Jakiś czas temu zapytano mnie, jak mówić o swojej seksualności, by nie zostać źle odebraną, by nie zostać uznaną za szmatę, ladacznicę. Samo pytanie jest wyrazem nieustającej autocenzury, jaką narzucają sobie kobiety bojące się przekroczyć granicę tego, co zostało uznane za społeczną normę. Normę, obwarowaną szkodliwymi stereotypami i wzorcami do naśladowania, wyznaczają najczęściej archaiczne wartości. Kto tworzy te wartości, normy i stereotypy? Oczywiście patriarchat, w którym żyjemy. Wciąż musimy mierzyć się z tym, że kobiety traktuje się jako obiekty seksualne. Wciąż spotykamy się z drwinami, slut-shamingiem, a kobiety, które łamią tabu, walczą o władzę nad własnymi ciałami i mają pod górkę.

Dopiero od niedawna jesteśmy samodzielne politycznie i ekonomicznie, przez setki lat nie miałyśmy prawa decydować o swoim zamążpójściu, sprawować funkcji publicznych, samodzielnie zarządzać majątkiem czy studiować. Byłyśmy wydawane za mąż, przechodziłyśmy jak przedmioty z rąk ojca w ręce męża, bez prawa do sprzeciwu. Niby czasy się zmieniają, ale chociażby to, że masa mężczyzn przed oświadczynami nadal najpierw pyta teścia o zgodę, to pozostałość takiego stanu rzeczy.
Ciała kobiet przez setki lat były poddawane władzy mężczyzn, kobiety tę władzę zinternalizowały i same narzucają sobie mainstreamowe normy piękna. Dziewczynki uczy się dbania o siebie po to, żeby podobały się chłopcom. W zależności od tego, czy będą się wystarczająco starać i trzymać wyznaczonych reguł będą się cieszyły (lub nie) szacunkiem i powodzeniem.
 

Jesteśmy otwarte czy nie?

Mimo że jesteśmy coraz bardziej otwarte, a zmiany obyczajowe postępują dość szybko, to jeszcze wiele przed nami. Musimy symbolicznie odzyskać swoje ciała, tak żebyśmy mogły się nimi cieszyć i mówić o tym bez wstydu i strachu, że zostaniemy uznane za szmaty. Na szczęście pojawia się coraz więcej głosów zachęcających kobiety do odkrywania swojej seksualności, mówienia o swoich potrzebach i odczuciach. Czasem dokonujemy tych odkryć z partnerem, a czasem odkrywamy się same, przede wszystkim przez masturbację. Jej odtabuizowanie ma ogromne znaczenie. Kiedyś, był to grzech i wstyd, teraz uczymy się mówić o samomiłości i korzyściach jakie za sobą niesie.

Również bardziej otwarta kultura masowa zachęca kobiety do eksplorowania swoich ciał. Ja robię to chociażby w moich podcastach Pod kołdrą z Jędrusik (dostępnych w aplikacji Empik Go). Pierwsze trzy odcinki w dużym stopniu traktują o seksualności kobiet i odkrywaniu tego, co nas kręci. Rozmawiam z moimi gościniami o gadżetach erotycznych, o tym jak komunikować się z partnerem, jak odkrywać swoje ciała. Mówimy swobodnych językiem, bez wstydu i cenzury, jednocześnie moje rozmówczynie i rozmówcy dzielą się bardzo mądrą i fachową wiedzą.
 

Jak mówić o seksie?

Mówienie o seksie, czy to w sferze publicznej czy prywatnej, jeszcze długo nie będzie łatwym zadaniem. Od najmłodszych lat rodzice i nauczyciele uczyli nas, że takie rozmowy są nieodpowiednie. W dodatku pojmowanie seksu i ciała jako grzesznych i brudnych zakorzenił nam powszechny w Polsce katolicyzm. Bardzo ciężko oduczyć ludzi takiego myślenia, jednak jest to konieczne: tak długo, jak będziemy tabuizować seks i cielesność, tak długo nie będzie między nami zdrowych relacji. Może nam wychodzić w łóżku, ale jeśli pojawią się problemy, a kiedyś pojawią się prawie na pewno, to nie będziemy umieli sobie z tym radzić.

