Glamour

Tym razem w ramach naszego cyklu odwiedziłyśmy MR & MRS SPA Marzena Kanclerska miejsce, w którym praktycznie pod każdym względem można zatroszczyć się o siebie, wyciszyć i odstresować. Ja oddałam się w ręce pani Agnieszki, która wykonała zabieg Intraceuticals, polegający na nieinwazyjnej metodzie odmładzania twarzy, której głównym zadaniem jest nawilżenie skóry poprzez zwiększenie ilości kwasu hialuronowego w różnych jej warstwach. Zabieg Intraceuticals wykorzystuje zjawisko infuzji tlenowej oraz ciśnienia hiperbarycznego. W głąb skóry wprowadzane się substancje bogate w drobnocząsteczkowy kwas hialuronowy, antyoksydanty oraz witaminy. To naprawdę ekspresowy zabieg odmładzający. Widocznie wypełnia zmarszczki i linie. Bardzo silnie nawilża i ujędrnia, przywraca skórze blask i naturalną promienność.

Sama byłam pod ogromnym wrażeniem efektu tego zabiegu – jest natychmiastowy, moja skóra została dotleniona, stała się ujędrniona i napięta, a widoczna linia na mojej twarzy została spłycona. Efekt po zabiegu utrzymał się u mnie przez ponad 2 tygodnie. Program kuracji obejmuje serię 4-6 zabiegów, pojedynczy zabieg możesz wykonać przed wyjątkowym wydarzeniem. Ja się uzależniałam i gorąco Ci ten zabieg polecam!

Ismena Dąbrowska, redaktor prowadząca Glamour.pl

Myślałam, że mój próg bólu wyznaczył już fizjoterapeutyczny masaż i rozbijanie moich spiętych mięśni pleców, ale jednak Zoga Face dorzuciła do tego coś od siebie ;)

Do MR & MRS SPA umówiona byłam już w marcu, ale pandemia pokrzyżowała nam plany. Paradoksalnie wyszło mi to na dobre. Trafiłam tam po miesiącach siedzenia w domu przed komputerem, pracy do nocy bez chwili dla siebie, czego najlepszym obrazem był stan mojej skóry i ciała.

Zaczęło się więc cudownie niewinnie, od relaksującego peelingu całego ciała. Gwarantuję, że takiego nie zrobisz sobie nigdy samodzielnie pod prysznicem. Wszystko jest po nim gładkie, ujędrnione i ma się wrażenie, że w końcu wszędzie tam, do każdego zakamarka dopływa krew ;) Przy tym jest to przyjemny masaż, który odpręża i relaksuje. Zresztą  MR & MRS SPA już od progu gwarantuje, że na moment wylogujesz się z rzeczywistości. Klimat, wystrój i detale tworzą z tego miejsca miejskie Bali, oazę wyciszenia.

Ciało zrelaksowane, pora na twarz. I tutaj dałam się zasugerować nazwie Zoga Face i nastawiałam się na przyjemny, niemalże jak joga, masaż twarzy. Wiecie – relaksujący, delikatny... Prawda jest taka, że zwykle w ramach naszych testów daję się zaskoczyć celowo, nie nastawiam się, nie czytam, nie szukam. Chcę wszystkiego dowiedzieć się na miejscu. Tak więc na własnej twarzy przekonałam się, że Zoga Face to masaż głowy, szyi, ale także... wnętrza jamy ustnej. Generalnie to taka technika, która rozmasowuje absolutnie wszystkie spięcia, które mamy wokół twarzy, na skroniach czy czole.

I tak właśnie przekonałam się, że stres, wszystkie nerwy powodujące napinanie mięśni twarzy, zaciskanie zębów, wszystko to odcisnęło się niewidzialnie, ukryło gdzieś głęboko. Jak bardzo wszystko miałam spięte przekonałam się dopiero na koniec – kiedy wychodziłam z jędrną i napiętą skórą twarzy, poprawionym owalem (serio! Aż zrobiłam sobie zdjęcie na pamiątkę), ale przede wszystkim jakby z lżejszą głową. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale to takie uczucie jakby wszystkie napięcia, nerwy, problemy wszystko zeszło i dało po prostu nam luz. Może i nie było to najlżejsze doświadczenie, ale na pewno z efektami, jakich się nie spodziewałam. Ale spokojnie, doznania w trakcie zależą od naszej własnej kondycji, tego jak bardzo mamy wszystko napięte, oraz od tego, jak jesteśmy wyczulone na tego typu nacisk. Jedno jest jednak pewne – wszyscy otrzymają w nagrodę efekty, jak po zabiegu liftingującym ;)

Zobacz także: Nasz pierwszy raz... z I Love Grain. Czyli jak od ponad miesiąca śpimy na poduszkach i medytujemy na pufach wypełnionych łuskami [TEST. OPINIA]