Kojarzycie film Niebiańska plaża Danny'ego Boyle'a z 2000 roku, który powstał na podstawie powieści Alexa Garlanda o takim samym tytule? Jeżeli tak, to założymy się, że oglądając go, marzyło Wam się żeby znaleźć się na miejscu granego przez Leonardo DiCaprio Richarda i rozkoszować się otaczającymi go okolicznościami przyrody. A dokładnie plażą leżącą w tajlandzkiej zatoce Maya Bay w archipelagu Phi Phi Leh na Morzu Andamańskim. Ale nie tylko Wy po seansie filmu zamarzyliście, żeby któregoś dnia odwiedzić tamte strony. Co więcej, niektórzy postanowili ziścić te marzenia i odwiedzić właśnie ten malowniczy zakątek Tajlandii. 

ZOBACZ TAKŻE: Wybrano 10 najlepszych lotnisk na świecie

A władze państwa, rozochocone sukcesem filmu, postanowiły chętnie przyjmować turystów. Dochodziło do tego, że dziennie pojawiało się tam nawet 5 tysięcy odwiedzających! I niestety, prędzej czy później musiało przyczynić się to do stanu wód w rejonie Maya Bay. Ostatnie badania dowiodły, że aż 80% rafy koralowej uległo zniszczeniu, a głównym powodem są przede wszystkim zanieczyszczenia (dosłownie) płynące z położonych przy plaży hoteli, ale także różnego rodzaju tworzyw sztucznych wyrzucanych do wody. Swój udział w doprowadzeniu tamtego rejonu do tak fatalnego stanu miały również kremy do opalania używane przez turystów. Okazuje się, że wszystko to, co odwiedzający sobie aplikują na ciało, spływa ostatecznie do wody i także ma niemały wpływ na jej fatalny stal. 

W efekcie rząd, a dokładnie tajlandzki Departament Parków Narodowych, Dzikiej Przyrody i Ochrony Roślin w Bangkoku, postanowił szybko zareagować i zamknąć plażę, póki co, na trzy miesiące. To jednak, biorąc pod uwagę tak poważne zniszczenia, może niestety niewiele wskórać i plaża w zatoce Maya Bay zostanie zamknięta na zawsze.

ZOBACZ TAKŻE: 9 najdziwniejszych kawiarni na świecie