Nie ma uniwersalnej recepty na to, jak przełamywać ten strach i uczyć się mówić o seksualności. Każdy z nas mówi trochę innym językiem, jesteśmy na różnym etapie rozwoju, mamy różne rodzaje wrażliwości. Zawsze znajdą się osoby dla których słowo „siusiak” to totalne złamanie tabu. Czy oznacza to, że mamy się krygować z mówieniem o penisach, cipkach i kutasach? Nie. Jeśli chcemy oswajać seksualność, musimy oswoić język, nie da się tego robić inaczej niż wyznaczając standardy, które wyprzedzają konserwatywną normę. Nie dotyczy to wyłącznie kobiet – mężczyzn również trzeba przełamać, zwłaszcza jeśli chodzi o mówienie o emocjach, radzą sobie z tym zdecydowanie gorzej niż ich partnerki.
Trzeba edukować dzieci, uczyć już kilkuletnie maluchy komunikacji pozbawionej szkodliwej autocenzury – pozwolić chłopcom płakać, a dziewczynkom głośno krzyczeć. Potem, w szkole, trzeba uczyć szacunku do płci przeciwnej, jednocześnie nie budując polaryzacji i nie pogłębiając stereotypów narzuconych przez patriarchat. Im bardziej równościowo wychowamy dzieci, tym zdrowsze stworzą kiedyś relacje.

Jak mają uczyć się dorośli? Próbować, testować, przekraczać powoli swoje granice, nabrać odwagi w komunikowaniu tego, czego chcemy. Najprawdopodobniej odkryjemy, że opłacało się zrobić krok do przodu. Efektem nie będzie tylko lepszy seks, ale też poprawa naszego dobrostanu. Bez otwartej komunikacji potrzeb obu partnerów nie będzie dobrego seksu, a takowy jest sine qua non istnienia większości relacji. Udany seks zbliża emocjonalnie partnerów, relaksuje, dostarcza im satysfakcji, a nawet podnosi odporność organizmu na choroby. Cała masa korzyści, a więc warto rozmawiać.
 

Od kogo się uczyć?

Uczmy się od siebie nawzajem i słuchajmy, co mają w tej sprawie do powiedzenia specjaliści. Jedną z gościń mojego podcastu, była Natalia Grubizna, edukatorka seksualna i autorka bloga proseksualna.pl. W naszej rozmowie pojawia się temat oswajania z dirtytalkiem, językiem erotyki, zachęcamy słuchaczy i słuchaczki najzwyczajniej do wypróbowywania różnych wariantów, wypowiadania ich na głos, sprawdzania, które określenia bardziej nam pasują, z którymi czujemy się swobodniej. Nie można narzucić wszystkim jedynego słusznego języka, w kolejnych odcinkach mojego podcastu każdy gość mówi inaczej, używa innych określeń. Ważne, żeby położyć nacisk na zmiany w samym języku, powinno się wykorzenić określenia, które uprzedmiotawiają kobiety: dalej mówi się o tym, że mężczyzna może „posiąść” partnerkę. Albo wyrażenie „tracenie dziewictwa” – zawiera się tu kilka szkodliwych znaczeń – o tym, że kobieta rozpoczynając współżycie coś traci, traci na wartości (przestaje być dobrą partią) i wreszcie o samym dziewictwie, że to dar. Można by mnożyć takie przykłady.

Byłoby wspaniale, gdyby rozmowy o seksie pojawiały się częściej w mediach, ale też w popkulturze. Ostatnio zasługi na tym polu ma świetny serial Sex Education. Forma komediowa, ale za to treści i nauki, które płyną z serialu są bardzo mądre, fantastyczny jest język, jakiego używają bohaterowie, bardzo rzetelnie ukazano tam różnorodność, zachowań, problemów i orientacji seksualnych. Popularność zdobywają coraz odważniejsze książki, filmy, programy telewizyjne. Jeśli będziemy mieli do wyboru różne sposoby mówienia o seksie, każdy znajdzie w tym wielogłosie coś dla siebie. Dbajmy o to, żeby żaden z tych głosów nie był przesiąknięty wstydem, pruderią czy nie uprzedmiotawiał kobiet.

Joanna Jędrusik – kulturoznawczyni, przez lata na etacie w korporacji. Feministka, publicystka Krytyki Politycznej i autorka „50 twarzy Tindera”. Prowadzi fanpejdż Swipe me to the end of love. Lubi Balzaca i gry komputerowe. W aplikacji Empik Go znajdziecie jej podcast Pod kołdrą z Jędrusik.

Zobacz także: Polka napisała książkę o Tinderze. Po jej przeczytaniu albo skasujecie go natychmiast albo założycie w minutę